Barbara Michalczyk: Bliskości

15 kwietnia 2014

Dowód na istnienie drugiego w reżyserii Macieja Wojtyszko w Teatrze Narodowym w Warszawie

Do czego może dojść, kiedy spotkają się dwie tak wybitne osobowości jak Witold Gombrowicz i Sławomir Mrożek? Dowód na istnienie drugiego, wyreżyserowany i napisany przez Macieja Wojtyszko  w Teatrze Narodowym w Warszawie, właśnie na to pytanie stara się odpowiedzieć.

Dowód na istnienie drugiego/ fot. Andrzej Wencel

Dowód na istnienie drugiego/ fot. Andrzej Wencel

Spektakl opowiada o dwóch spotkaniach, do których doszło pomiędzy Mrożkiem oraz Gombrowiczem w latach 1965 i 1966. Do pierwszego dochodzi przypadkiem, podczas pobytu państwa Mrożków z przyjaciółmi na Lazurowym Wybrzeżu. Wówczas, na prośbę państwa Paczowskich, dołącza do nich Gombrowicz, który zaprasza obie pary na wakacje. Drugie spotkanie ma miejsce u Gombrowicza, już po sukcesie Tanga, w momencie gdy ten ukończył pisanie Operetki.

Dekoracje są czytelne, reprezentują miejsca akcji i oddają ich klimat. W pierwszym przypadku  to letnisko o wystroju typowym dla lat sześćdziesiątych, gdzie w pierwszych minutach spektaklu możemy obserwować odpoczywających się na płóciennych leżakach Paczowskich oraz Mrożka. Po przerwie zaś przenosimy się do stylowego gabinetu Gombrowicza. Dobrze w to wszystko wkomponowują się pochodzące z epoki kostiumy oraz rekwizyty, takie jak syfon, stary aparat czy puszka z kremem Nivea. Warto wspomnieć, że dużą rolę odgrywa w tym wszystkim jedzenie. Po pierwsze służy ono przybliżeniu polskości Ricie. Witold z radością wdraża ją w tajniki polskiej kuchni, której rzadko może smakować na emigracji. Po drugie, sprawia ono bohaterom zwyczajną przyjemność. Przykładowo: placki ziemniaczane ze śmietaną, zostają określone przez Gombrowicza jako: „bardzo wykwintne”. Muzyka nie jest nachalna, ładnie komponuje się z całością, wyznaczając przejścia między scenami i uzupełniając przyciemnione wówczas światło. Widać, że wszystko zostało dokładnie przemyślane, bo w chwili, gdy wyciemnienie trwa już o chwilę za długo, słychać głosy bohaterów, co utwierdza w przekonaniu, że wszystko toczy się wyznaczonym torem.

Obaj bohaterowie są zbudowani na zasadzie kontrastu. Już w pierwszych scenach Mrożek został ukazany jako introwertyk, człowiek wycofany i milczący. Świetnie sprawdza się w tej roli Cezary Kosiński, który umie nadać milczeniu bohatera wyraz. Chociaż pierwsze słowa z ust młodszego pisarza padają po czterdziestej minucie spektaklu, to jego charakter został doskonale zarysowany. Zupełnym przeciwieństwem tej postaci jest Gombrowicz (gra go Jan Englert). Pisarz jest pewny siebie, swojej pozycji twórczej oraz jest gotowy dominować, gdziekolwiek się znajdzie. Nie umie zrozumieć wycofania Mrożka. Dużo mówi, wyraża zdecydowane opinie, ale często zmienia zdanie, nawet gdy ktoś cytuje jego własne słowa. Narzędziem jego manipulacji staje się dziennik, który ma przejść do historii, a wraz z nim wszyscy ludzie opisani na jego kartach. W pierwszej części dochodzi do swoistego pojedynku Gombrowicza z Mrożkiem, którego ten drugi nie jest świadomy. Starszy pisarz stara się prowokować, wciąga w intrygi wszystkich obecnych, poza swoją ukochaną Ritą. Istotnego znaczenia w tym kontekście nabiera sytuacja, gdy Gombrowicz podczas gry w szachy próbuje namówić do pewnego układu samego Mrożka. Wówczas z jednej strony widzimy ogromne uczucie pana Witolda do ukochanej kobiety, z drugiej fakt, że pisarzy mogłoby połączyć coś znacznie silniejszego niż banalna gra w ataki i uniki, którą toczą. Na zasadzie paraleli wobec sceny gry w szachy został zbudowany epilog, odkrywający przed widownią przemyślenia pana Sławomira na temat Gombrowicza i ich osobliwej relacji. Obu pisarzy dotykają pewne osobiste tragedie. Gombrowicz jest starzejącym się bogiem literatury, który jest w kraju zapominany. Mrożek przeżywa osobistą tragedię twórczą, a dodatkowo nie potrafi poradzić sobie z cudzym zachwytem nad tym, co stworzył.

