Agata M. Skrzypek: Furtki dwuznaczności

12 listopada 2014

Wokół spektaklu Morfina w reżyserii Eweliny Marciniak w Teatrze Śląskim im. St. Wyspiańskiego w Katowicach

Morfina/fot. Agnieszka Nieżek

Morfina/fot. Agnieszka Nieżek

1. Najsilniejszym psychoaktywnym składnikiem morfiny jest opium. Podstawą do uzyskania opium są niedojrzałe ziarna maku lekarskiego. Można spożywać go w formie nalewki, jako laudanum, można również palić. Jak każda roślina lecznicza, ma działanie uspokajające, kojące i nasenne. Jak każdy narkotyk, uspokaja – bo odurza, koi – bo uśmierza silny ból, usypia – z miejsca. Natomiast morfina pod względem składowym jest już organicznym związkiem chemicznym, należącym do grupy alkaloidów. To znaczy, że jej pH jest zasadowe, zawiera azot oraz ma pochodzenie roślinne i taki skład sprawia, że staje się silnie toksyczna i uzależniająca. Choć wydzielono ją z opium już w roku 1813, to dopiero w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku ostatecznie wyjaśniono budowę. Co oznacza, że przez wiele lat radosnego użytkowania morfiny nikt nie miał świadomości, że raczy się tym samym, czym mógłby zwalczać szkodniki w swoim ogródku.

 

Swego czasu artyści upodobali sobie opium. W romantyzmie zaczęli już świadomie korzystać ze swoich wizji jako inspiracji do tworzenia dzieł sztuki, nie kryjąc źródeł swoich poszerzonych horyzontów. Ignorowanie negatywnych skutków zażywania narkotyku przychodziło im prosto, gdyż intelektualnie pozostawali na świetnym (jeśli nie wyższym) poziomie. Uzależnieniu zaś towarzyszą „jedynie” zaburzenia osobowościowe, takie jak zmniejszona emocjonalność, osłabienie woli, rozleniwienie i spłycenie uczuciowości. Morfina, jako dziecko przełomu epok, nowoczesna odmiana opium, swój złoty wiek przeżyła w okresie dekadentyzmu – była modna, pożądana i łatwa do nabycia, a jej spożywanie stało się równoznaczne z przynależnością do kręgu artystów i intelektualistów, głównie ze środowiska lekarskiego. Do dziś ich nazwiska zna historia: za amatorów laudanum i jego wariacji uważa się Thomasa de Quincey (za sprawą powieści Wyznania angielskiego opiumisty, dzieło powstałe w 1822), Lewisa Carrolla, Charlesa Baudelaire’a, Arthura Rimbauda, Paula Verlaine’a, Stanisława Przybyszewskiego, Michaiła Bułhakowa czy Witkacego– żeby wymienić tylko kilku z nich. Od 1913 roku podjęto szereg prób kontroli przewozu substancji psychotropowych na skalę ogólnoświatową. W latach dwudziestych II Rzeczpospolita wprowadziła pierwsze obostrzenia dotyczące użytkowania narkotyków. Składając swój podpis podczas Międzynarodowej Konwencji Opiumowej w Genewie w 1925 roku (odsyłam do http://dokumenty.rcl.gov.pl/D1927108092001.pdf), prezydent Ignacy Mościcki liczył nie tylko na prawomocne wprowadzenie zasad mających na celu uzdrowienie uzależnionych środowisk, ale także na manifestację suwerenności państwa. Wprowadzono więc ścisłą kontrolę nad obiegiem narkotyków w kraju, a co się tyczy morfiny, jej niewielkie ilości dopuszczono do sprzedaży w aptekach jedynie do celów leczniczych.

 

Cały system kontroli runął wraz z wybuchem II wojny światowej, gdy morfina okazała się być priorytetowym składnikiem każdej apteczki, fundamentalnym – i deficytowym.

 

