Archiwum dla Kwiecień, 2013

Agata Skrzypek: Ma być ad rem i od rzeczy!

22 kwietnia 2013
Agata Skrzypek: Ma być ad rem i od rzeczy!

O spektaklu Łysa śpiewaczka w reżyserii Macieja Prusa w Teatrze Narodowym. To jakby dodać szafranu do kapuśniaku albo podać ambrozję w plastikowym kubeczku. Tak właśnie ma się błyskotliwy tekst Eugene’a Ionesco do najnowszej inscenizacji Teatru Narodowego. Inscenizacji mogłoby nie być – ale z uwagi na to, że umysł ludzki lepiej wydobywa sensy z chaosu, gdy może wybrać wersję udźwiękowioną zamiast poprzestawać na cichym czytaniu, obsadzenie ról i opowiedzenie historii „na żywo” było po prostu konieczne. Za niesłychaną frekwencję na sali odpowiada pewnie obecność Artura Żmijewskiego, którego pojawienie się na scenie teatralnej określa się w prasie jako „powrót ”. Wydaje się, że to nieco niefortunna ocena mediów, bo w żadnym wypadku nie jest to powrót w wielkim stylu, więc może lepiej nie reklamować go pod tak dostojnym szyldem. Wszystko jednakże jest kwestią intencji. Zresztą, nie tylko Żmijewski nie do końca odnalazł się w swojej roli. W Łysej Śpiewaczce rozróżnienie tekstu na poszczególne postaci to tylko kwestia umowna, gdyż nie mamy do czynienia z realnymi bohaterami, lecz z symbolami, archetypami i kukiełkami. Trudno jest zagrać kogoś, kto nie istnieje, komu nadawanie konkretnych ludzkich cech może przynieść więcej szkody...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Zawód: Agentka

22 kwietnia 2013
Zawód: Agentka

Rozmowa z BARBARĄ ŻYLSKĄ-BURTAN – agentką i przedstawicielką wielu aktorów. Michael Shurtleff w kultowej książce pt. Przesłuchanie napisał: (…) Na jednego aktora, który dostał rolę, pięćdziesięciu, stu albo dwustu jej nie dostało. Aktor wiecznie zabiega, wiecznie próbuje, wiecznie jest odrzucany, nigdy nie wiedząc dlaczego – po prostu jest niechciany. Życie aktora nie może wzbudzać zazdrości. Składa się głównie z przegranych. Dla wielu z nas takie życie jest nie do wytrzymania. Nigdy nie dowiem się, jak aktorzy potrafią to znieść. Potrafią. Muszą. Pomagają im w tym osoby, które je reprezentują. Nie tylko umawiają na spotkania z reżyserami i zajmują się stroną formalną zawieranych umów między aktorem a producentem. Czasami są powiernikami tajemnic i jedynymi świadkami dramatów niespełnionych aktorów. Rozmowa z BARBARĄ ŻYLSKĄ-BURTAN – agentką i przedstawicielką wielu aktorów. Ryszard Abraham: Jakie aktor musi spełniać warunki, abyś została jego impresario? Barbara Żylska-Burtan: Po prostu musi być aktorem… Aktorzy sami przychodzą do agencji, czy Ty zabiegasz o współpracę z wcześniej wypatrzonymi przez siebie osobami? I tak, i tak. „Zdobywanie” perełek aktorskich to sama przyjemność i zaszczyt dla agencji. W jaki sposób...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli wywiadowo | Brak komentarzy »

