felieton

Mateusz Kaliński: Bełkot. Ulisses przeklęty

1 kwietnia 2017
Mateusz Kaliński: Bełkot. Ulisses przeklęty

Jest jeden wyjątkowo silny afrodyzjak, powiedzmy, intelektualny. Otumania on i już sama myśl o nim przewierca na wskroś. Perspektywa zbliżenia upija niczym pierwszorzędny alkohol i wcale nie trzeba zbliżać się do tej podniety w sensie fizycznym. Można zostać w sferze rojeń i fantazji; to właśnie tu rozkłada na łopatki spotkanie z tą niecną nieskończonością. Mowa oczywiście o Ulissesie Joyce’a. Po co to czytać? Wystarczy, że po prostu jest w bliżej niezmierzonym zasięgu. Wystarczy mówić o Nim, poruszać się po orbicie Jego legendy. Wystarczy znać sam tytuł i tą znajomością się odurzać. Po co więcej? Ta właśnie subtelna perspektywa jest najistotniejsza. Może się zdawać nawet ściśle erotyczną i, proszę mi wierzyć, to prawda! Podsłuchałem ostatnio rozmowę pewnej parki, która przez Ulissesa wyzwalała wzajemną fascynację. Wyczuwałem to napięcie przy sąsiednim stoliku, ale drażnił mnie fałsz, w który popadali. Zbyt przestraszeni byli narastającym w nich erotyzmem, zdjął ich zbyt wielki wstyd, by móc mu podołać. Dlatego te wszystkie spojrzenia, uśmiechy, przypadkowe zetknięcia ciał starali się za wszelką cenę wyładować w Ulissesie. Wysłuchałem nawet interesujących faktów i rozważań okołoulissesowych, ale niestety nie powiedzieli nic...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli felieton | Brak komentarzy »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 25 lutego 2017 r.

12 marca 2017
Mateusz Kaliński: Bełkot. 25 lutego 2017 r.

Obudziłem się o świcie – słońce wyrwało mnie ze snu (grube zasłony przepadły) i ni to westchnąłem, ni to stęknąłem: jak ja bardzo chciałbym być debiutantką! Czyli mogiła. Wpadam w żart, żartuję przed sobą i nic to innego jak mogiła. Od razu opanował mnie niepokój, serce zamarło i wpadłem tym w jeszcze większy żart, ponieważ już widziałem siebie we fraku pozującego „na ściance”, z pewnie trzymanym kieliszkiem wyśnionego szampana, podziwiałem w wyobraźni łabędziowatość pannic, triumfowałem obdarzony łaskawym spojrzeniem i delikatnym uśmiechem – bez dwóch zdań wpadłem w wyimaginowany bal jak śliwka w kompot. I to właśnie jest mogiłą ciemną i głuchą, mogiłą dosłowną. Posadziłem na niej fantazyjne kwiaty, kolorowe i plastikowe roślinki, które utrzymują wiosnę przez całą wieczność, i otoczyłem moją ciemną i głuchą mogiłę tłumem aniołków troskliwie pilnujących spokojnego rozkładu. Nie będąc wcale wytrwanym cukiernikiem zabrałem się za pieczenie ciasta i – jakżeby inaczej – wyszedł zakalec. Nie mogłem jednak tego tak zostawić i oblałem całe ciasto grubą warstwą lukru, oprószyłem cukrem pudrem i obrzuciłem kilkoma różnymi posypkami. Dorzuciłem jeszcze świeczki oraz zimne ognie i tak oto podaję...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli felieton | Brak komentarzy »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 21 lutego 2017 r.

1 marca 2017
Mateusz Kaliński: Bełkot. 21 lutego 2017 r.

