Barbara Michalczyk: Popędliwi

20 lutego 2015

O spektaklu Bóg Mordu w reżyserii Anety Muczyń w Teatrze 13 w Białołęckim Ośrodku Kultury

Bóg mordu/ mat. prasowe

Bóg mordu/ mat. prasowe

Konwenanse? Kurtuazja? Dobre wychowanie? No cóż, z tym definitywnie zrywają bohaterowie Boga Mordu. Upchnięci w ciasnej przestrzeni, której niemal nie opuszczają, balansują na cienkiej granicy między zachowaniem twarzy, a ostatecznym wyładowaniem emocji. Desanty na drugą stronę zdarzają się nadzwyczaj często, sojusze nawiązują się, by po chwili upaść z hukiem, a na końcu nic już nie jest takie jak wcześniej.

 

 

Gdybym miała mówić o jakiejś tezie lansowanej w tym spektaklu, powiedziałabym, że jest nią teza, iż nie należy nikogo pochopnie osądzać. Wszyscy bohaterowie noszą maski, które wraz z upływem akcji zrywają, by przywdziać nowe lub wręcz przeciwnie – okazać prawdziwe oblicze. To, co w pierwszej chwili wydaje się ułomne i niepoprawne, już chwilę później wydaje się być lepszą alternatywą wobec innej postawy. Nic nie jest pewne, moralność jest chwiejna, a bohaterowie nieszczęśliwi.

 

Sytuacja wyjściowa jest prosta. Syn państwa Reille pobił syna państwa Houllie, a dwa wybite zęby prowokują wspólne spotkanie, by podpisać ugodę. W pierwszej chwili jedynie Veronique (Joanna Rucińska) wykazuje pewną zaczepność, niemal agresywność. Jest pewna tego, co chce osiągnąć i w jaki sposób, będąc jednocześnie przeświadczoną o swoim monopolu na właściwe wychowywanie dziecka. Jej mąż, Michel (Marcin Majkut) jest początkowo jedyną postacią, która próbuje rozładowywać napięcie, sypie drętwymi żarcikami i opowiada o swojej pracy. Wydaje się ukrywać kompleksy związane z żoną, które z hukiem wychodzą później. Annette Reille (Maja Jakuszko) to na pierwszy rzut oka zahukana i niesamodzielna kobieta. Mąż przerzuca na nią odpowiedzialność za dziecko i wszystko, co powiązane z domem, co bardzo silnie się na niej odbija. Urzekająco grzeczna, jako pierwsza przechodzi emocjonalną przemianę. Gdzieś na bok odchodzi całe to ulizanie i rozmemłanie, zastępuje je niezłomność i gotowość do wydrapania oczu każdemu, kto stanie na jej drodze. Jej mąż Alain (Filip Pietkiewicz- Bednarek) zaś początkowo wydaje się niemożliwie odpychający i irytujący. Dopiero później pokazuje swoje ludzkie oblicze, ale wtedy właściwie nikt już nie jest taki, jak na początku. Bohaterowie przechodzą różne stadia rozwoju, by pod koniec znaleźć się właściwie na przeciwległym biegunie w stosunku do postawy wyjściowej.

 

Scena w BOKu pełni w tym spektaklu podwójną rolę, bo dodatkowo usadzono na niej widownię. Dla aktorów został wydzielony tylko niewielki kwadrat przestrzeni, którą z trzech stron otacza widownia, co przywodzi na myśl budowę antycznych teatrów. Na scenie urządzono nowoczesny salon, a przejście dzielące widownię na połowę stanowi jednocześnie korytarz prowadzący do dalszej części mieszkania. Fascynuje ogromna dbałość o detal, żywe kwiaty, ciastka czy napoje, a wszystko to na wyciągnięcie ręki widza. Jedyną rzeczą, do której mogę się przyczepić jest komórka, którą z zapałem próbują osuszyć aktorzy, bo na pierwszy rzut oka widać, że to zabawka, a tym samym odrobina magii zostaje bezpowrotnie utracona. A wystarczyłoby zwyczajnie zerwać naklejkę przedstawiającą rozświetlony ekran.

 

Czwartą ścianę zastępują trzy pozostałe, widownia, choć tak blisko, zupełnie nie istnieje. Wszystko to buduje specyficzną, niemalże intymną i pełną napięcia atmosferę. Napięcie nie jest jednakowe, stopniuje się, skacząc na wyżyny lub opadając, dając widowni w zależności od tego chwilę wytchnienia lub pełnego skupienia. Wszystko w sensownych proporcjach, co pozwala na uniknięcie nudy i stagnacji.

 

I kiedy powoli gasną światła na scenie, gdzieś w głowie rodzi się zwątpienie w ludzi. Czy po obejrzeniu takich przemian da się jeszcze uwierzyć w szczerość tych, którzy nas otaczają? Niczego nie da się założyć, niczego nie da się przewidzieć, złość zalęgła się w duszach i tylko szuka ujścia. Bóg Mordu ma uśmiechniętą twarz, a my pozostajemy cywilizowani, dobrze wychowani i pełni kurtuazji, dopóki ktoś nas nie sprowokuje.

Barbara Michalczyk

Bóg mordu, Teatr 13, BOK

Autor: Yasmina Reza

Reżyseria: Aneta Muczyń

Przekład: Barbara

Scenografia: Marcin Kowalik

Muzyka: Jan Pałys

Obsada: Joanna Rucińska, Marcin Majkut, Maja Jakuszko, Filip Pietkiewicz- Bednarek

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sixteen − three =