Jan Uniejewski: Stanowcze NIE ekshibicjonizmowi

19 kwietnia 2013
Jan Uniejewski: Stanowcze NIE ekshibicjonizmowi

Szkic o Grecie Garbo – przed prapremierą spektaklu Greta Garbo przyjechała w reż. Anny Augustynowicz, Teatr Współczesny w Szczecinie. Hollywood rządził, rządzi i będzie rządził się prawami reklamy. Gwiazdy, gwiazdeczki i kandydaci do tych tytułów, chcąc nie chcąc, poddać się muszą jej żelaznym regułom. I choć zjawisko to przynosi niezawodne efekty (albowiem nawet mizerność aktorstwa i, co najmniej, mało przeciętna urodziwość stać się mogą atrybutami sławy), to medal ów ma i tę gorszą stronę. Nieustannie pogłębiająca się unifikacja osobowości, zgniatany indywidualizm i charyzma wypaczają naturalne zdolności, pieczołowicie szlifowany talent i unikalne piękno. Czy presji takiej można się oprzeć? Dojść do sławy i ostać się w pamięci potomnych bez samo-się-trywializowania na granicy godności i przyzwoitości? Chyba tak. A przynajmniej raz się udało. Otóż „dzieckiem Hollywoodu” była Greta Garbo – kobieta, której tajemniczość stała się podwaliną legendy. Prawdopodobnie nikt w historii kina nie włożył tyle wysiłku i uporu (a upór ćwiczyła od dziecka) w obronę swojej prywatności. Stałe zmienianie lokum, zdawkowe – niemalże żywcem wyjęte ze scenariusza – odpowiedzi na pytania dziennikarzy, dezaprobata dla plotek o jej życiu damsko-męskim...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli literacko, teatralnie | Brak komentarzy »

Zuzanna Kuc: Niemiec, Polak – słowa, które stygmatyzują

17 kwietnia 2013
Zuzanna Kuc: Niemiec, Polak – słowa, które stygmatyzują

O spektaklu Truskawkowa niedziela w reż. Grażyny Kani, Teatr Polski w Bydgoszczy. Bydgoska „krwawa niedziela” budzi wiele kontrowersji wśród historyków. Polacy i Niemcy wciąż nie mogą się zgodzić na wspólną wersję wydarzeń z września 1939 roku. Truskawkowa niedziela – choć ma być głosem w dialogu między sąsiadami – nie jest spektaklem stricte historyczny. Tekst dwójki autorów-  Artura Pałygi i Katharin Gericke – jest bardzo wyważony i ostrożny.  Zdaje się, że autorzy nie mieli na celu rozliczenia się z przeszłością i znalezienia winnych. Stawiają bardzo wiele pytań, lecz świadomie nie odpowiadają na nie. Spektakl jest raczej próbą zdiagnozowania problemów w relacji polsko-niemieckiej. Jednym z nich jest niemożność znalezienia wspólnego języka do mówienia o historii. W trakcie spektaklu wyświetlane są dwa filmy: propagandowe przemówienie Hitlera oraz polski film dokumentalny o Bydgoszczy. To dwie kompletnie różne narracje i dwa różne języki. W spektaklu biorą udział aktorzy polscy i niemieccy. Autorzy doskonale wykorzystali to utrudnienie. Język jest tu dosłownie tym, co dzieli i stygmatyzuje. Bohaterowie spektaklu spotykają się podczas bankietu zorganizowanego w Wilhelskaven (miasteczku, w którym mieszka wielu Niemców z Bromberg). Naiwnym symbolem...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Jan Uniejewski: Wiara w nie-wiarę

17 kwietnia 2013

Szkic o apostazji, przybliżający problematykę spektaklu Niewierni w reż. Piotra Ratajczaka. Gdy powstawała – z razu niewielka, a z czasem coraz liczniejsza – wspólnota wyznawców Boga Jedynego, członkostwo w niej per se musiało być dobrowolne. Nie tylko dlatego, że nie było po kim „dziedziczyć” wiary, lecz i dlatego, że lepszej zachęty aniżeli samodzielny wybór sacrum być nie mogło. To „zeusową” wiarę utwierdzał przymus państwowy. Jednakże z biegiem lat, gdy świat zaludniało potomstwo pierwszych chrześcijan, nie wymyślono nic lepszego dla chwały Pana aniżeli wejście do wspólnoty z mocy prawa – z matki i ojca chrześcijan. I fakt ten nie powinien wzbudzać oburzenia. Po pierwsze dlatego, że w innych religiach też tak było – i dlaczegóż to chrześcijanie mieliby być aż tak postępowi, by czynić inaczej? A po wtóre, chrześcijaństwu – wówczas jeszcze religii młodej i niewinnej – nic nie można było zarzucić. Przecież to ona głosiła miłość bliźniego równą miłości własnej, a także śmierć Syna Bożego za człowieka i dla człowieka. Stawiało wtedy chrześcijaństwo człowieka, stworzone na podobieństwo Boga, w centrum swej uwagi i w centrum duchowych zabiegów, jednocześnie poświęcając mu wszelkie swe wysiłki. Godne...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli literacko, teatralnie | Brak komentarzy »

