Barbara Michalczyk: Uniesienia

24 maja 2014

O spektaklu Dotknij wiatru, dotnij wody w reżyserii Karoliny Kirsz w Teatrze Żydowskim w Warszawie

Dotknij wiatru, dotknij wody/ fot. Janusz Paliwoda

Dotknij wiatru, dotknij wody/ fot. Janusz Paliwoda

Przez dwie godziny jako widzowie zanurzamy się po czubek głowy w świecie wykreowanym przez Amosa Oza. Tu realizm magiczny styka się z prawdopodobieństwem, dając też pole do manewru mistycyzmowi. Naszymi przewodnikami staje się pięciu członków Towarzystwa Miłośników Goethego, którzy podczas kolektywnej narracji wcielają się w kolejnych bohaterów powieści.

Dotknij wiatru, dotknij wody to opowieść o pragnieniu spokoju, miłości, o tęsknocie, ale czasem też strachu, zniechęceniu czy pożądaniu. Autor zapełnił swój świat bohaterami niejednoznacznymi w ocenie, gdzie  nawet postać epizodyczna może gwałtownie wpłynąć na głównego bohatera opowieści. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy nauczyciel Pomeranz ze strachu przed Niemcami ucieka do lasu, co stanowi istotną cezurę w jego życiu małżeńskim…

Dwa główne wątki – Eliszy i jego żony toczą się równolegle, choć oni sami w trakcie akcji zostają rzuceni w dwie zupełnie różne strony świata. Pomeranz rusza na wędrówkę, ukrywając się pod cudzym imieniem, by ostatecznie osiąść po wojnie w Izraelu, marząc o sposobie na zaprowadzenie powszechnego pokoju. Stefa zaś trafia na drugą stronę frontu, by stać się wysoko postawioną komunistką, szefową marionetek, która owinęła sobie wokół palca nawet Stalina. Czasem jednak obie historie przenikają się – jak w momencie, gdy spotkanie inteligencji miasta M., w którym uczestniczy Stefa, przeradza się w brutalne przesłuchanie, którego ofiarą padł Pomeranz. Kulminacyjnym punktem dla całej opowieści jest moment, gdy małżonkowie spotykają się ponownie.

Co więc decyduje o wyjątkowości tego spektaklu? Po pierwsze, sposób zaadaptowania powieści na potrzeby sceny. Aktorzy bez przerwy się na niej znajdują, przez co ani na chwilę nie przestają uczestniczyć w akcji. Prowadzi to do zaistnienia całej masy postaci epizodycznych, potrzebnych jako tło dla losów głównych postaci. Dodatkowo nasi narratorzy wydają się znać całą historię na wyrywki, zdarza im się nawzajem uzupełniać swoje wypowiedzi, niemal wchodzić sobie w słowo. Przez co widz, do którego większość ich wypowiedzi jest kierowana, ma poczucie, że aktorzy opowiadają sobie tę historię po raz kolejny.

Może właśnie z tego też względu tak, a nie inaczej zostały ukazane relacje międzyludzkie? Świat przedstawiony bowiem przez niemal cały spektakl wydaje się być pozbawiony ich głębi. Pewne wzajemne oddziaływania następują, ale są one płytkie – zazwyczaj oparte na pożądaniu. Dopiero zakończenie przynosi wybuch prawdziwych emocji. Spektakl był  w tym wypadku jednym wielkim oczekiwaniem na ponowne połączenie się małżonków. Czy w takim wypadku prawdziwa czułość jest możliwa jedynie wobec kogoś, kogo się kocha?

Oczywiście nie jest tak, że aktorzy jedynie statycznie siedzą i mówią – choć słowo wciąż znajduje się w epicentrum uwagi. Nie, oni wcielają się w kolejnych bohaterów powieści, nadając im konkretne rysy charakteru. Nie ma tu właściwie partii większych lub mniejszych – wszyscy aktorzy dostali podobne znaczeniowo oraz ilościowo partie tekstu.  Główne postacie nie są do nikogo przypisane na stałe, aktorzy zmieniają się w tych rolach, co ma związek z upływem czasu i rozwojem bohaterów. I tak Stefę grają zarówno Sylwia Najah, jak i Ernestyna Winnicka, zaś Pomeranza Andrzej Blumenfeld oraz Piotr Sierecki.

