Barbara Michalczyk: Romantyczne fantazje

15 września 2016

O spektaklach Fantazy w reżyserii Michała Zadary w Teatrze Powszechnym w Warszawie oraz Niepoprawni (Fantazy) w reżyserii Macieja Englerta w Teatrze Współczesnym w Warszawie

Fantazy/fot. Krzysztof Bieliński

Fantazy/fot. Krzysztof Bieliński

Dobry dyrektor teatru, układając repertuar, wie jedno: jeśli na naszym afiszu pojawi się to samo, co u konkurencji, to możemy pożegnać się z wysoką frekwencją. Oczywiście Warszawa to duże miasto, gdzie na każdym kroku można potknąć się o teatr, więc nie takie sytuacje już się zdarzały. Choćby w sezonie 2014/2015 zaistniał podwójny Rewizor czy potrójna Królowa Śniegu, prawdopodobnie wystawiona w tak wielu interpretacjach, aby rodzice mieli w końcu jakieś urozmaicenie przy dzieciach nałogowo oglądających ten akurat tytuł. Podobnie zdublował się spektakl Fantazy, dramat z wielkim romansem i rosyjskimi problemami w tle. Jak ugryźć to dzisiaj? Jak udowodnić, że ma się monopol na właściwą interpretację? A przynajmniej na lepszą, niż w inscenizacji wystawionej po sąsiedzku?

Zarówno Michał Zadara jak i Maciej Englert odrobili pracę domową z dokładnego czytania tekstu. W obu inscenizacjach hrabia Fantazy przyjeżdża do hrabiostwa Respektów, aby starać się o rękę ich najstarszej córki. W tym pragnie przeszkodzić zakochana w Dafnickim hrabina Idalia. Akcja przyspiesza, gdy pojawiają się komplikacje związane z Dianą, której ukochany, w towarzystwie Majora, przybył właśnie do Polski z Syberii. Zadłużeni po uszy rodzice przyszłej panny młodej nie chcą słyszeć o innym kandydacie na zięcia niż Fantazy Dafnicki, wobec czego Major podejmuje własne działania, aby wspomóc przyjaciół i pozbyć się brużdżącej wszystkim Idalii… Warto jednak zadać sobie pytanie, co, skoro nie warstwa fabularna, odpowiada za to, że jeden z nich to spektakularna klęska w pięknych dekoracjach, a drugi to miły sposób na spędzenie wieczoru z klasyką?

Zadara zachowuje tekst niemalże w całości, tworząc prawie czterogodzinne widowisko z piękną scenografią i bogatymi kostiumami, dobrze odwzorowującymi epokę. Na scenie stoją naturalnej wielkości drzewa, a na prawo od nich wznosi się fasada domu zwieńczona ogromnymi kolumnami. Nawet używane do tanich gagów i wiecznie zacinające się drzwi mają dobre trzy metry wysokości. Jeśli do tego doda się płonące między drzewami ognisko, czy wykonywane na scenie kopanie dołu, to aktor w tej koncepcji zaczyna wydawać się niewielki, a domostwo naprawdę solidne – oto próba wydobycia dysonansu między bohaterami a ich czynami. Pokrywa się to z założeniami samego autora, który przy kreowaniu postaci zastosował ironię romantyczną. Bo cóż wielkiego i godnego respektu może być w hrabim, który kupczy własną córką?

Reżyser poprzesuwał akcenty w dramacie, największy kładąc na seks. Ma to jasny wydźwięk choćby podczas dialogu pomiędzy Idalią a Rzecznickim, kiedy mowa jest o porwaniu Omfalii, wiezionej do lasu. Tym słowom towarzyszy wymowny gest ręką, aby publiczność nie miała żadnych wątpliwości, o co naprawdę chodzi. Osobną sprawą są tanie gagi, które w zamyśle miały ożywiać akcję. Więc zamiast skupiać się na toczącej się rozmowie, widzowie w napięciu obserwują jak Rzecznicki z Respektem uderzają się po twarzach skrzydłami drzwi. Do tego dochodzi absolutne przerysowanie wszystkich postaci. Żaden z aktorów nie może ustać w miejscu, wszyscy biegają z jednego końca sceny na drugi, zawzięcie monologując lub dialogując, co sprawia, że słowa gubią się w tym chaosie. Wszystko dodatkowo zostało suto okraszone nadmierną ekspresją, wymachiwaniem rękami i ostentacyjnymi gestami. Jedyną postacią, która się broni w tym wszystkim jest Idalia (Barbara Wysocka), która o dziwo, w pewnym momencie wnosi pewien powiew świeżości. Zadara, dbający niemal o każdy szczegół, w tym wypadku zastosował dziwny zabieg. Podczas gdy w dramacie wielokrotnie mówi się o Respekcie jako o staruszku, tu wygląda na znacznie młodszego od Fantazego (Michał Sitarski). Czyżby miało to podkreślić tragiczność losu Diany? Jak już wielokrotnie wcześniej, reżyser zaprosił do współpracy amatorów, tym razem Anielę Nykowską obsadzoną jako Stellę. Pomimo widocznych szczerych chęci, aktorka ma zwyczajne braki warsztatowe, które negatywnie odcinają się na tle całej obsady.

