Barbara Michalczyk: Prosperowskie źródła życia

25 października 2014

O spektaklu Burza w reżyserii Igora Gorzkowskiego w Studiu Teatralnym Koło w koprodukcji z Teatrem Ochoty 

Burza/ fot. Andrzej Świetlik

Burza/ fot. Andrzej Świetlik

Scena na scenie – to pierwsze wrażenie, jakie odnosi się oglądając Burzę. Zabawa w teatr w teatrze trwa już od pierwszych minut spektaklu, kiedy rozsuwa się ekran w głębi sceny, skąd Ariel (Bartłomiej Bobrowski) wypowiada swój monolog o zagładzie statku. Im głębiej wchodzimy w opowieść, tym nawiązań do konwencji teatru w teatrze jest więcej. Zaczynając od scenografii rodem z objazdowego teatru, poprzez jaskrawe, teatralne kostiumy wiszące pod sufitem. Nawiązania można odnaleźć także w sposobie ubierania się mieszkańców wyspy, na pierwszy rzut oka da się określić, w kogo się wcielają. Dla odmiany, przybywający na wyspę Ferdynand (Marcin Korcz) ubrany jest w garnitur. Czyżby był widzem w tym teatrze?

 

Igor Gorzkowski, adaptując tekst Szekspira do własnych potrzeb, znacznie go okroił. Ostatecznie na scenie pojawia się jedynie pięć postaci, a sam scenariusz został skonstruowany tak, że głównym wątkiem staje się relacja ojca z córką. To na nią położono największy nacisk, ale też dopiero przez jej pryzmat można odczytać to, kim Prospero (Henryk Talar) jest. Właściwie od widza zależy, czy spojrzy na niego jak na troskliwego ojca, czy jak na manipulatora, który posługuje się córką jako przynętą.

 

Momenty, w których używa swojej magii – w szczególności wobec Mirandy (Maria Pawłowska) – każą nam myśleć o nim, jako o kimś w rodzaju kuglarza. Dziewczyna w sennym transie kołysze się do taktów muzyki, całkowicie bezwolna. Jednak z drugiej strony ostatnie sceny każą nam widzieć w nim troskliwego opiekuna. Jaka jest prawda?

 

Największym sztukmistrzem, zarówno jeśli chodzi o magiczne zdolności, jak i o talent aktorski, staje się odtwórca roli Ariela. Bartłomiej Bobrowski kradnie ten spektakl pozostałym aktorom. Jego Ariel ma dwie twarze. Z jednej strony jest duchem, w którego gestach czy postawie wobec innych bohaterów odczuwa się ogromne zdystansowanie do świata. Wydaje się odległy, bezosobowy, w całości skupiony na swojej pracy. Z drugiej strony ujawnia się w nim także pewien rys człowieczeństwa. W niemym monologu podczas przeistaczania się w nimfę, ukazuje swoje zmęczenie, zniechęcenie, całą gamę uczuć, których nie wypowiada na głos. Pomalowana na biało twarz jest synonimem możliwości przemiany. Ariel może być kim zechce. Często zmienia stroje na oczach widowni. Raz wydaje się akrobatą, raz ponętną nimfą, raz mimem… Jego rola została najbardziej steatralizowana, obok częstych przemian otrzymał także prywatną scenę, ukrytą za przesuwanym ekranem. To z niej, na rozkaz Prospera, czyni największe czary, a przy tym z niewypowiedzianym wdziękiem uwodzi publiczność.

 

Jedną z misji Ariela jest oczarowanie Ferdynanda. W pewnej chwili uwodzący całuje uwodzonego, pozostawiając na jego twarzy wyraźny ślad ust. To rodzi pytanie o uczucia pomiędzy Mirandą a młodym księciem. Czy naprawdę była to miłość od pierwszego wejrzenia, czy raczej efekt zaklęcia Ariela?

 

Miranda, ubrana na biało, wydaje się tutaj uosobieniem niewinności. Przebrana za baletnicę, porusza się lekko i z gracją baletnicy. Jednocześnie jest też postacią najbardziej komiczną. Jest podlotkiem pragnącym miłości. Przy tej postaci Gorzkowski także sięga po niemy wewnętrzny monolog, który pozwala nam lepiej poznać charakter dziewczyny.

 

Czego nie może zabraknąć podczas burzy? Wody. Ta więc zyskała specjalne miejsce w spektaklu Gorzkowskiego. Bohaterowie wykorzystują ją jako dodatkowy nośnik sensów. Może być śmiercionośna – Ferdynad był przekonany, że jego bliscy utonęli. Może być wyrazem dezaprobaty – Miranda opluwa swoich adoratorów gdy chce ich odstraszyć. Może być narzędziem kary – Kaliban i Ferdynand dźwigają ciężkie bańki z wodą, aby zadowolić Prospera. Może połączyć ludzi – zbierana z podłogi przez księcia i córkę maga woda wywołuje napięcie erotyczne, które przeradza się w rozmowę o głębszych uczuciach. Może więc być źródłem życia, w końcu to między innymi jej zasługą jest pojawienie się na świecie potomka książęcej pary Mediolanu.

 

A co z Kalibanem (Wiktor Korzeniewski)? On w tym wszystkim wydaje się odgrywać najmniejszą rolę. Tak, jakby pozostawiono go tylko po to, aby mógł uczestniczyć w spisku na życie Prospera, dla rozwinięcia akcji. Z drugiej jednak strony, można to potraktować jako metaforę relacji pomiędzy strąconym z tronu księciem a synem czarownicy. Bo czyż mag nie był dla niego kimś w rodzaju ojca, który odtrącił swoje dziecko, gdy okazało się, że nie spełnia jego oczekiwań? Takim, który umniejsza jego rolę i spycha go na dalszy plan?

 

Z perspektywy początkującego dramaturga trudno mi było jednak  nie zacząć rozważać sposobu zaadaptowania oryginalnego tekstu. Bo o ile początek i koniec wypadają naprawdę wspaniale, tak połączenie ich wydaje się niedopracowane. Trudno obejść się bez okropnego wrażenia okrojenia i nagłego przeskoku do zakończenia.

 

Jakie wrażenia można mieć po Burzy? Czy odmieniła coś, namieszała w percepcji, zmusiła do rozmyślań? Dała powód do ponownego rozważenia relacji pomiędzy bohaterami, ich zależności oraz łączących więzi? My, widzowie zatopieni w tym świecie po uszy, bez wątpienia mamy o czym teraz myśleć.

 

Barbara Michalczyk

 

Burza William Shakespeare

Studio Teatralne Koło w koprodukcji z Teatrem Ochoty

Reżyseria i scenariusz: Igor Gorzkowski

Scenografia: Joanna Gawrońska

Kostiumy: Maria Dąbrowska

Muzyka: Piotr Tabakiernik

Ruch sceniczny: Iwona Pasińska

Realizacja Świateł: Zofia Krystman, Witold Juralewic

 

Obsada: Maria Pawłowska, Henryk Talar, Bartłomiej Bobrowski, Wiktor Korzeniewski, Marcin Korcz

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 × 2 =