Barbara Michalczyk: Piękny dzień…

14 stycznia 2016

O spektaklu Błogie dni w reżyserii Wojciecha Urbańskiego w Teatrze Ateneum w Warszawie

Błogie dni/fot. Bartek Warzecha

Błogie dni/fot. Bartek Warzecha

Ona, Patricia (Jadwiga Jankowska-Cieślak) jest temperamentną kobietą, która nie chce pogodzić się z chorobą i starością. On, Sean (Jan Peszek) to sympatyczny, acz lekko zgorzkniały staruszek, który w każdej chwili może zapomnieć o tym, kim jest. Dwa zupełnie kontrastowe charaktery, długie godziny spędzone na rozmowach i rodząca się na tle wspólnych problemów przyjaźń – tak najkrócej można opowiedzieć o tym spektaklu.

Patricia i Sean spotykają się przypadkiem, oboje są pensjonariuszami w domu opieki. On jest byłym aktorem, ona – byłą nauczycielką. Jego z rzadka odwiedza siostrzenica, ona stale czeka na przyjazd siostry. On siedzi na wózku, ona zaś porusza się swobodnie. Relacja między bohaterami rodzi się na oczach widowni. Szukają nawzajem swojego towarzystwa, on znowu uczy się chodzić, ze sceny na scenę zaczynają ubierać się coraz bardziej elegancko… Oboje jednak mają swoje małe sekrety. Toczą ich zupełnie różne schorzenia, które w tej sytuacji także nie są bez znaczenia. Nie będę streszczała całej fabuły, która zwodzi widza i nie jest wcale tak oczywista, jakby się to mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Opowiedziana historia zaskakuje na plus. Zmusza do zastanowienia się nad samym sobą, przyszłością, ale także starością, która nikogo nie dotyczy, dopóki nagle się nie zjawi. Tak, jak nagle uderzyła w Patricię i Seana.

Przez cały spektakl utrzymuje się słodko-gorzka atmosfera. Błogie dni wcale nie są tak bardzo błogie. W tym domu, zgodnie z opinią Patricii, mieszkają sami starzy ludzie bez nadziei. A ona chce jeszcze żyć! Dlatego wciąż tańczy, wciąż się śmieje i próbuje ratować te marne namiastki życia, jakie jej jeszcze pozostały. Bo kto wie, co stanie się za chwile? Paroksyzmy bólu zdarzają się przecież w najmniej spodziewanych momentach… Jankowska-Cieślak buduje tę postać za pomocą zamaszystych gestów, często mówiąc głośniej niż jej sceniczny partner, czuć w niej ogrom energii i spontaniczność. Tymczasem Sean jest połamany przez los, w pierwszych scenach unieruchomiony na wózku, wydaje się być przeciwieństwem żywiołowej Patricii. Jest powolny i bardzo skupiony na tym, co robi. Peszek w tej roli jest niezwykły. Jednym gestem potrafi oddać wnętrze i emocje swojego bohatera, jak choćby wówczas, gdy Sean cierpi z bólu. Wystarczy dłoń położona na brzuchu, by wszystko stało się czytelne i bolesne także dla widza.

Nie oszukujmy się, ten spektakl nie jest ładnym obrazkiem starości, choć za taki chce uchodzić. To raczej opowieść o parze ludzi poturbowanych przez życie. Chorych, cierpiących i bardzo samotnych. Oboje pragną miłości, której nie mogą mieć. Jedno żyje nadzieją, drugie już dawno ją straciło. W domu opieki mają tylko siebie i masę wspomnień. No i ból, który ukrywa się pod komediowymi scenami. Bo i tych nie brakuje. Na przekór wszystkiemu oboje potrafią być dowcipni, czuli, ale także zabawni. Choćby scena wspólnego tańca wywołała na widowni salwy śmiechu.

Twórcy postawili na scenograficzny minimalizm. Dwie kolumny oraz ściany obudowano popękanym betonem, co sprawia wrażenie, jakby cała akcja odbywała się w piwnicy (poza scenami na zewnątrz, gdy zostaje dodana projekcja), lub po prostu dom opieki był niewiarygodnie obskurnym miejscem. Użyte światło jest bardzo chłodne. Na scenie z rzadka pojawiają się rekwizyty, ale jedzone przez aktorów eklery są jak najbardziej prawdziwe. Chłód i minimalizm oddają atmosferę miejsca, z którego tak bardzo chce się wyrwać Patricia. Problem przejść między scenami rozwiązano za pomocą pojawień się opiekunki czy też pielęgniarki, która zmienia ustawienie rekwizytów lub odrobinę sprząta – to także jedyne momenty, gdy w spektaklu pojawia się muzyka (poza sceną tańca). Zabieg jest prosty, wpisuje się w rytm życia pensjonariuszy i pozwala w pewnym stopniu odczuć upływający czas.

Jest nadzieja, czy jej nie ma? Na pewno pod koniec życia jest starość, bywają choroby oraz wiele rozczarowań. Czasami zdarzają się ciepłe emocje, dobrzy ludzie oraz niespodziewane zwroty akcji. To wszystko łączy los, który nie pyta nikogo o to, jakie zakończenie napisać. Nadzieja chyba jest konieczna. Przynajmniej po to, aby kolejny dzień był piękny.

Barbara Michalczyk

Błogie dni

Autor – Deirdre Kinahan

Przekład – Joanna Crawley
Reżyseria – Wojciech Urbański
Scenografia – Maja Skrzypek
Muzyka – Dominik Strycharski
Światło – Michał Głaszczka

Obsada – Jadwiga Jankowska-Cieślak, Jan Peszek

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fourteen − fourteen =