Martyna Bielińska: Słoneczny pesymizm artysty

17 kwietnia 2013
Martyna Bielińska: Słoneczny pesymizm artysty

Szkic o Albercie Camus (1913-1960), autorze Kaliguli. Jego myśli przekute w słowa mogą zauroczyć. Każdy z nas zetknął się z nim już w szkole (jego Dżuma jest lekturą obowiązkową). Kim właściwie był? Pisarzem, dziennikarzem czy bardziej filozofem? Na ratunek przybiega deklaracja: „Dlaczego jestem artystą, a nie filozofem? Bo myślę według słów, a nie według idei”. Artysta jest pojęciem szalenie pojemnym, dobrym jako punkt wyjścia szkicu o osobowości, która wymyka się klasyfikacjom. Urodzony w Algierii. Wychowywany przez prawie głuchą matkę Hiszpankę, bez ojca, którego stracił mając rok, za to w asyście despotycznej babki. W szkole jego talent dostrzegł Louis Germain, nauczyciel, który umożliwił mu dalsze, ponadpodstawowe kształcenie. Prócz nieprzeciętnego umysłu i pięknych myśli, Camus był mistrzem w pływaniu oraz tańcu. W liceum został przyjęty do drużyny piłkarskiej, gdzie grał na bramce, nosząc przydomek „mały książę”. Pochodził z rodziny robotniczej, jednak nigdy nie czuł się gorszy ani lepszy od innych, a biedy nie uznawał za przeszkodę. Przez całe życie uwielbiał kąpiele w morzu, szczególnie nago, nocą. Wciąż zwycięża w rankingach na najprzystojniejszego filozofa. Miał powodzenie u kobiet, to nie ulega wątpliwości. Był...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli literacko, teatralnie | Brak komentarzy »

Jan Uniejewski: Genius loci Stetiniensis

15 kwietnia 2013
Jan Uniejewski: Genius loci Stetiniensis

O spektaklu Sedinum, prochy i rock’n’roll w reż. Adama Opatowicza (Teatr Polski w Szczecinie). Każde miasto ma swoją duszę tworzoną przez lata, na której (obok natury) swe piętno odcisnęła historia. Dla każdego mieszkańca lub przyjezdnego jest ona inna. Każdy widzi ją przez pryzmat własnych przeżyć, odmiennych interpretacji rzeczywistości, sposobów rozumienia minionych zdarzeń. Każdy chce ją stworzyć na nowo – na obraz i podobieństwo swych wizji, własnych ideałów niemal zawsze uważanych za uniwersalne (choćby w sferze postulatywnej). Mimo to, część tych ludzi łączy zafascynowanie danym miastem, jego genius loci (bóstwo miejsca), jego historią i człowiekiem, który tworzy całkiem spory, dynamiczny i często zdradliwy organizm miejski. Wrastają oni w miasto, tworząc z nim jakby jeden organizm. Tak jest również ze Szczecinem. Na scenie spotkamy się z miastem widzianym oczyma prima facie nijakich mieszkańców starej kamienicy w chwili dlań niezmiernie ważnej – gdy muszą podjąć decyzję o sąsiedztwie. Jak na dłoni widać ich odmienne podejście do rzeczywistości, przeszłości i przyszłości – nie tylko kamienicy, lecz świata i ich samych. Na pozór niemożliwi do pogodzenia indywidualiści, silni w samych słowach, skupiają...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie | Brak komentarzy »