2. Ewelina Marciniak długo nie potrafiła zdecydować się, czy wybierze karierę w dyplomacji czy w teatrze. Nim dostała się na studia reżyserskie, studiowała europeistykę i dramaturgię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Cztery lata temu ukończyła Wydział Reżyserii Dramatu w PWST w Krakowie i od czasu swojego debiutu pt. Nowe wyzwolenie wg Witkacego w 2010 roku pracuje bezustannie. To znaczy, że zrobiła już dwanaście spektakli, mówiąc w nich swoim własnym językiem o ważkich sprawach. Jak podkreśla w wywiadach, interesuje ją, by teatr docierał do widza, wchłaniając go w siebie – ingerując w jego psychiczną prywatność. Podkreśla wagę edukacji teatralnej, której w Polsce brakuje. Sama daje przykład, prowadząc warsztaty w ramach projektu Instytutu Teatralnego „Lato w Teatrze” – przygotowała projekt „Sztuka dla Ziemi”, zakładający bezpłatny wypoczynek oraz warsztaty edukacyjno-artystyczne dla młodzieży z okolic Piekar, Krakowa oraz Wrocławia. Spektakle, które tworzy, opierają się na wyrafinowanej żonglerce znakami teatralnymi: niezwykłej oryginalności kostiumów i scenografii, wieloznaczności gestu, przede wszystkim jego precyzji. W kontekście podejmowanych tematów wypada to bardzo świeżo, miejscami bezczelnie. A Marciniak lubi roztrząsać społeczne tabu i śmiało opowiada m.in. o alkoholizmie, osamotnieniu jednostki, ucieczkach od odpowiedzialności, relacjach w związku czy poszukiwaniu własnej tożsamości w kontekście historii. Jest nagość, jest też sens. Są dziarskie podskoki w takt muzyki, jest i przesłanie. Spod zadbanych i ciekawie wystylizowanych rzęs patrzy para bardzo stanowczych i spostrzegawczych oczu. Marciniak nieustannie kontestuje zastaną rzeczywistość, tym samym pozwalając sobie na eksperymenty, próby i błędy. Z godnością potrafi przyznać się do nietrafionych rozwiązań. I pracuje, pracuje bezustannie.

Ewelina Marciniak/fot. Magda Hueckel

Ewelina Marciniak/fot. Magda Hueckel

 

Rok 2012 okazał się dla Marciniak przełomowy. Wyreżyserowała pięć przedstawień: za  Zbrodnię według Gombrowicza otrzymała nagrody na 17. Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej i 11. Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy; za monodram Medea otrzymała Grand Prix na Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego i nagrodę na II Koszalińskich Konfrontacji Młodych m-teatr; Śmierć i zmartwychwstanie świata w Krakowie, Kobietę z przeszłości w Koszalinie i Amatorki w Gdańsku, który to spektakl zdobył Główną Nagrodę na 48. edycji Przeglądu Teatrów Małych Form KONTRAPUNKT oraz Honorową Nagrodę Specjalną Miasta Gdańska w kategorii „przedstawienie roku”. Wtedy Marciniak została także laureatką prestiżowego konkursu „Talenty Trójki”.

 

W ciągu kilku lat swojej działalności Marciniak jeszcze nieoficjalnie, ale faktycznie, stworzyła zespół ludzi, z którymi najchętniej pracuje. Należy do niego dramaturg i dramatopisarz Michał Buszewicz (Zbrodnia, Kobieta z przeszłości, Amatorki, Bohaterki, Misja (…), Skąpiec, Śmierć i zmartwychwstanie świata, Piotruś Pan, Ciąg), aktorka Julia Wyszyńska (Nowe wyzwolenie, Śmierć i zmartwychwstanie świata w Starym Teatrze, Skąpiec  w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, Medea) scenografka i reżyserka świateł Katarzyna Borkowska (Bohaterki, Skąpiec, Piotruś Pan, Ciąg, Morfina). Jak łatwo wywnioskować, ze współpracy całej trójki powstał Skąpiec, który to spektakl Ewelina Marciniak uważa za moment przełomowy w swojej karierze, choć to Zbrodnia otworzyła jej drzwi do wielu teatrów w Polsce – wraz z wyróżnieniem od Doroty Masłowskiej podczas XV edycji Festiwalu Sztuki Reżyserskiej Interpretacje w Katowicach. Do zrobienia Zbrodni w Teatrze Polskim w Bielsku Białej zaprosił ją Robert Talarczyk – ówczesny dyrektor, dziś szefujący w Teatrze Śląskim w Katowicach.

 

Morfina to już jej drugi, po Gałganie, spektakl powstały we współpracy z Jarosławem Murawskim.

 

3. W styczniu prawnikowi z Poznania nie spodobały się słowa dezaprobaty Szczepana Twardocha dotyczące wyroku wydanego przez Sąd Najwyższy w Warszawie w sprawie Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej.

