Agata Skrzypek: W świecie oddzielonym

1 grudnia 2012

Relacja z trzeciego dnia Festiwalu Teatru Lalek i Animacji Filmowej dla Dorosłych.

Magali Chouinard - Biała Kobieta / fot. Katarzyna Chmura - Cegiełkowska

W kolejnych odsłonach trzeciego dnia festiwalu widzowie zapoznali się z propozycjami konkursowymi zespołów z Białorusi i Kanady. Trudno jednak wyznaczyć wyraźną granicę kulturową pomiędzy nimi, gdyż oba białoruskie spektakle nie wyróżniały się wspólnym mianownikiem, zaś przedstawienie, czy raczej performance autorstwa Magali Chouinard mógłby równie dobrze reprezentować jakikolwiek inny kraj. Zatem obędzie się – prawie – bez zależności o charakterze narodowościowym.

Prawie – wypadałoby poruszyć kwestię specyfiki języka białoruskiego. Jest w nim coś bardzo drażniącego dla umysłu. Ucho wyłapuje swojskie brzmienia i rozumie składnię zdań, ale bez znajomości słownictwa trudno jest przekroczyć barierę językową. Słuchając rozmowy po białorusku co chwilę odnosi się mylne wrażenie, że zrozumienie byłoby łatwiejsze, gdyby aktorzy mówili wolniej albo wyraźniej.

Pierwszy spektakl, zagrany w mrocznej przestrzeni Teatru Druga Strefa, okazał się w dużej mierze rozczarowujący. Przygody panów Kublickiego i Zabłockiego są tym typem przedstawienia, które z powodzeniem mogłoby objeżdżać miasteczka i wsie, za swój cel obierając rozśmieszenie widowni w nieokreślonym wieku – pytanie tylko, jaką grupę będą śmieszyły skecze o jadalnym bucie. Cóż, kwestie poczucia humoru można jeszcze tłumaczyć ową barierą językową. Cóż jednak usprawiedliwi nieustannie podniesiony głos jednego z aktorów? Czyżby nieprawidłowo oszacował wielkość widowni?  Z pewnością nie istnieje taka zależność, że im głośniej, tym bardziej zrozumiale.

Co czyni rozczarowanie jeszcze bardziej dobitnym jest, fakt, że zaczęło się naprawdę zabawnie! Pan Zabłocki rozstawiał swój kramik obok kramiku Waszmościa Kublickiego i obaj położyli przed sobą miseczki zachęcające do wrzucenia łaskawych datków za wysłuchanie katarynkowej muzyki. Między zwaśnionymi między sobą panami nie obyło się bez przepychanek, podbierania talerzyków, podmieniania ich i przynoszenie coraz większych pojemnościowo mis. Jakież zdziwienie i radość ogarnęły widzów i aktorów, gdy kilka osób zaczęło celować do misek groszowymi monetami!

Późniejsze podchody panów Zabłockiego i Kublickiego traciły na finezji, a chaotyczny ruch na scenie i krzyk sprawiały, że przyjemna w zamyśle komedyjka zaczęła tracić swoje walory. Najgorsze, jak sądzę, stało się w momencie, gdy aktorzy wyjęli kukiełki. No tak, powiecie, przecież to przedstawienie lalkowe, cóż w tym dziwnego? Sęk w tym, że to nie była gra lalką, tylko zabawa z akcesoriami. Kukły Zabłockiego i Kublickiego po prostu podwoiły nam każdą z tych postaci. Gdy zaś nie były wygodne w użyciu, czekały cierpliwie tam, gdzie zostały odstawione. Scenografia, składająca się z bardzo prostych przedmiotów, takich jak bębenek, wózki, ramy okienne, miski i pudła zasmucała swoim ubóstwem. Dla urozmaicenia, całość sceny przystrojono kilkoma sznurami kolorowych lampek. Tak, dokładnie takich lampek, których wspomnienie przywołuje na usta uśmiech współczucia. Bez wątpienia spotkaliśmy się tego popołudnia z głębokim folklorem.

Drugi spektakl w języku białoruskim pod tytułem Polowanie na żubra nadrobił za jednym zamachem wszystkie braki techniczne swoich poprzedników. Użyto w nim zarówno figur, jak i gigantycznych masek, przedmiotów wieloczęściowych i wielofunkcyjnych. Za pomocą portretów ukazujących przemijanie młodości Bony Sforzy zaznaczano upływ czasu. Akcja rozciągała się od renesansu, przez II wojnę światową, aż po czasy współczesne. Kilkakrotnie na ekranach pojawiły się nastrojowe wizualizacje, jednak nieporozumieniem okazał się przegląd pejzażu białoruskiej głuszy przy dźwiękach nostalgicznej piosenki. Nie dość, że aktorki niedokładnie podstawiły swoje chusty pod strumień światła, to w dodatku niepotrzebnie zdradziło to martyrologiczne podejście twórców do rzeczywistości. Poza tym jednym potknięciem całe przedstawienie wychodzi w rozrachunku obronną ręką. Choć jego przesłanie jest poważne, wręcz gorzkie, zaskakująco lekko i naturalnie wypadają w nim elementy komediowe: dwórki Sforzy wychylają chyłkiem znalezioną w rzeczach królowej butelkę nalewki albo odgrywają niemą scenkę łapania autostopu. Jest też kilka wzruszających, naprawdę poruszających momentów, lecz te niestety w dużej mierze uderzają w patetyczny, ciężkostrawny ton. Ciekawym urozmaiceniem jest strona muzyczna spektaklu. Twórcy postawili na nastrojową muzykę ilustracyjną oraz – co uatrakcyjniało występ – na pieśni ludowe, wykonywane w wielogłosie przez całą grupę aktorów. Pod względem wykorzystania techniki animacji, wizualizacji i kreacji lalkowych, pozwolę sobie powtórzyć, przedstawienie podniosło poprzeczkę dla kolejnych wykonawców.

