Apolinary Rzońca: Bóg umarł?! Sabbath gra!

15 października 2013

O najnowszej płycie Black Sabbath pt. 13.

Black Sabbath 13/materiały wydawnictwa

Zaczyna się spokojnie, zupełnie niepozornie, aż wreszcie pierwsze uderzenie następuje po kilkudziesięciu sekundach. Nowy singiel prekursorów heavy metalu ukazał się po trzydziestu pięciu latach! God is dead? To tytuł przewrotny, mający za patrona samego Fryderyka Nietzschego, nawiązujący do jego ateistycznych poglądów rozkwitających na nowo, jeszcze obficiej w dzisiejszych czasach.

Muzyka Black Sabbath ma to do siebie, że się nie starzeje. Jestem nawet skłonny stwierdzić, że wpasowuje się idealnie w aktualny, wszechobecny, światowy marazm ludzkich ideałów. W świecie nastawionym na materialne przeżywanie rozkoszy, urozmaicanie dnia kolorami, wysłuchiwanie setek medialnych nowinek, plotek oraz konfabulacji.  Patrzymy na zdominowane przez popkulturę teledyski w łagodnych, ciepłych barwach, banalne tematy, błahe rozterki pięknych dwudziestoletnich, twarze nieskalane myślą żadną. Po co poświęcać się literaturze skoro można iść na imprezę i nieustannie odurzać się hektolitrami wyskokowych substancji? Po co myśleć o śmierci, skoro można używać życia w pełni? Tak paradoksalnie i prawdopodobnie nieświadomie, większość ludzkiej populacji dokonuje afirmacji życia, po części zgodnej z zaleceniem XIX-wiecznego myśliciela.

Przejdźmy jednak do sedna nowej płyty zespołu o jakże przyjemnym i wymownym tytule – Trzynaście. Dodam, że zachęcająco płonącym na okładce opakowania (nawiązywanie do powszechnie wyklętych symboli to specjalność tego zespołu). Nie trzeba tu przypominać, że kiedy świat szalał na punkcie kolorowego ruchu światowej kontestacji przełomu lat 60 i 70, oni nosili się w ciemnych barwach, a pogodne, pełne nadziei slogany traktowali jak mrzonki, niemające racji bytu w ich własnym świecie.

Pierwszym utworem na płycie jest sygnowany charakterystycznym, ciężkim, powolnym brzmieniem utwór End of The Beginning, drugi pod względem długości, ale z równie porządną dawką muzycznych wrażeń, co wspominany już God is dead?. Utwór przenosi nas w we współczesny sabbathowski świat człowieka pełnego życiowych rozterek, będącego na rozstaju dróg, pod kontrolą systemu, który nadaje się do zmiany. Ozzy Osbourne porusza kwestie dotyczące realizmu, ludzkiej tożsamości i wolności w świecie, w którym to pozostaje nam trwać pod okupacją cyberprzestrzeni.

God is dead? napięcie narasta przez ponad sześć minut, by wystrzelić porywającym gitarowym  riffem Tony’ego Iommi, który poprzedza taką oto zwrotkę: Nowhere to run,  / Nowhere to hide, /Wonder if we will meet again on the other side, /Do you believe a word what the good book said?,  / Or is it just a holy fairytale and god is dead? Osbourne w wywiadach podkreślał, iż jest mocno elastyczny w podejściu do kwestii wiary, ma do niej znaczny dystans (jak zresztą do większości spraw, również tych przyziemnych). Pomimo apokaliptycznych wizji, wszechogarniającej depresji i poczucia beznadziei zespół ogłasza, że nie wierzy w nieistnienie Boga (tym samym unika zapuszczania się w skrajności).

Słuchając Trzynastki ma się wrażenie, jakby zespół chciał nawiązać do swojej przeszłości, choćby z roku 1970, kiedy to wyszły płyty Black SabbathParanoid. Tam poruszane były kwestie opuszczenia, samotności, zagłady człowieka poprzez narkotyczne odurzenie oraz notoryczne wyrażanie tęsknoty za prawdziwą i nieuchwytną miłością.  Utwory te miały charakter antywojenny, moralizatorski przestrzegający przed skutkami eksperymentowania z używkami i uczestniczenia w podejrzanych rytuałach religijnych. Na Trzynastce pojawia się Loner z niesamowicie melodyjnym i zapadającym w pamięć gitarowym riffem, z tekstem mówiącym o człowieku zapomnianym przez świat, któremu w życiu się nie powiodło i musi zmagać się z bolesnymi przeżyciami. Zeitgeist to z kolei psychodeliczno – liryczna, spokojna ballada niezwykle przypominająca Planet Caravan. Następnie Age of Reason, czyli zaduma nad szarym losem świata z dudniącą perkusją i potężnymi gitarami. Live Forever z wyraziście melodyjnym refrenem oraz wolno i przyjemnie płynący Damage Soul (ze zrywnym, energetycznym, czerpiącym ze southern rockowej stylistyki zakończeniem) to dwa utwory dopełniające temat śmierci i nieuchronnego przemijania.  Ostatni numer Dear Father, z wersji podstawowej płyty, zwyczajnie męczy słuchacza i stanowi wypowiedź ofiary molestowanej przez człowieka z demoniczną tożsamością, fałszywego kapłana działającego pod przykrywką sutanny. Do płyty w zestawie de luxe dołączono w wersji bonusów trzy utwory.  Pierwszy z nich, Methademic, to szybki kawałek z jasnym przesłaniem antynarkotykowym. Peace of Mind brzmi jak bardzo osobista deklaracja członka zespołu, człowieka podłamanego psychicznie i udręczonego przez liczne nałogi. Utwór ten mógł napisać sam Tony Iommi, doświadczony przez chorobę nowotworową. Pariah to głos realisty, ponieważ wypowiada się w nim człowiek z nizin społecznych, kpiący z idei mesjasza, który rzekomo ukrywa się pod postacią bezdomnego.

Panowie Ozzy Osbourne, Tony Iommi, Geezer Butler wraz z nowym perkusistą Bradem Wilkiem oraz ekscentrycznym producentem Rickiem Rubinem stworzyli dzieło niezwykle dojrzałe, ale i przewidywalne. Album bez wątpienia jest powrotem do korzeni, lecz z brzmieniem momentami zbyt dostojnym, jak na szalonych buntowników trzymających się ciemnego anturażu. Dziś ta czerń nie szokuje i nie prowadzi niestety do przełomu, sprawia wrażenie zbyt powszechnej i oswojonej.

 

 

Apolinary Rzońca

 

13 Black Sabbath

Universal Music Polska

Data premiery:  11.06.2013

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

three × one =