Agata M. Skrzypek: Człowieku, nie irytuj się!

26 marca 2014

O spektaklu Klątwa, czyli odcinki z czasu beznadziei: Don’t mess with Jesus w reżyserii Moniki Strzępki, koprodukcja Teatru Łaźnia w Krakowie i Teatru IMKA w Warszawie

 

Klątwa 01/ fot. T. Wiech

Klątwa 01/ fot. T. Wiech

Machina ruszyła. Czas beznadziei rozpościera swoje apokaliptyczne ramiona w pierwszym z czterech planowanych odcinków. W czerwcowym finale, który połączy serial w pełnometrażowy pokaz, bulgoczące  błoto zepsucia tego świata zostanie zdemaskowane i pokonane. Albo na odwrót. Wszystko w rękach obywateli? Nie, bo od zagłady nie ma już odwrotu.

Przecież wiadomo, jak kończy się majstrowanie przy konstruowaniu filmu z serialu. Spójrzmy choćby na Sex w wielkim mieście. W żadnej odsłonie nie będzie to mniej żenujące.

Cóż to za wywrotowy pomysł, by w cztery miesiące zrobić cztery spektakle? Móc – można, ale zwykle nie o tempo chodzi, tym bardziej, że podjęta tematyka nie jest na tyle ulotna, by zniknąć w najbliższym czasie z pola zainteresowań publiki. W końcu o zdegenerowanym społeczeństwie, korupcji, zakłamaniu dziennikarzy i polityków, postawie Kościoła, pazerności, hipokryzji, tchórzostwie, wszechobecności mediów i wszystkim, co na świecie irytujące można dyskutować całe życie i jeszcze zobowiązać kogoś do kontynuowania dyskursu po naszej śmierci. Chyba tylko niemożność wyczerpania tematu usprawiedliwia formę serialową. Może to też kwestia mody na takową – patrz: Michał Zadara i „Dziady wrocławskie”. Trzy odsłony w trzy lata – porównanie proporcji pracy nad spektaklem mówi samo za siebie.

Pojawia się również kolejna wątpliwość – w oddziaływanie fenomenu. Czyżby firma Strzępka&Demirski powoli zaczęła tracić swój rozpęd, swoją siłę do energetyzowania i do bulwersowania? Z warszawskiej premiery nikt ostentacyjnie nie wyszedł. W stronę sceny nie poszybowały żadne jajka ani pomidory, ani nawet – hipstersko – puszki zupy Campbell. Tacy już jesteśmy liberalni? Nic już nas nie dotknie? Brawka, brawka! Co więcej, przedstawienie po prostu się podobało. Strach więc pomyśleć, co otwartość umysłów widzów i aprobata ze strony „właściwych ludzi od kultury i PR-u” oznacza dla Autorów! Do kogo będą kierować swoje zjadliwości, gdy nie ostanie się nikt, kogo będzie można jeszcze zszokować? Czy jest to powolne lądowanie w cieplutkiej kategorii teatru mieszczańskiego? Odpowiedź może tkwić w tytule serialu. Takie mamy czasy…

Skoro więc przydługa opowieść o wątpliwej moralności wskutek znieczulenia wrażliwości odpada, dobrze jest wspomnieć o czymś bardzo przyziemnym i niejako unaocznić potencjalnemu liberalnemu widzowi, z czym się zetknie, gdy się do IMKI lub Nowej Łaźni wybierze. Dla szczęśliwców planujących zasiąść w pierwszych rzędach polecam strój nieprzemakalny. Podpowiem, że kalosze nadal są w modzie i założenie ich do teatru w tych wątpliwej pogody pierwszych dniach wiosny będzie uzasadnione. Możliwe również, że zadowoli widza możliwość wpatrzenia się kilkakrotnie w ekrany telewizyjne, a już na pewno ucieszą go trzy występy wokalne. Kto lubi ciężki dowcip, zarechocze sobie kilkakrotnie z przepony, a kto jest miłośnikiem cyrkowej gry pantomimicznej, będzie usatysfakcjonowany.