Trudno byłoby opisać wszystkie postacie, jakie przewinęły się przez scenę, z racji tego, że było ich bardzo wiele, a większość nie posiadała imion. Bez wątpienia, w tym ludzkim korowodzie na zauważenie zasługują trzej najistotniejsi bohaterowie – Pomeranz, Stefa oraz Audrey. Ten pierwszy jest postacią magiczną. To jego działanie rozpoczęło akcję, a cuda, jakie czyni, odmieniają świat. Przy dźwiękach organków, które nadają wrażenie mistycznego transu, mężczyzna lata. Oczywiście niedosłownie, spektakl mimo wszystko jest niskobudżetową produkcją, ale jednak na naszych oczach wszyscy aktorzy wykonują ruch, który ma ten lot imitować, co w połączeniu ze światłem buduje interesujący i magiczny efekt wizualny.

Stefa wydaje się być przeciwieństwem męża. Jest piękną, dystyngowaną kobietą, o której marzą wszyscy mężczyźni w mieście M. Działa jak magnes na mężczyzn. Jest kusicielką, wielu marzy o niej, nie raz wykorzystując ją seksualnie. Tutaj nawet nauka marksizmu-leninizmu odbywa się przez stosunki, do jakich jest zmuszona przez wysokich działaczy partyjnych. Jednak jej postać się rozwija i z czasem to pani Pomeranz – już jako dojrzała kobieta, zaczyna dyktować warunki innym. To przejście ładnie widać, kiedy przez kilka scen Stefa jest bohaterką zbiorową, graną przez obie aktorki.

Audrey również kusi, ale zupełnie inaczej. Gra ją jedynie Sylwia Najah. Jest młodą wyznawczynią ruchu hipisowskiego, ona także marzy o pokoju – przez co jej postać jest w jakiś sposób pokrewna Pomeranzowi, z którym spędza kilka nocy. Najlepiej widać to w scenie tańca, gdy dziewczyna daje się porwać muzyce (The Doors – „The End”), a za nią z zamkniętymi oczami podążają pozostali aktorzy. Wychodzi tu cała natura Audrey, od marzycielskości po bycie kimś w rodzaju proroka – pozostali bohaterowie dają się porwać jej energii. Czyżby ten świat pełen był mistyków?

Warto również odnotować, że o ile żaden z wybuchów namiętności na scenie nie był pokazany wprost – pani reżyser odżegnuje się w tym wypadku od brutalizmu dosłowności – to Audrey pod koniec przełamuje tę konwencję. Wówczas następuje wybuch młodzieńczej namiętności i radości, a kobieta całuje swojego wybranka. Pomimo tego zakończenie wydaje się być podszyte cieniem niepokoju, a nam samym pozostaje zinterpretowanie świateł po ostatnich słowach, jakie padają ze sceny.

Język Amosa Oza przekłada się na scenę jeden do jednego, a co więcej, emanuje na postacie. I tak bohaterowie zyskują rysy satyryczne, co szczególnie widać u bohaterów, których kreuje Piotr Chomik. Nie są oni oczywiście jedynie śmieszni, czasem wydają się złowrodzy – jak baron von Topf, który nawet pada wznosząc dłoń w hitlerowskim pozdrowieniu, czy żałośni i odrażający jak rosyjski podwładny Stefy, który łasi się do niej przy każdej okazji.

Scenografia jest bardzo prosta. Tworzą ją jedynie białe płótno, krzesła oraz stół, które podczas akcji stają się czymkolwiek aktorzy zapragną. Wyobraźnia widzów ma tu ogromne znaczenie, a nastrój dodatkowo jest nadbudowywany przez genialnie skomponowane światła oraz muzykę. Pisząc o tej ostatniej należy wspomnieć, że jest tu ona dwojakiego rodzaju – zarówno puszczona z offu, jak i śpiewana na scenie. Wszystko to tworzy razem niepowtarzalną atmosferę tego wydarzenia. I może tak po prostu warto dać się dotknąć?

 

Barbara Michalczyk

 

Dotknij wiatru, dotknij wody, Amosa Oza, Teatr Żydowski w Warszawie

Premiera: 07.05.14

Reżyseria: Karolina Kirsz
Adaptacja: Karolina Kirsz

Przekład: Danuta Sękalska

Scenografia: Anna Skupień

Kostiumy: Anna Skupień

Kompozycja motywu przewodniego: Marcin Adamczyk

 

Obsada: Andrzej Blumenfeld, Piotr Chomik, Sylwia Najah, Piotr Sierecki, Ernestyn Winnicka

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 × 2 =