Pierwszy raz do Eufemii przyszedłem z okazji zlokalizowania tam bazy melanżowej dla uczestników międzynarodowego festiwalu ItSelf. Jeśli teraz – po prawie roku obecności w Teatrakcjach – moje zrozumienie współczesnego teatru nazwałbym, delikatnie mówiąc, niezadowalającym, to wtedy byłem głąbem totalnym. Dlatego też zaangażowany we współtworzenie bloga festiwalowego, mogłem pisać jedynie o bankietach i wieczornych spotkaniach właśnie w Eufemii. Nie pamiętam, kiedy miałem okazję być tam następny raz, jednak od niepewnego w czasie powrotu przychodzę regularnie we wszystkich możliwych porach. Nie biorąc pod uwagę oczywistych możliwości wieczornych przechodzących płynnie w możliwości nocne, Eufemię nawiedzam głównie przed południem, kiedy mam okienko między zajęciami i nie bardzo mam co ze sobą zrobić. Czas, który jest wyrwany z kontekstu, ponieważ skupia się na oczekiwaniu, wypełniam zestawami kawa-papieros, herbata-papieros, kieliszek wina-papieros i jakoś leci, szczególnie, że zwykle towarzyszą mi A. i J. Zatrzymam się jednak na chwilę przy winie. Bez dwóch zdań jest to jedno z najpaskudniejszych, jakie w życiu piłem, a mimo to nie umiałbym nie zamówić kolejnej lampki, cholera, karafki. Oczywistym właściwie wydaje się, że nigdy tu o karafki nie chodziło. Z Eufemii mam sporo dobrych...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli felieton | Brak komentarzy »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 31 stycznia 2017

9 lutego 2017
Mateusz Kaliński: Bełkot. 31 stycznia 2017

Nie tak dawno temu napisałem o prześladującym mnie sobowtórze Tołstoja. Chwilę później natknąłem się w BUW-ie na ożywionego Czesława Niemena. Nie przywiązałem już do tego żadnej wagi, choć teraz wydaje mi się, że jednak powinienem. Bo po Czesławie pojawił się Lech Wałęsa na Dworcu Centralnym, po Lechu zaś osiedlowy Marlon Brando (z czasów Tramwaju zwanego pożądaniem), a po Marlonie katastrofa. Powinienem był interpretować wszelkie znaki, ponieważ każdy z nich – nasycony fatalizmem – zapowiadał nadejście kolejnego sobowtóra. Pierwsze wzmianki pochodzą co prawda z okresu licealnego, sprzed sześciu czy siedmiu lat, ale żadna z nich nie zawracała mojej uwagi – ktoś gdzieś widział kogoś podobnego do mnie. Podobieństwo, ledwie iluzja powiązań, wydawało się nic nie znaczyć. No bo co miało znaczyć? Kolejne pogłoski, tym razem poważniejsze, znam z relacji A. i J. Ktoś, już nie tyle co do mnie podobny, co mi bliźniaczy, wsiadł zadowolony do pociągu w Pruszkowie. Już szły się przywitać, już szły śmieszkować, a ja jednak jakiś obcy, jednak jakby nie-ja. Nie-ja? Nie-on? Nie, na pewno on. A może nie? Spotykały zagadkowego...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli felieton | Brak komentarzy »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 21 stycznia 2017

26 stycznia 2017
Mateusz Kaliński: Bełkot. 21 stycznia 2017

Rozkurz pociągowy I On i On W pociągu obok mnie dwóch panów w moim wieku. W dłoniach po Królewskim. Nogi podskakują im nerwowo, jak dwa metronomy (tik-tak, tik-tak), jeszcze trochę, a rozbujają cały wagon. Z telefonów puszczają jakieś blokerskie impresje – próbują rapować, ale wychodzi im jedynie mamrotanie pod nosem, kompletnie pozbawione rytmu. – Ej, czemu nie mieszczą mi się nogi? – Bo masz za duże jaja, hehehe. – Hehehe. Hehehe. Pociąg staje przed zachodnią, ucicha stukot kół. Jeden z nich pyta: co się stało? Kolega odpowiada: nie ma swoich torów, nie ma swojej ścieżki. Zapanowało milczenie, milczą (milczymy) dłuższą chwilę. Nagle jeden z nich krzyczy: – Gruchę to ty mi możesz zwalić! Wprawia tym swojego kolegę (i mnie) w konsternację. Kolega pyta: co się stało? Zamiera w oczekiwaniu (ja zamieram także). ­– SMS-a dostałem – wygląda przez okno i dodaje – To jest Ochota, to nie żadna plota.   Rozkurz pociągowy II Ona i On On: jest jakiś dziwny, jest artystą. Ona: no to musi mieć depresję. On: dlaczego? Ona:...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli felieton | Brak komentarzy »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 10 stycznia 2017

