Agata Skrzypek: Ma być ad rem i od rzeczy!

22 kwietnia 2013

O spektaklu Łysa śpiewaczka w reżyserii Macieja Prusa w Teatrze Narodowym.

łysa śpiewaczka / materiały teatru

To jakby dodać szafranu do kapuśniaku albo podać ambrozję w plastikowym kubeczku. Tak właśnie ma się błyskotliwy tekst Eugene’a Ionesco do najnowszej inscenizacji Teatru Narodowego. Inscenizacji mogłoby nie być – ale z uwagi na to, że umysł ludzki lepiej wydobywa sensy z chaosu, gdy może wybrać wersję udźwiękowioną zamiast poprzestawać na cichym czytaniu, obsadzenie ról i opowiedzenie historii „na żywo” było po prostu konieczne.

Za niesłychaną frekwencję na sali odpowiada pewnie obecność Artura Żmijewskiego, którego pojawienie się na scenie teatralnej określa się w prasie jako „powrót ”. Wydaje się, że to nieco niefortunna ocena mediów, bo w żadnym wypadku nie jest to powrót w wielkim stylu, więc może lepiej nie reklamować go pod tak dostojnym szyldem. Wszystko jednakże jest kwestią intencji. Zresztą, nie tylko Żmijewski nie do końca odnalazł się w swojej roli. W Łysej Śpiewaczce rozróżnienie tekstu na poszczególne postaci to tylko kwestia umowna, gdyż nie mamy do czynienia z realnymi bohaterami, lecz z symbolami, archetypami i kukiełkami. Trudno jest zagrać kogoś, kto nie istnieje, komu nadawanie konkretnych ludzkich cech może przynieść więcej szkody niż pożytku, może zmylić trop. Nie wiadomo właściwie, czy reżyser Prus stawiał na wyeksponowanie absurdu Ionesco, czy na przebicie go wyrazistymi kreacjami aktorskimi. Niewiele puent osiągnęło swój komiczny efekt, bo zostawało brutalnie rozdzielonych pomiędzy realistyczne zachowanie bohatera a logikę tekstu.

Momentami akcja dramatu rozwijała się na tyle spokojnie i spójnie, że pozwalała nadbudować nad sobą warstwę znaczeń bez angażowania widza w to, co jest mówione, na rzecz tego, jak to jest zagrane. Najlepiej tego typu dialogi rozgrywali między sobą Jacek Mikołajczyk i Anna Seniuk. Absorbowali uwagę, generowali napięcie, bawili się nakłuwaniem swoich kwestii dodatkowymi emocjami. W efekcie pozorne „nic” stawało się bardzo konkretnym „czymś”, co ociekało mnogością znaczeń i tworzyło oddzielną opowieść.  Przy nich nieco blaknie para Wiśniewska – Żmijewski, za to poziom utrzymuje duet Fudalej – Kwiecień. Szczególnie, że kapitan strażaków, mający do wykonania kilka wymagających siły fizycznej czynności (na przykład utrzymywanie na plecach pokojówki-poetki, która właśnie wyznaje mu swoją miłość) nosi jedną rękę na temblaku – z powodu kontuzji doznanej podczas prób. Ta chwilowa niepełnosprawność i wszystkie absurdalne sytuacje, które z niej wynikają, znakomicie wpasowują się w styl spektaklu. Uszkodzona ręka mogłaby być zaplanowanym elementem!

Najlepiej dopracowana, a raczej najbardziej dopasowana, okazała się choreografia. Widownia otacza scenę z trzech stron i taki zamknięty układ wymusza na aktorach granie w każdym momencie i każdą częścią ciała, szczególnie zaś wyraziste powinny być plecy – oglądanie aktora z tyłu także ma zapewnić rozrywkę! Porządek układu kompozycyjnego wspomaga punktowe oświetlenie, za którego sprawą tak naprawdę można powiedzieć cokolwiek o nastroju spektaklu. Podczas, gdy aktorzy coraz goręcej i prędzej przerzucali się docinkami, a sala była równomiernie oświetlona – panował żywioł absurdu. Natomiast gdy dialog skupiał się na dwójce rozmawiających, światło otulało ich wąskim snopem i w tej zamyślonej, intymnej sytuacji do głosu dochodziły małe nonsensiki.  Oświetlenie odegrało swoją rolę bez żadnej przesady, harmonijnie, nic dodać, nic ująć.

Mimo wszystko, pewien cel został osiągnięty. Publiczność raz po raz rozbrzmiewała radosnym chichotem, zduszanym początkowo gdzieś pod kołnierze, później coraz śmielszym. Zaiste, była w luksusowej sytuacji – mogła wybrać sobie powód do śmiechu: tekst sztuki albo interpretację aktorską. Tak wielka okazała się przepaść. Jednakże nie ma mowy o zmarnowanym czasie! Spektakl jest tak szybki, energiczny i dynamiczny, a przede wszystkim krótki, że dłużej, nie przymierzając, można stać w kolejce po wejściówki.

Agata Skrzypek

Eugene Ionesco Łysa Śpiewaczka

Premiera: 13.04.2013r., Teatr Narodowy w Warszawie

Reżyseria: Maciej Prus

Scenografia: Boris Kudlička

Kostiumy: Jagna Janicka

 Pan Smith: Artur Żmijewski (gościnnie)

 Pani Smith Ewa Wiśniewska

 Pan Martin: Jacek Mikołajczak

 Pani Martin: Anna Seniuk

 Służąca Mary: Beata Fudalej

 Kapitan strażaków: Grzegorz Kwiecień

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 + 8 =