Barbara Michalczyk: Szczęście powraca wraz ze słońcem

8 listopada 2015

O operze Rodelinda w reżyserii Tomasza Cyza w Teatrze Collegium Nobilium w Warszawie

 

Rodelinda/mat. prasowe

Rodelinda/mat. prasowe

Realizacje oper w TCNie, jako że wymagają kooperacji z innymi uczelniami oraz ogromnego nakładu pracy przy produkcji, nie zdarzają się zbyt często. Ta konkretna powstała we współpracy z wydziałem wokalno-aktorskim UMCF, Orkiestrą Gradus ad Parnassum oraz Wydziałem Scenografii ASP, widać zatem, że liczba osób zaangażowanych w to przedsięwzięcie była naprawdę spora. Jak się okazuje z niezwykłym efektem.

 

Rodelinda to historia łącząca w sobie zarówno walkę o władzę, jak i wielką namiętność. Akcja toczy się w Mediolanie, gdzie po zamachu na Bertarida i pozbawieniu go tronu (Kacper Szelążek) – wszyscy są przeświadczeni, że ten nie żyje – władzę przejmuje uzurpator Grimoaldo (Paweł Kowalewski). Mało mu tronu, pragnie także ręki byłej królowej, Rodelindy (Monika Łopuszyńska). Odrzuca jednocześnie Eduigę (Magdalena Czerwińska), a ta z kolei kocha się w Garibaldim (Paweł Czekała). W drugiej połowie pierwszego aktu okazuje się, że prawowity król jednak żyje i wszystkie jego dążenia kierują się ku odzyskaniu ukochanej. Obfitująca w niespodziewane zwroty akcji i wybuchy namiętności akcja opiera się na monologach. Bohaterowie bez skrępowania śpiewają o swoich uczuciach, planach oraz zamiarach.

 

Rodelinda w reżyserii Tomasza Cyza jest po prostu ogromną przyjemnością estetyczną. Wszystkie wydarzenia toczą się na tle białego płótna, a bohaterowie spacerują po szarej podłodze podzielonej na ogromne kwadraty – może to budzić skojarzenia z rozgrywką o władzę, toczoną na ogromnej szachownicy. Do tego miejscami rozsypano na niej ozdobną ściółkę z kory, jaką zazwyczaj podsypuje się pod ozdobne krzewy. Wraz z rozwojem akcji stale jej przybywa, by w ostatnim akcje całkowicie pokryć przestrzeń gry. Aktywny udział w budowaniu przestrzeni gry bierze także zapadnia. Miejsce akcji sugerują drobne rekwizyty: najpierw królewski tron – prosty, drewniany fotel, później las, symbolizowany przez połączone ze sobą konary, które zjeżdżają z sufitu. Te warianty scenografii ewoluują w kolejnych aktach, tworząc kolejne wariacje miejsc na podstawie tych samych elementów. Do tego ogromne znacznie ma światło, budujące atmosferę, lub zwyczajnie estetyzujące całą scenę. Choćby w trzecim akcie, gdy Grimoaldo śpiewa o swoich wątpliwościach i cofa się, a padające na wysokości jego kolan światło, tworzy złudzenie, że ściółka rośnie. W tym wypadku jak i w innych efekt estetyczny jest naprawdę niesamowity.

 

Interesującą kwestią są kostiumy, współczesne w kroju. Bohaterowie dzielą się na dwa stronnictwa. Pierwsze to poplecznicy Bertarida, któremu przypisany jest kolor ciemnozielony, a ich stroje są znacznie swobodniejsze w kroju. Co innego stronnictwo Grimoalda – które nosi się na bordowo – w jego wypadku fason jest znacznie bardziej sformalizowany. Panowie noszą kostiumy przywodzące na myśl mundury, oficerki, popielate koszule oraz purpurowe szelki. Garibaldi ma nawet bryczesy i szpicrutę, co nadaje tej postaci nieco demoniczny wygląd. Sam strój buduje więc bardzo konkretne podziały. Najbardziej zastanawiający pozostaje jednak kostium Flavia (Bogna Cyz). Z jednej strony widać, że to dziecięca wersja tego, co noszą dorośli mężczyźni – koszula oraz spodnie uszyte z tych samych materiałów, a zielony kotylion podkreśla jego przynależność do stronnictwa ojca. Rodzi się jednak pytanie o żółtą bluzkę oraz rajstopy Czy chodzi o to, że dziecko jest stale pomiędzy nimi, stanowiąc kartę przetargową?  A może to kwestia niedorosłości i nieświadomości tego, co toczy się naokoło?