Obaj bohaterowie budują inaczej nawet swoje związki. Wątek uczucia pomiędzy Gombrowiczem a Ritą (Kamilla Baar) ma w sobie posmak ogromnej fascynacji ze strony kobiety. Pomimo tego, że prowadzą ze sobą rozmowy tylko po francusku, można zrozumieć o czym rozmawiają. Witold stara się wprowadzić kochankę w swój świat, w polskość, wyjaśnia jej to, czego prawdopodobnie sama nie zrozumie. Z jego strony jest to postawa mentora, a jednocześnie chęć sprawdzenia kobiety – w co próbuje wciągnąć Mrożka – a także przygotowania jej na najgorsze. Kreowana przez Kamillę Baar bohaterka jest zmysłowa. Widać w niej uwielbienie i chęć poświęcenia się dla mistrza. Zupełnie inaczej wygląda związek państwa Mrożków. Oboje niewiele mówią, a emocje Mary (Dominika Kluźniak) buzują raczej w jej wnętrzu, niż są emanowane na zewnątrz. Trudno jednoznacznie scharakteryzować łączące ich więzi i powiedzieć, na czym opiera się ich związek. Czy to wciąż miłość, czy już tylko przyzwyczajenie? Czy niszcząc swój ostatni obraz Mara chce coś bardziej udowodnić Gombrowiczowi, czy mężowi? Rozmowy o ich uczuciu toczą się obok nich. Oni sami o tym, co do siebie czują, nie mówią.

Z ust bohaterów często padają cytaty z utworów Mrożka, kiedy zachwycają się nimi inni bohaterowie sztuki. Dodatkowe cytaty – już z twórczości obu pisarzy, zostają przemycone w samych dialogach, a ich wyłapywanie dostarcza dodatkowej przyjemności.

Gra aktorska jest na bardzo wysokim poziomie. Aktorzy zostali dobrani nadzwyczaj trafnie. Spektakl ogląda się przyjemnie, nie czując upływu czasu. Bez wątpienia na pierwszy plan wybija się Cezary Kosiński jako Mrożek, udowadniając, że siła przekazu nie płynie wyłącznie z ilości wypowiadanych słów. Partnerujący mu Jan Englert świetnie odnalazł się w roli apodyktycznego Gombrowicza. Przebijają się także wątki poboczne, dotyczące małżeństwa Paczowskich oraz młodego malarza, Kazimierza Głaza. W roli Marii Paczowskiej wystąpiła dobrze sprawdzająca się na scenie Monika Dryl – jej postać nie jest do końca jednoznaczna. Z jednej strony obserwujemy silny związek z mężem, z drugiej niejasną relację z Mrożkiem. Kreacja aktorki jest interesująca i bez wątpienia warta bliższej uwagi.

Obok mocnego starcia obu tak różnych charakterów oraz przy wszystkich momentach komicznych nie zabrakło również czasu na refleksję. Bohaterowie sztuki prowokują do zadawania sobie elementarnych pytań o to, czym jest sztuka. Czy są jakieś tematy, o których nie warto już pisać? Czy można pozostawać dobrym obserwatorem sytuacji w kraju, przebywając na emigracji? Kto i kiedy znajduje się w cieniu? Czy… i takich pytań jest naprawdę wiele. Nie na wszystkie jednak spektakl przynosi odpowiedź. Mimo to prowokuje stale do najważniejszego pytania – jak wpływają na siebie ludzie? Czy bez tego drugiego, tak różnego ode mnie, byłbym  tym samym człowiekiem? Bo przecież pokrewieństwo geniuszu w skrajnych osobowościach może się okazać nadzwyczaj wyraźne.

Barbara Michalczyk

 

Dowód na istnienie drugiego, Teatr Narodowy w Warszawie

Premiera: 14.03.2014

Reżyseria: Maciej Wojtyszko

Scenografia: Paweł Dobrzycki

Muzyka: Piotr Moss

Reżyseria światła: Grzegorz Kędzierski

Obsada: Kamilla Baar, Monika Dryl, Dominika Kluźniak, Patrycja Soliman, Jan Englert, Cezary Kosiński, Grzegorz Kwiecień, Marcin Przybylski

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

16 − 4 =