19 stycznia 2017
Mateusz Kaliński: Bełkot. 10 stycznia 2017

Kilka miesięcy temu przez chwilę pracowałem jako recepcjonista w jednym z hosteli na Pradze. Nie zostałem tam na dłużej – możliwe, że to kwestia wrodzonego lenistwa i skłonności do znudzenia, choć tłumaczę to sobie także niechęcią do spędzania kolejnych nocy przy biurku. Oczywiście, jako nowy pracownik, dostawałem głównie nocne zmiany, co, jeśli chodzi akurat o miniony maj, mógłbym nazwać niemałym przewrotem w trybie życia. W hostelu podczas godzin nocnych panowała dosyć ciekawa atmosfera, jednak daleki jestem od nazywania jej magiczną. Magia czy urok mające panować w tego typu przybytkach to raczej skojarzenie, które wziąłem prawdopodobnie z jakiejś powieści lub filmu. Klimat praskiego Hostelu porównałbym do specyficznej poczekalni autobusowej. Specyficznej przez złudzenie sterylnej czystości, wynikającej z przeprowadzonego chwilę wcześniej remontu. Czy hostel rzeczywiście może być sterylnie czysty? Myślę, że do tego potrzebne są przede wszystkim spokój i cisza. Przez większość nocy nie działo się nic. Nie pojawiali się żadni nowi goście, nikomu nie przychodziło do głowy się wymeldowywać. Z rzadka ktoś szukał łazienki. Nie mogąc usnąć, spędzałem godziny na przeglądaniu Facebooka lub czytaniu....
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli felieton | Brak komentarzy »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 3 stycznia 2017

5 stycznia 2017
Mateusz Kaliński: Bełkot. 3 stycznia 2017

Nazwałem ten bar Kołowrotkiem, mimo że nie tylko takiej, ale i żadnej innej nazwy nie posiada. Trudno nawet nazwać to miejsce barem. Kołowrotek to przestrzeń za wiejskim, podkarpackim sklepem; powiedzmy „ogródek piwny”, który, kiedy nadchodzą zimne dni, oblekany jest plandeką, by nie ulatniało się ciepło ze starego piecyka na drewno ustawionego na środku lepiącej się podłogi. Można powiedzieć, że wokół tego piecyka kręci się całe życie towarzyskie podkarpackiej osady, jednak mówiąc to, popełniłbym rażące nadużycie. Owszem, liczna klientela wzbudza podejrzenie, że co najmniej pół wsi pije, jednak należy pamiętać o tych wszystkich, którzy nie piją. O tych, którzy zostali w domach albo domy i wszelkie Kołowrotki porzucili na rzecz wiedeńskiej czekolady i wiedeńskiej pensji. Wychodziłoby na to, że ci, którzy nie wyemigrowali, stali się bywalcami Kołowrotka. Takie odniosłem wrażenie, kiedy byłem tam ostatnio, na przełomie zeszłej zimy i wiosny. Wszedłem do nagrzanej jak sauna przestrzeni, w której zostały wolne może trzy lub cztery miejsca przy jednym ze stołów, poczekałem aż mój przewodnik, moja przepustka do Kołowrotka przywita się z najwierniejszymi Kołowrotniczanami i otworzyłem zakupione wcześniej w sklepie piwo. Bywalcy, bracia w beznadziei, klasycy...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli felieton | Brak komentarzy »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 27 grudnia 2016

