Agata Skrzypek: Alternatywa?

16 maja 2013

O spektaklu Timothy’ego Daly Kafka tańczy w Teatrze Żydowskim w Warszawie.

Kafka tańczy

Podczas gdy wzrok całej Warszawy skierowany jest w stronę WST, Teatr Żydowski niepostrzeżenie wprowadza na scenę bardzo osobliwe dzieło. Kafka tańczy, sztuka luźno oparta na fragmencie życiorysu słynnego pisarza, ma piękną tradycję sceniczną – w roli panny młodej debiutowała w 1993 roku w Sydney Theather Company sama Cate Blanchett, otrzymując także nagrodę za spektakularny początek kariery. Nie mogłabym w podobnie ciepły sposób pochwalić Małgorzaty Trybulskiej, choć to głównie dzięki niej i Piotrowi Siereckiemu zachowane zostały pozory aktorstwa, choć jedynie w kameralnych momentach. Gdy na scenie znajdowała się cała piątka, to zwykle jedynie po to, by popisać się układami choreograficznymi, bo z pewnością nie w celu przekonującego grania rodziny, której członkowie są do siebie przywiązani, jednocześnie nie mogąc się znieść. O takich relacjach zaś dowiadujemy się z dialogów.

Przedstawienie kompiluje wszystko, co można znaleźć w teatrze. Prezentuje tak szeroki wachlarz rozwiązań i środków, że właściwie nie można na niczym skupić uwagi.  Zdarzają się dłużyzny, gdy subtelny, poetycki tekst nie znajduje podparcia w akcji oraz momenty równie nieznośne, gdy aktorzy „aktorzą” – niczym w parodii commedii dell’arte – a ruchem, gestem i dygnięciem nie wyrażając nic ponad nie same. Następuje przemieszanie zasad stosowności i naśladownictwa, a następnie obalenie  ich – szok dla widzów spodziewających się konsekwencji i ładu w słowie i czynie. Wszyscy uczestniczymy w kursie aktorstwa razem z głównym bohaterem, którego historia jest, sama w sobie, niezwykle smutna i poruszająca. Wiemy, że Franz Kafka był zdominowany przez ojca, że jako pisarz krytycznie odnosił się do swoich dzieł, że jako artysta nie dbał o swoje zdrowie i miał irytujące obsesje. W męczącej prozie życia i twórczej niemocy próbuje odnaleźć więcej sensu, więc poszukuje – a nuż wprowadzenie zmian przyniesie skutek? Tylko czy on, Franz, jest naprawdę na nie gotowy? Czy układanie planu dnia w formie listy zastąpi poukładanie sobie priorytetów? Sylwetka romantycznego artysty przedstawiona jest pod odpowiednim kątem, wszak prawdziwemu Kafce żyło się przyzwoicie, na wysokiej stopie, w poważaniu współpracowników, nie bez kilku miłosnych perturbacji i wygodnie krótko, bo cztery dekady. W przedstawieniu budzi empatię i litość. Nie jesteśmy ani trochę mądrzejsi od tego tragicznego, nieporadnego bohatera, ale widzimy, że Franz jest wyjątkowo zabłąkany w „labiryncie życia”.  Tak, na poziomie rozważań egzystencjalnych można z uznaniem pokiwać zadumaną głową. Aliści, żeby nie było tak łatwo, twórcy robili wszystko, by ukryć tę historię i zepchnąć ją na dalszy plan. Wprowadzenie (i pozostawienie samopas) wątku miłości młodszej siostry Kafki do pewnego chrześcijanina albo rozpraszanie fabuły „kursem aktorstwa” czy długie, prawdopodobnie wymowne sekwencje przestawiania krzeseł i wiele nieuzasadnionej choreografii przyniosły swój efekt. Nie znajduję klucza do zrozumienia intencji twórców. Być może jest nim groteskowe skontrastowanie sztampy po stronie formalnej z głębią przemyśleń i dylematów od strony semantycznej? Nie chciałabym mieć w tym momencie racji, gdyż jeśli taka zależność rzeczywiście wystąpiła, to nie była czytelna.

Z maleńkiego, podświetlonego kanału orkiestrowego wybrzmiewała klezmerska muzyka.  Prym wiodły smyczki, lecz słychać było także klarnety i inne instrumenty dęte. Muzyka nadała przedstawieniu tempo i dopełniała gesty aktorów, choć zdarzały się błędy w synchronizacji. Znacznie ożywiała i waloryzowała akcję, ale miała swój udział w produkowaniu wspomnianych dłużyzn, bo im dłużej trwała muzyczna fraza, tym odpowiednio dłużej dorabiali do niej obraz aktorzy. W takich momentach nie wiadomo było, czy to melodia podkreśla grę, czy na odwrót.

Pozostaje mieć nadzieję, że widownia Teatru Żydowskiego aprobuje tego rodzaju estetykę i Kafka tańczy wpasowuje się w te wspólnie ukształtowane gusta.

Agata Skrzypek

Kafka tańczy w Teatrze Żydowskim im. Estery Rachel i Idy Kamińskich

Premiera: 26 kwietnia 2013

Autor sztuki: Timothy Daly

Tłumaczenie: Lech Mackiewicz

Reżyseria: Lech Mackiewicz, Szymon Szurmiej

Scenografia: Jan Polivka

Kostiumy: Marta Grudzińska

Muzyka: Piotr Moss

Choreografia: Iliana Alvarado

Asystent reżysera: Ewa Dąbrowska

Obsada:

Franz Kafka – Piotr Sierecki

Ojciec/Herman – Marek Węglarski

Matka/Julia – Joanna Przybyłowska

Ottla/Siostra – Katarzyna Post

Felicja/Panna młoda – Małgorzata Trybalska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × 2 =