 

Koncepcja spektaklu została bardzo dokładnie przemyślana. Kolejne sceny wydają się być dopieszczone w najmniejszym detalu. Reżyser nie pozwala aktorom na bezruch, każda aria charakteryzuje się jakimś rodzajem ruchu lub interakcji z obecnymi na scenie bohaterami. Warto spojrzeć choćby na jedną z pierwszych scen, gdy Rodelinda śpiewa o swoim nieszczęściu, tuż po tym, jak odrzuciła zaloty Grimoaldo. Łopuszyńska krąży po scenie, podczas gdy partnerujący jej Kowalewski upaja się jej głosem i pieści własną dłoń, tak jakby była jego upragnioną kobietą. Podobnych przykładów można by wymienić znacznie więcej.

 

Najbardziej niezwykłą i czarującą sceną jest wspólny duet Rodelindy oraz Bertarida, ostatnie pożegnanie, na jakie zezwala Grimoaldo. Oboje idą ku sobie, wspólny śpiew wyznacza rytm ich kroków. Muzyka przepełniona jest tęsknotą i potrzebą bliskości, a gdy są od siebie na wyciągnięcie dłoni zastygają. Nie dochodzi do upragnionego dotyku, choć śpiewają o tym, że się obejmują, to właśnie muzyka zastępuje im kontakt cielesny. Ten dotyk-niedotyk jest fantastycznym zabiegiem, podkreślającym dodatkowo trudności, z jakimi się borykają. W jakiś sposób ta scena chwyciła mnie za serce, nie pozwalając ani na chwilę oderwać się od tego, co toczyło się na scenie. Warto w tym miejscu wspomnieć, że cały spektakl trwa około trzech godzin. To z pozoru bardzo dużo czasu, jednak nie ma tutaj dłużyzn, całość ogląda się z naprawdę dużą uwagą i przyjemnością. Magia muzyki czy realizacji?

 

Nie da się przy tym ukryć, że całe widowisko ukradł dla siebie Kacper Szelążek. Wszyscy inni soliści schodzą przy nim na dalszy plan. Całkiem możliwe, że stało się tak z powodu jego zdolności aktorskich, które wyróżniały go na ich tle. W połączeniu z dobrym głosem dały efekt naprawdę przykuwający uwagę, czego raz za razem dowodziła publiczność, gorąco oklaskując arie, jak i wyróżniając go podczas ukłonów.

Trudno opisać wszystkie wrażenia, jakie wywoływało to wykonanie, szczególnie że są czymś zdecydowanie subiektywnym. Pozostaje tylko westchnąć nad tym, że prawdopodobnie niedzielny pokaz będzie ostatnim, a szkoda, bo efekt tej współpracy zdecydowanie zasługuje na uwagę.

 

Barbara Michalczyk

Reżyseria –Tomasz Cyz

Scenografia i kostiumy – Marta Kozera, Jana Łączyńska

Światło – Ewa Garniec

Asystent reżysera – Kamila Ścibiorek

Obsada:

Monika Łopuszyńska, Kacper Szelążek, Paweł Kowalewski, Mateusz Baryła, Magdalena Czerwińska, Paweł Czekała, Bogna Cyz

Opieka artystyczna, przygotowanie solistów – ad. dr hab. Artur Stefanowicz UMFC

Przygotowanie solistów – ad. dr hab. Anna Radziejewska UMFC

Orkiestra Gradus ad Parnassum

Kierownictwo muzyczne – Krzysztof Garstka

Opieka artystyczna – prof. Lilianna Stawarz UMFC

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

17 + sixteen =