Artysta – kapłan czy błazen? Przed premierą Komedianta w Teatrze Powszechnym

29 stycznia 2011

Plakat ze spektaklu / materiały teatru17 stycznia o 19 w Teatrze Powszechnym odbyła się konferencja z cyklu Rozmowy z premierą w tle: Artysta – kapłan czy błazen?, poprzedzająca premierę Komedianta według dramatu Thomasa Bernharda. Rozmowa o szeroko pojętym zadaniu artysty (ze szczególnym uwzględnieniem „komediantów”: bernhardowski Komediant to Der Theatermacher, zatem „teatroróbca”, ironicznie-prześmiewczo każdy z teatrem związany), obracając się w podobnym kręgu problemowym co sztuka Bernharda, stanowi doń pewnego rodzaju luźny wstęp. Broni się jednak jako samodzielna jednostka, by tak rzec, syntetyzująca prawdziwą polifonię w dyskusji nad powołaniem i samookreśleniem „człowieka sztuki”.

W konferencji, prowadzonej przez Macieja Nowaka, dyrektora Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego, udział wzięli: Joanna Szczepkowska, prof. Henryk I. Rogacki z Akademii Teatralnej oraz prof. Andrzej Szpociński, socjolog. Temat spotkania został zaczerpnięty z tytułu znanego eseju Leszka Kołakowskiego: Artysta – błazen i kapłan. Myśl przewodnią dyskusji stanowiły rozważania właśnie wokół owego „i” oraz „czy”: jak współczesny artysta (prowadzący skupił uwagę dyskutantów głównie na postaci współczesnego aktora) wykorzystuje archetypy kapłana i błazna. U podstaw prób definicji artysty leży jednak próba zbadania wzajemnego stosunku tych dwóch pojęć i związanych z nimi postaw.

Kabotyn próbuje być kapłanem – a staje się błaznem. Czy jednak artysta skazany jest na alternatywę: albo kapłan, albo błazen? Czy może, jak zaproponowała Joanna Szczepkowska, „jest tyle odmian artystów, ilu jest artystów”, a w zmaganiach ze sobą i z materią, w której artysta tworzy, element niejako mistyczny, kapłański oraz krytyczny, błazeński nierozerwalnie się ze sobą łączą? Czy był kapłanem najsłynniejszy polski błazen, Stańczyk? Wiele pytań, a nawet pół-żartem, pół-serio próba ostrzejszej wymiany zdań wciąż nie dają odpowiedzi oprócz wyrażonej implicite hipotezy: wielość twarzy artysty wciąż wymyka się ujednoliceniu i zamknięciu w jakiekolwiek ramy.

Współczesność artysty to wciąż aktualny spór co do kwestii aktor: twórca czy odtwórca? A „współczesna współczesność” pozostawia do rozstrzygnięcia coraz więcej punktów spornych. Dyskurs obejmuje także świat popkultury – obecny (choćby w przywołanych przez Joannę Szczepkowską telewizyjnych błazeństwach Kuby Wojewódzkiego) i coraz pewniejszy siebie jako autonomiczny głos w dyskusji. Przy powszechnym przyzwoleniu na kontestację, wszechobecnej zgodzie na burzenie zastanego porządku naprawdę wywrotowym może okazać się konserwatyzm. Jako ilustracja służy opisany przez prof. Rogackiego piękny dziewiętnastowieczny sztych, przedstawiający panikę mieszkańców wiosek i drobnomieszczan niemieckich: gospodynie ściągają ze sznurów pranie, zaganiają w pośpiechu kury, zatrzaskują okiennice – „Aktorzy idą!…” Aktorzy idą!… Ratuj się, kto może. Ile z tego Śmigasiewicz użyczy wędrownej trupie Komedianta, zobaczymy na deskach Teatru Powszechnego już 28. stycznia o 19.30.

Katarzyna Orlińska

KOMEDIANT

Thomas Bernard

Przekład

Jacek St. Buras

Reżyseria
Waldemar Śmigasiewicz

BRUSCON – Kazimierz Kaczor
WŁAŚCICIEL GOSPODY – Krzysztof Stroiński

SARA – Anna Moskal

FERRUCIO – Michał Napiątek

28 stycznia 2011

Scena 200

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 + 6 =