Za jakiś czas to powtórzymy

15 kwietnia 2013
Za jakiś czas to powtórzymy

Rozmowa z Wojciechem Brzezińskim – aktorem Teatru Ateneum, przez lata związanym z Teatrem Współczesnym w Szczecinie. Ewa Uniejewska: Zostawiłeś nas. Jak wraca się do Szczecina po tych pięciu latach? Wojciech Brzeziński: Super się wraca. Może właśnie po to odszedłem, żeby tak wrócić. Zatęskniliśmy z Anią za sobą. Zakusy, żeby doprowadzić do premiery Kaliguli, były już wcześniej – w pierwszym terminie nie udało się, udało się w drugim. Jesteśmy zadowoleni. EU: Jak wspominasz lata spędzone pod wymagającym okiem Augustynowicz? Jednak ten okres szczeciński  był dość długi. WB: To było dziewięć lat – od razu po szkole. Dziewięć lat bardzo ważnych, intensywnych, twórczych, pełnych doświadczenia, którego nie zdobyłbym nigdzie indziej. Współpraca nam się układała, dostawałem fantastyczne role. Więc i wspominam ten okres świetnie. Szczecin to najważniejsze miasto na mojej mapie teatralnej. EU: A jakieś role darzysz szczególnym sentymentem? WB: Tych ról było tak dużo… Naprawdę, ja je wszystkie lubiłem. Nie mam jakiejś listy „the best”. Ważnym spektaklem jest dla mnie Oskar i pani Róża – gram go gościnnie do dziś. Uwielbiałem Polaroidy, Pasożyty. Nawet Tristana...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli festiwalowo, teatralnie, wywiadowo | Brak komentarzy »

Martyna Bielińska: Jurorski prognostyk

15 kwietnia 2013
Martyna Bielińska: Jurorski prognostyk

Materiał przygotowany z okazji XLVIII Przeglądu Teatrów Małych Form KONTRAPUNKT 2013. Jeszcze przed rozpoczęciem XLVIII Przeglądu Teatrów Małych Form Kontrapunkt przeprowadziliśmy krótkie rozmowy z tegorocznymi członkami jury – chcąc dociec ich oczekiwań, nadziei i poglądów na teatr. Nie zabrakło również pytań o kryteria, jakimi oceniający spektakle będą się kierować. Jury w międzynarodowym składzie udzieliło intrygujących odpowiedzi.   PER ANANIASSEN norweski dramaturg, wykładowca, w latach 90. ubiegłego wieku performer i aktor. Jest kierownikiem The Network of Performing Art w Norwegii, dyrektorem artystycznym i menedżerem norweskiego Teaterhuset Avant Garden oraz kuratorem Bastard – Trondheim International Performing Arts Festival.   Jakimi kryteriami posługuje się Pani przy ocenie spektakli biorących udział w konkursie? Uważam, że najlepszym odczuciem jakie można mieć względem przedstawienia to jego intensywność, nawet jeśli nie obejmuje to wszystkiego, co powinno podlegać ocenie. Od strony bardziej racjonalnej, są pewne „zasady”, którym dane przedstawienie podlega – można dzięki nim zweryfikować, na ile konsekwentnie spektakl został zrealizowany. Jak najkorzystniej, dla uzyskania jak największej intensywności. Czego oczekuje Pan po festiwalu Kontrapunkt? Spotykam się z bardzo...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli festiwalowo, teatralnie | Brak komentarzy »

Przeżycie teatru

5 kwietnia 2013
Przeżycie teatru

Rozmowa z Jackiem Kopcińskim, redaktorem naczelnym czasopisma „Teatr”, przeprowadzona z okazji 52. Międzynarodowego Dnia Teatru. Martyna Bielińska: Czy jest to dla Pana wyjątkowy dzień w roku, czy jest co świętować? Jacek Kopciński: Dobrze, że teatr ma swój dzień. To znaczy, że nadal, mimo wielu zmian, jakie przyniosły ostatnie lata, zachował swoją rangę. Tego dnia doceniamy wartość teatru jako takiego, choć jego stan obecny pod wieloma względami może rozczarowywać. Dla mnie ważne jest to, że sztuka teatru, czyli sztuka kreowania iluzji bardzo umownymi środkami w celu wypowiedzenia tu i teraz duchowej prawdy o człowieku, nadal istnieje. Albo inaczej: ciągle rodzi się na nowo. Dzień teatru to dla mnie jego urodziny. Martyna Bielińska: Jaka Pańskim zdaniem jest kondycja dzisiejszego teatru? Jacek Kopciński: Słaba i wiele rzeczy mnie niepokoi. Z jednej strony teatr skomercjalizował się i naprawdę dobrzy aktorzy zagrywają się w spektaklach bulwarowych u boku telewizyjnych gwiazdek. Ale i teatr poszukujący bywa bardzo rozczarowujący. Uważam na przykład, że nurt tzw. sztuki krytycznej zbyt często przynosi spektakle poronione, które w gruncie rzeczy obniżają a nawet niszczą rangę...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli teatralnie, wywiadowo | Brak komentarzy »