 

I ruszyła maszyna po szynach, zmuszająca pisarza do składania kolejnych oświadczeń dotyczących jego poczucia tożsamości etnicznej. Twardoch zaznacza, że nie jest działaczem politycznym ani orędownikiem śląskości. Jak mówi w rozmowie z Ewą Niewiadomską dla Gazety Wyborczej: Nie jestem żadnym apostołem mojego modelu śląskości. Nie uważam, że jest najlepszy i najpełniejszy. Chciałbym natomiast czuć komfort wzajemnego uznania postaw. W mojej wizji śląskości mieszczą się różne drogi. Można być Ślązakiem Polakiem i różnie sobie te proporcje polskości i śląskości ustawiać. Od śląskości, która dodaje polskość jako element przynależności państwowej, po rozumienie śląskości jako sposobu na bycie Polakiem. Kompletnie mi też nie przeszkadza, kiedy ktoś łączy śląskość z niemieckością. Pewnie są i tacy, którzy na pytanie, czy jesteś Ślązakiem, Polakiem czy jeszcze kimś innym, mają ochotę odpowiedzieć: odpieprz się i w sumie to też jest mi jakoś bliskie[i]. Wyznanie mądre, bo wolne od roszczeń. Twardoch urósł do jednej z nielicznych postaci życia kulturalnego z młodego pokolenia, która może być opiniotwórcza na tak grząskim gruncie.

 

Pisarz, urodzony w 1979 roku, studiował socjologię i filozofię na Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. W listopadzie 2012 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się powieść zatytułowana Morfina, nagrodzona m.in. Paszportem Polityki i Nagrodą Czytelników Nagrody Literackiej Nike. Jak dotąd, jest to największy sukces Twardocha, którego twórczość obejmuje również mniejsze formy prozatorskie, takie jak opowiadania i felietony, również wielokrotnie nagradzane. Jego nowa książka pt. Drach ukaże się w grudniu.

 

Razem z Jackiem Borcuchem i Łukaszem Orbitowskim pracuje teraz nad scenariuszem filmowym na podstawie swojego dzieła. Podobno z pracą nad sceniczną Morfiną nie miał nic wspólnego. Czy mu się podobała? Dość spokojnie przyjął stojące owacje całej publiczności, zamaszystym gestem wskazując na zespół, jakby chciał powiedzieć: „To ich zasługa!” albo „To ich wina”. Chce się wierzyć, że jednak podobała mu się wersja Marciniak i Murawskiego.

 

4. Po świecie Morfiny porusza się łatwiej i pewniej, gdy elementy scenicznej rzeczywistości można dopasować do lektury powieści. Wątki przeplatają się, ale teatr lubi symultaniczność. W jakiś magiczny sposób (mówię tu oczywiście o chirurgicznej dokładności i aptekarskim wyczuciu proporcji) udało się bardzo czytelnie poprowadzić opowieść. Jest w niej miejsce dla matki, która wybiera, że będzie Polką, a potem zmienia zdanie, że jednak Niemką; jak widmo funkcjonuje ojciec, rodowity Niemiec, użyczający synowi Konstantemu swojej tożsamości w polskiej sprawie; karykaturą „Polki, Matki Narodu” jest żona, Hela; jest i sam Konstanty, morfinista i intelektualista, międzywojenny bon-vivant o tożsamości skonstruowanej tak, że zawiera się w niej zarówno niepewność przynależności narodowej, psychika osoby uzależnionej i całkowity rozpad państwa podczas II wojny światowej. W jednej osobie cały świat. To po prostu nie może być przyjemne i łatwe.

 

A jednak Marciniak z charakterystyczną dla siebie ironią obchodzi te trudności i zajmuje się kolejnymi. Każdej postaci nadaje jej własną seksualność. Tworzy całe układy i figury geometryczne powiązań erotycznych między bohaterami: Konstanty i jego żona oraz żona przyjaciela, jego rudowłosa kochanka-modelka-dilerka, wreszcie matka. Zderza to, co uznaje się za obyczajne, z tym, co traktuje się jako wynaturzenie. Nic specjalnie nie szokuje, za to wszystko zastanawia.

 

Złoty pył i brzęczenie dzwoneczków – oto morfina. Śmiech zamiera na ustach, gdy groteskowe sceny odlotów odsłaniają swoje mroczne przesłanie. Problemem psychicznego rozpadu Konstantego nie jest bowiem to, że nie potrafi zająć konkretnego stanowiska podczas mobilizacji wojennej – decyduje właściwie dość szybko – ale osłabiona działaniem narkotyku osobowość. Nie ma poczucia rzeczywistości, bo sam je sobie odebrał. Możliwe też, że nigdy go nie miał.

 

Zastanawiająca jest jego relacja z matką, która jest po prostu paskudnym babsztylem, co widzimy zarówno w jej zachowaniu, stroju, jak i w głębszej analizie motywów jej zachowania. Mimo tego syn jest od niej uzależniony. Matka-morfina? Tymczasem Konstanty, to jej dorosłe, niesforne dziecko, porusza się chaotycznie gdzieś pomiędzy realnym niebezpieczeństwem podczas wykonywania misji a kolejnym delirium w knajpie nur für Deutsche.