Od strony fabularnej spektakl nieco kuleje. Scenariusz nafaszerowany jest wprawdzie ironicznymi aluzjami, lecz miejscami dosłownością rozrywa rzeczywistość i na dobrą sprawę w pewnym momencie zaczyna powtarzać sam siebie. Podróże w czasie są ciekawym zabiegiem, ale niezupełnie czytelnym, jeśli chodzi o ich celowość. Poboczne wątki rozpływają się gdzieś pomiędzy kolejnymi scenami. Ciągłość opowieści gubi się kilkakrotnie gdzieś pomiędzy gagami, a potem nagle wraca, klarowna i sensowna. Szkoda, że poczucie humoru Pawła Demirskiego tak skąpo zahacza w tym przypadku o purnonsens. Więcej absurdu nadałoby historii lekkości. Tymczasem przyciężkie żarciki o krwawiących kobietach przyprawiają raczej o niestrawność. Całości, rzecz jasna, nie można odmówić zasobnego zaplecza kulturowo-teologiczno-politycznego, charakterystycznego dla krytycznego zmysłu Demirskiego. Smakosze spędzania życia wśród nagłówków wiadomości TVN24 odnajdą tu wyrafinowane kąski. Trudno powiedzieć, czy za nierówność przedstawienia odpowiada scenariusz, czy reżyseria. Niemniej jednak aktorów Monika Strzępka poprowadziła brawurowo.

Gra się tu jak w małpiarni – z beztroską pewnością siebie, od kulisy do kulisy, nie wspominając już o przekomicznych podwójnych rolach. W przeobrażaniu egzaltowanej prezenterki w zmarłą panią poseł  Anna Kłos-Kleszczewska dotarła do szczytu powodzenia –każdorazowo samo jej wejście na scenę podkręcało  atmosferę. Krok za nią w mistrzowskim efekciarstwie stoi Krzysztof Dracz. Jako dziennikarz – prezydent jest jednocześnie sfrustrowany i przygnębiony oraz pyszałkowaty i pewny siebie, a w każdej z tych dwóch „odsłon” wywołujący uśmiech na twarzy. Czego nie można już powiedzieć o roli Dobromira Dymeckiego – jego Jezus („i Dzieciątko też!”) przybył na ziemię ze starotestamentową mentalnością, a na scenie z dobrym skutkiem wdraża w świat obiektywnie sprawiedliwe reformy. Może dlatego, że Dymecki jest po prostu najwyższy z całej obsady i dominuje swoim wzrostem; może dlatego, że jego odsłonięty tors i plecy są całe poranione; a może to owo charakterystyczne dla ról psychopatów pomieszanie łagodności z determinacją – cokolwiek wywołuje efekt grozy, działa!

Powiedzieć, że Klątwę koniecznie trzeba zobaczyć i śledzić kolejne odcinki „czasów beznadziei”, to chyba za duża rekomendacja. Wydaje się, że brakuje dobrych odbiorców dla spektakli Strzępki i Demirskiego – ostali się miłośnicy i koneserzy ich twórczości lub osoby, które nie wiedzą, jak mają ugryźć ten specyficzny język i dlatego czują się atakowane bądź urażone. Wobec powyższego, cóż, fani wybiorą się na Klątwę bez zachęty. Natomiast amatorom nowych, nieznanych wrażeń mogę jedynie poradzić, żeby wyłączyli na te dwie godziny swoją osobistą wrażliwość i włączyli ten tryb, który uruchamia się w umyśle samoistnie przy grze w „Chińczyka” – człowieku, nie irytuj się!

Agata M. Skrzypek

KLĄTWA, ODCINKI Z CZASU BEZNADZIEI/ ODCINEK 01

Premiera:  14 marca 2014 (Łaźnia Nowa, Kraków) 19 marca (IMKA, Warszawa)

REŻYSERIA: Monika Strzępka

SCENARIUSZ: Paweł Demirski

SCENOGRAFIA: Michał Korchowiec

MUZYKA: Jan Suświłło

MULTIMEDIA: Tomek Michalczewski
ASYSTENT REŻYSERA: Łukasz Jaskuła
WSPÓŁPRACA OPERATORSKA: Igor Połaniewicz

OBSADA: KLARA BIELAWKA, KRZYSZTOF DRACZ, DOBROMIR DYMECKI, ANNA KŁOS-KLESZCZEWSKA, RADOMIR ROSPONDEK, ALONA SZOSTAK, PAWEŁ TOMASZEWSKI

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 × one =