Im bliżej końca, tym jaśniejsze się staje, że już nic nie zaskoczy widza, bo widział wszystko. Pozostaje tylko rezygnacja i, w napiętym do granic możliwości poczuciu nudy, oczekiwanie na łaskawy koniec. Całość jest powolna, ale nie daje to szans na dobre przekazanie treści, z powodu już wyżej wymienionego sposobu gry wybranego przez realizatorów. Gdzieś w połowie rodzi się poczucie, że to nie wychodzi właśnie przez pewne wzięcie wszystkiego w nawias. Choć tak właśnie wygląda teatralny styl Zadary, to zabieg, który sprawdza się przy większości dramatów tym razem ewidentnie nie wyszedł. Kiedy reżyser chce dystansować się od tekstu i bohaterów jeszcze bardziej, niż zdystansował się autor, nagle może się okazać, że cała inscenizacja wylądowała w jakimś dziwnym i bardzo odległym miejscu.

Fantazy/fot. Magda Hueckel

Fantazy/fot. Magda Hueckel

Wersja zaproponowana przez Englerta jest krótsza o godzinę, akcja toczy się wartko, a widz nie ma czasu się nudzić. Pomimo znacznych cięć w oryginalnym tekście, uzupełnił dramat o przedakcję. Stąd niestety wynikła pewna tautologia. W pierwszej scenie można zobaczyć Dianę (Weronika Nockowska) krzyczącą, że weźmie krzyż, by później relacja o tym została powtórzona przez Stellę (Ewa Porębska) Janowi (Mateusz Król). Czy to odrobinę nie ubliża inteligencji widza? Dużo lepiej wypada scena numer dwa, w której został dopisany Stary Hrabia Respekt (Damian Damięcki), po raz pierwszy nie potraktowany jako deus ex machina na końcu utworu.

We Współczesnym scenografia na pierwszy rzut oka wygląda znacznie mniej okazale, niż w inscenizacji z Powszechnego, w stylistyce zbliżając się do znanych i klasycznych realizacji z lat 80. i 90. Pomiędzy dwiema ścianami domostw znajduje się ogród, ustawiony na platformach różnej wysokości, a w głębi sceny płynie rzeczka, nad którą przerzucono mostek. Do tego w inscenizacji użyto cudownego łabędzia z papier-mâche, który pomiędzy scenami zostaje przeciągnięty po wodzie, wzbudzając salwy śmiechu z powodu całej swojej absurdalności. Na pierwszy rzut oka wydaje się niezbyt kosztowna, za to klasyczna i z pomysłem.  Przejścia pomiędzy przestrzeniami ograno za pomocą półprzezroczystych kotar i na dobrą sprawę całość zmienia wygląd tylko raz, podczas przerwy. Wówczas z ogrodu i domostwa – przeistacza się w dom Idalii oraz romantyczny cmentarzyk. Całość pełni funkcję służebną wobec aktorów, nie przytłacza ich, stanowiąc jedynie tło.

Englert pozostaje wierny literze dramatu, jego Niepoprawni (Fantazy) to nadal sztuka o miłości z przeszkodami. Aktorzy grają w skupieniu, dając słowom i ich treści wybrzmieć. Zdarza im się zatrzymać, zastanowić nad swoim słowem, co jednak nie spowalnia akcji ani nie rozprasza widzów. Reżyser pozwolił tekstowi bronić się samodzielnie, to z niego płynie największa dawka ironicznego humoru. Charakteryzacja i wiek aktorów pasuje do ich odpowiedników w dramacie. Nawet jeśli Ewę Porębską obsadzono jako Stellę, to jej kostium, uczesanie oraz sposób gry od razu ukazują kilkunastoletnią dziewczynkę. To jedna z lepszych kreacji w tej inscenizacji. Aktorka świetnie operuje gestem oraz mimiką, wiecznie uśmiechnięta, ogrywa swoją dziecięcość i naiwność. Trudno tak naprawdę mówić w tym spektaklu o wyróżniających się rolach. Wszyscy grają na podobnym poziomie, dzięki czemu spektakl składa się w całość.

Czy w tym wypadku można mówić o jakiejkolwiek polemice między tymi inscenizacjami? Obie, na pierwszy rzut oka bardzo podobne, rozeszły się w zupełnie różnych kierunkach interpretacyjnych. Żadna nie porusza jednak ważkich tematów, nie idzie pod prąd, ani nie wywraca światopoglądów. To bardziej obrazki – jeden zrealizowany bardzo sprawnie, drugi miernie i karykaturalnie. Nic jednak nie wskazuje na to, aby na decyzję o ich realizacji wpłynęły wyższe względy.

Faktem pozostaje niekłamana przyjemność przy oglądaniu inscenizacji we Współczesnym. To powiew klasyki, pod którą próbuje podszywać się wcześniejszy spektakl z Powszechnego. Warto sprawdzić propozycję Englerta i dla odpoczynku od postdramatyzmu zobaczyć coś, co na teatralnych scenach stolicy gości coraz rzadziej, bo to żywy dowód na to, że z pozoru zakurzona klasyka w kostiumie może wypaść całkiem świeżo.

Barbara Michalczyk

Teatr Powszechny:

Reżyseria – Michał Zadara

Dramaturgia – Daniel Przastek

Scenografia – Robert Rumas

Kostiumy – Julia Kornacka
Światło – Artur Sienicki

Obsada: Karolina Bacia, Paulina Holtz, Anna Moskal, Aniela Nykowska, Barbara Wysocka, Mariusz Benoit, Michał Czachor, Grzegorz Falkowski, Mateusz Łaskowski, Michał Sitarski, Kazimierz Wysota

Teatr Współczesny:

Opracowanie tekstu i reżyseria: Maciej Englert

Scenografia: Marcin Stajewski

Muzyka: Zygmunt Konieczny

 

 

 

 

 

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 × five =