 

W podobnym klimacie pomieszane są języki, którymi mówią aktorzy i wypada to zupełnie świetnie, bo wariacji do wykorzystania jest sporo: polski, niemiecki, śląski, polski z akcentem śląskim lub niemieckim, niemiecki z akcentem polskim…

 

Sięgnijmy górnej półki i przywołajmy film Petera Brooke’a oparty na powieści Petera Weissa pt. Marat/Sade, o pardon, Prześladowanie i zabójstwo Jean-Paula Marata w wykonaniu pensjonariuszy zakładu dla obłąkanych w Charenton w reżyserii Markiza de Sade.  W szczególności chodzi o sposób poprowadzenia aktora, rodem z koncepcji Brechta. U Marciniak występuje podobne pomieszanie wcielenia się w postać z mówieniem jako postać. I podobnie „działa” widownia, w Maracie/Sadzie umieszczona za kratami, ale jednak biorąca udział w spektaklu, tak w Morfinie niezupełnie bezpieczna na swoich przyciemnionych miejscach.

Szczepan Twardoch/fot. Magda Kryjak

Szczepan Twardoch/fot. Magda Kryjak

 

Scena w Szybie Wilsona znajduje się w ogromnej przestrzeni magazynu. Miejsca na publiczności umieszczone są na stalowej konstrukcji, a scena jest pustym, niewysokim podestem. Z tyłu ograniczona została uniesioną po skosie platformą w różnokolorowe pasy, nasuwające na myśl ekran telewizora podczas przerwy w nadawaniu. Pierwsze, co widzą widzowie, gdy zajmują miejsca, to pozujące niczym posągowe boginie piękne panie w błyszczących kreacjach, trefionych lokach i kokach… a kiedy zajmowanie miejsc trwa już kwadrans, zaczyna się dostrzegać, że jednej z kobiet brakuje drugiej szpilki, że większość strojów jest perwersyjnie przeźroczysta i żadna z aktorek nie nosi biustonosza. Z prawej strony sceny sączy się jazz. Śpiewa Basia, grają Chłopcy. Mimo dużej przestrzeni w hali robi się wręcz intymnie. Z intymności do psychodelii, jak się okazuje, jest blisko.

 

Czy jeśli zasugeruję, że spektakl grozi teatralnym morfinizmem, to popełnię nadużycie? Choć bywalcy prawdopodobnie odbiorą go tylko jako porządnie zrobione przedstawienie, to nowicjusze mają szansę na zauroczenie się teatrem. Zwłaszcza, że Morfina zasługuje na to, by zobaczyły ją jeszcze inne sceny!

 

 5. Trwa XVI Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej Interpretacje w Katowicach. Ze statusem „spektaklu towarzyszącego” otworzyła go w sobotę Morfina. Do udziału w konkursie zakwalifikowano Dziady Rychcika, Termopile polskie Klaty, Wesele Libery, Konia, kobietę, kanarka Brzyka oraz Skąpca Marciniak. W piątek, 8. listopada, odbyła się debata pod hasłem „Wolność”, w której udział wzięli Grzegorz Jarzyna, Piotr Mucharski, Ewelina Marciniak, Irma Kozina, Michał Merczyński i Krzysztof Mieszkowski. Tematyka Festiwalu wydaje się nieprzypadkowa w kontekście teatralno-politycznych (sic!) wydarzeń ostatnich miesięcy. Definicja wolności w demokracji i wolności w sztuce zmienia się wraz z czasami i miejmy nadzieję, że choć reżyserzy rywalizują ze sobą o festiwalowe nagrody, to jednak w istotnych kwestiach mówią jednym głosem.

 

Agata M. Skrzypek

Morfina Szczepan Twardoch

Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach

Premiera: 8 listopada 2014 w Galerii Szyb Wilsona

Ewelina Marciniak – reżyseria

Jarosław Murawski – adaptacja i dramaturgia

Katarzyna Borkowska – scenografia i reżyseria światła

Katarzyna Borkowska, Paula Grocholska – kostiumy

Dominika Knapik – choreografia

Chłopcy Kontra Basia (Barbara Derlak, Marcin Nenko, Tomasz Waldowski / Michał Heller) – muzyka

Maria Machowska / Szymon Adamczyk –  realizacja światła

Mikołaj Lichtański / Mirosław Witek – realizacja dźwięku

Aleksandra Stawik – maski wilków

Anna Kadulska – asystent reżysera

OBSADA

Paweł Smagała, Aleksandra Fielek, Katarzyna Błaszczyńska, Anna Kadulska, Natalia Jesionowska, Violetta Smolińska, Artur Święs, Mateusz Znaniecki, Bartłomiej Błaszczyński, Karol Huget / Tymoteusz Huget

[i] Cały tekst: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35055,15168109,Szczepan_Twardoch__Nie_jestem_slaskim_apostolem.html#ixzz3IgDyNtgG

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eight + eight =