Zaniepokoił mnie sposób przedstawienia znaczenia polowań na bizony. Sugeruje się, że na przestrzeni wieków biedne zwierzę nigdy nie zaznało spokoju, w każdym pokoleniu będąc zmuszonym walczyć o przetrwanie. Niesprawiedliwi i chciwi władcy rozkazywali złym ludziom, by zabijali żubry dla ich skór, masywnych czaszek i poroży, którymi później zdobili swoje przybytki. Motyw bizona jest oczywisty w interpretacji, to nieoficjalny symbol Białorusi. Zwierzę, które jest niezależne i podąża w obranym przez siebie kierunku. W kontekście politycznym nawiązuje do działającego w latach 2001–2006 Białoruskiego Ruchu Oporu „Żubr”, czyli organizacji obywatelskiej, składającej się z młodzieży, opozycyjnej wobec rządów prezydenta Łukaszenki. Za to rozpatrując w kontekście ekologicznym – myślę, że obejrzenie przedstawienia lepiej motywuje do wsparcia organizacji chroniących środowisko naturalne, niż petycje i manifesty dostarczane cotygodniowo na skrzynkę mailową.

Białą kobietę umyślnie określiłam jako performance, gdyż jest to właściwie baśniowo zaaranżowany pokaz prac plastycznych Magali Chouinard. Zazwyczaj artystka wystawia swój pokaz na świeżym powietrzu. Specjalnie dla festiwalu zrobiła wyjątek. Obrała koncepcję czerni i bieli, uznając, że w każdym człowieku ścierają się ze sobą te dwa kolory – nie jako symbole dobra i zła, po prostu, jako dwie przeciwstawne strony. Przy dźwiękach świergotu ptaków na pustą, punktowo oświetloną scenę wchodzi ubrana i pomalowana na biało kobieta, może nimfa, czy też wróżka? Jej twarz pozostaje nieruchoma jak maska; patrzy pustymi, czarnymi oczami. Jej włosy są sztywne i zlepione ze sobą na kształt geometrycznej figury. Kości nadgarstków i kolana, muśnięte czarną farbą, sprawiają, że kobieta wydaje się być portretem wyjętym poza ramy obrazu. Ciągnie za sobą czarno-białą walizkę. Trzyma w niej swoje skarby, którymi podzieli się z publicznością. Artystka nie wykonuje żadnych baletowych kroków, a jednak przesuwa się po scenie tanecznymi ruchami; nie korzysta z techniki pantomimy, lecz jej gesty są płynne, pełne, skończone. To piękna, przejmująca gra formą: zamiast na odczepnego rzucić okiem na kilka figur, tutaj przyglądamy się im spokojnie, medytując nad ich symboliką. Magali Chouinard w pewnym sensie ogrywa każde ze swoich dzieł, by uwydatnić ich szczególne cechy – głaszcze miękkie futerko wilka, porusza silnymi skrzydłami kruka, opiekuńczym gestem przytula do piersi lalkę w rozmiarze pięcioletniej dziewczynki… Nieco upiorny, odrealniony klimat nie pozwala całkowicie odpłynąć we własnych rozmyślaniach. Widzowie wodzą wzrokiem za każdym ruchem i wskazaniem Chouinard, w oczekiwaniu na przełom, kryzys, moment kulminacyjny. Tymczasem przedstawienie kończy się łagodnie – artysta rozdaje widowni ptaszki z origami, które wyjmuje pojedynczo ze swojej torebki. Następnie, obarczona własnoręcznie wykonanymi lalkami i zwierzątkami, jakby razem stanowili skończoną całość, chwyta rączkę walizki i odchodzi… nie wracając, by się ukłonić.

Z pewną rozterką muszę zauważyć, że spektakl ten wymyka się naszym kryteriom oceny – bo jakże przyznać nagrodę za puentę czemuś, co nie funkcjonuje jako linearna opowieść?

Agata Skrzypek

Przygody panów Kublickiego i Zabłockiego

Mohylewski Teatr Lalkowy

reżyseria: Ihor Kozakow

scenografia: Ludmiła Skitowicz

muzyka: Aleksandra Dańszowa, Leonid Paulenka

obsada: Divakov Jurij Gieorgiewicz, Stjeszic Nikolas Arsjeniewicz

Polowanie na żubra

Obwodowy Teatr Lalek w Grodnie

inscenizacja i reżyseria: Oleg Żugżda

lalki i scenografia: Larysa Mikina-Prabadziak

muzyka: Witali Liawonow

grafika i animacje komputerowe: Danił Żugżda

obsada: Natalia Dotsenko, Alexander Litvinenok, Larissa Mikulich, Tamara Korneva, Valery Karyshav, Alexander Ratko, Wasilij Prabadyak

Biała kobieta

reżyseria, scenografia: Magali Chouinard

asystenci: Marthe Adam, Emmanuelle Calvé, Richard Morin, Jean Cummings

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nineteen − 18 =