29 grudnia 2016
Mateusz Kaliński: Bełkot. 27 grudnia 2016

W ostatnich dniach tego roku największą radość sprawia mi coś, czego de facto nazwać nie mogę. Coś, co ani barwy, ani dźwięku, ani kształtu, ani nazwy nie posiada, a jednocześnie zawiera w sobie wszystko. Jest to absolutem i niesamoistnością. Jest to Bóg i czort w jednym. Sprawia problem pisanie o czymś, czego nie potrafi się nazwać. W jakie ramy to ująć? Wynoszę pod niebiosa uczucie, wrażenie, nieświadomość odbioru rzeczywistości, lecz brakuje konkretnych pojęć. Gloryfikuję bezsens? Myślę o grotesce? Wbrew pozorom niezrozumienie nie jest słabością. Odczuwam czasem nieodpartą potrzebę powstrzymania się od interpretacji. Interpretacja w pewien sposób zakłada poruszanie się po bezpiecznych ścieżkach. Dochodzimy do wniosków, ale czy do sedna? Kojarzy mi się to z rusztowaniem, ale co, jeśli po owym rusztowaniu poruszamy się niczym pijani robotnicy? Podoba mi się świat w swojej zmienności, płynności, niejednoznaczności. W tym, jak wszystko staje na głowie. Każda wartość odwrócona do góry nogami i nic, co wydaje się znajome, takie w istocie nie jest. Rozpada się to, co bezpieczne i znane. Bezustannie się przekształca, deformuje i formuje na nowo. Nic nigdy nie jest takie samo, a jednak...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli felieton | Brak komentarzy »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 20 grudnia 2016

22 grudnia 2016
Mateusz Kaliński: Bełkot. 20 grudnia 2016

Wydawałoby się, że święta, a raczej okres świąteczny, który rozciąga się tak ładnie od początku listopada do początku stycznia, to czas specjalny, czas wyjątkowy. A tu nic. Nic w sensie najobszerniejszym, nic absolutne, ponieważ ani świąt, ani przedświąt dotąd nie zauważyłem. Nie zauważyłem właściwie już kolejny raz z rzędu. Nie było Bożego Narodzenia rok temu, nie było Wielkanocy (tej akurat prawie nigdy nie było), o świętach mniejszych aż głupio wspominać, ponieważ mało kto je zauważa. Czuję irracjonalną presję, aby się na ten temat wypowiedzieć, ale co można jeszcze o tym napisać? Wspominać? To, że zacierając zmarznięte ręce wypiło się co nie co w parku po północy? Swego czasu była udana seria pasterek na mrozie. Na jednej nawet stawiłem w kościele skuszony barokową oprawą, ale (a jakże!) tak pijany, że wytrzymałem w zaduchu tłumu raptem pół godziny. Spacerowałem potem po opustoszałej starówce i zaglądałem do witryn antykwariatów, jednak wtedy, mimo wszystko, święta jeszcze czułem. Odczuwanie świąt nigdy nie miało u mnie przesadnie religijnego wydźwięku. Nawet zanim zacząłem określać siebie jako niewierzącego. Wszystko odbywało się w ramach tradycji, choć odpowiedniejsze...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli felieton | Brak komentarzy »

Mateusz Kaliński: Bełkot. 9 grudnia 2016

15 grudnia 2016
Mateusz Kaliński: Bełkot. 9 grudnia 2016

Dziadek Tadeusz przez szereg lat w okresie wakacyjnym wyjeżdżał – jak sam to niezmiennie nazywał – na wczasy do Świnoujścia. Wracał wiernie każdego roku do pensjonatu Grodek, w którym zawsze zajmował ten sam pokój z dwoma łóżkami na poddaszu. Przewczasował w Grodku okres peerelowski i okres wolnej Polski. Wszystkie lata nieistotne i istotne: był tam w Czerwcu 76’ i Sierpniu 80’, był, kiedy upadał komunizm i kiedy Polska wstępowała do NATO i Unii Europejskiej. Przewczasował Jaruzelskiego, Wałęsę, Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego, Komorowskiego i załapał się nawet na kawałek Dudy. Grodek w tym czasie nic się nie zmienił, tak jak nie zmieniły się zachodniopomorskie wieczorne rozrywki mojego dziadka, czyli dancingi w lokalu o wdzięcznej – choć mało oryginalnej – nazwie Albatros. Tak jak pokój na poddaszu, Albatros przetrwał lata w niezłomnym trzymaniu się stylu wczesnych lat 70’, zaś dancingowe partnerki dziadka konsekwentnie poruszały się w rytmie starych szlagierów. Kiedy wchodziłem w okres dojrzewania, a ataki zgubnej gorączki młodzieńczej miały swój początek, na wyróżniające mnie spośród rodziny zaproszenie dziadka Tadeusza pojechałem do Świnoujścia. W zatrzęsieniu fantastycznych wczasowiczek, w których zakochiwałem się głupio i nieszczęśliwie, w nieziemskich...
Czytaj   »

tagi:
atrakcyjnie, czyli felieton | Brak komentarzy »