Dawid Dudko: Ciało tresowane politycznie

11 grudnia 2015

O spektaklu Śmierć i dziewczyna w reżyserii Eweliny Marciniak w Teatrze Polskim we Wrocławiu

 

Śmierć i dziewczyna/fot. N.Kabanow

Śmierć i dziewczyna/fot. N.Kabanow

BEZ GRY WSTĘPNEJ

Wrocławski spektakl rozpoczyna się głośno i z impetem – dokładnie tak, jak był komentowany przez ostatnie tygodnie. Rozbrzmiewająca z głośników muzyka wypełnia salę im. Grzegorzewskiego, a zza żelaznej kurtyny, oprócz aktorów Teatru Polskiego, wyłania się kopulująca para. Dynamicznie zmieniający seksualne pozycje kobieta i mężczyzna to zapowiadani na długo przed premierą przedstawiciele filmów dla dorosłych. Przyozdobienie ich nagich ciał światłem stroboskopowym sprawia, że trudno określić, czy w tej niespełna minutowej sekwencji mamy do czynienia z erotyczną grą, czy z rzeczywistą pornografią. Ten krótki prolog, po którym ponownie rozświetla się widownia, a publiczność wydaje z siebie zdezorientowany chichot, stanowi pewien prowokacyjny manifest Marciniak. Reżyserka tym samym zdaje się mówić: chcieliście seksu to macie, bez gry wstępnej, bo przecież „ta scena” już dawno została pozbawiona kontekstu. Historia Nauczycielki – głównej bohaterki opowiadania Jelinek – zainicjowana zostaje jej wizytówką, czyli ukazaniem perwersyjnych instynktów w najbardziej powierzchowny sposób. Imię i nazwisko z pozoru brzmi: nieposkromiona chuć. Tylko od nas zależy, czy zechcemy dowiedzieć się czegoś więcej.

ZA DRZWIAMI MUZEUM

Po środku ceny stoją trzy czarne pianina, do których kolejno zasiadać będą: profesjonalni pianiści (Krzysztof Dudek, Mikołaj Ferenc, Grzegorz Rdzak), pozbawiona muzycznego talentu Uczennica (Katarzyna Strączek), despotyczny Nauczyciel (Michał Opaliński) oraz zakochany w surowej Nauczycielce (Małgorzata Gorol) Uczeń (Andrzej Kłak). Na połączonych ze sobą, białych ścianach wiszą ogromne, czarne obrazy. Już ten element scenicznej przestrzeni silnie warunkuje odbiór bohaterów. Mniej dba się o ich psychologiczną prawdę, a bardziej traktuje jako obiekty badawcze, które widzowie mogą obserwować z bezpiecznego, muzealnego dystansu. Publiczność bowiem nie jednoczy się z postaciami w ich dramatach, ale pozostaje gdzieś z boku, biernie spoglądając na krańcowość prezentowanych zachowań.  Destrukcyjność świata Śmierci i dziewczyny zauważalna jest choćby w mieszkaniu zaborczej Matki (Ewa Skibińska) i niemogącej uniezależnić się od niej Córki. Intrygująca scenografia Katarzyny Borkowskiej nie tworzy wrażenia przytulnego domu, a bardziej jego letargiczne pokłosie. Na scenie widać pojedyncze elementy pomieszczeń. Po jednej stronie ustawiony jest aneks kuchenny razem ze stołem i krzesłami, a także szafa wypełniona starannie wyselekcjonowanymi przez rodzicielkę ubraniami. Po przeciwnej znajduje się rozkładana, wspólna kanapa obu pań. Przestrzeń wraz z kontrastowo zmieniającym się światłem (raz prosektoryjnie chłodnym, innym razem nasyconym kolorami burdelu) wydają się stanowić zamierzenie sztuczną akietę, w obrębie której postaci tworzą iluzję normalnego życia. Borkowska akcentuje również chęć odizolowania się bohaterek od otoczenia – co jakiś czas z góry spuszczane są pokryte kolorową tapetą segmenty ścian. Wnętrza przypominają nieraz swego rodzaju klatkę, gdzie role ofiary i kata są zmienne, niejednoznaczne.

NAGOŚĆ NA BIS

Ewelina Marciniak (korzystając z fragmentów Dramatów księżniczek i osi fabularnej Pianistki) dotyka tematu seksualności i niedającego się zdefiniować pożądania. Tragizm każdej z postaci polega na niespełnieniu. Najpierw dotyczy ono sztuki, a później ciała. To ono, wykorzystywane w nieoczywisty sposób (sugestywna choreografia autorstwa Dominiki Knapik), ukazuje próbę wyzwolenia się bohaterów – czy to z paraliżujących ich kompleksów (pragnący udowodnić swoją wyższość Nauczyciel nie potrafi poprawnie zagrać melodii), czy z życiowych ambicji, których stają się ofiarami (wymiotująca z nerwów Uczennica stawiająca za główny cel zdobycie dyplomu). Ta zasznurowana seksualność zamknięta w murach szkoły muzycznej, głównego miejsca akcji spektaklu, wydaje się interesować twórców najbardziej. Muzyka powoduje ujście emocji, stanowi bodziec dla ducha, ale nie jest w stanie zaspokoić nieokiełznanego ciała – zdają się mówić. Marciniak umiejętnie przeplata sceny szkolnych upokorzeń czy też przybierania określonych masek (Nauczycielka – domina z erotycznymi majakami) nieoczywistymi scenami seksualnymi (bicie i poniżanie ukazane jako układ choreograficzny). Cielesność staje się rodzajem katalizatora, który prowadzi nie tyle do skrajnej perwersji, ile do pewnego zezwierzęcenia w relacjach z drugim człowiekiem (także tych intymnych). W spektaklu Teatru Polskiego seks przybiera formę beznamiętnie wykonywanego rytuału (para podglądana w kabinie) albo sadomasochistycznej gry (Nauczycielka błagająca swojego ucznia o zadawanie bólu). Nagość z kolei staje się z jednej strony narkotyczną wizją (wyobrażenie Matki), a z drugiej stanowi obiekt sztuki – postaci kilkakrotnie odgrywają żywe rzeźby. W pamięci szczególnie pozostaje scena, w której aktorzy, tworząc figurę na wzór złączonego ze sobą stada ślimaków, tarzają się wzdłuż sceny, oplatając bohaterkę swoimi nagimi ciałami. Nagość i cielesność mogą być w tym przypadku rodzajem wyzwalającego języka, dającego chwilową ulgę, jednak tłumione okazują się przyczyną kryzysu, a w ostatecznym rozrachunku również zagłady – mentalnej i fizycznej.

SAME ZE SOBĄ

Dojmująca narracja Śmierci i dziewczyny rozgrywana jest na wielu płaszczyznach. W centrum znajduje się toksyczna więź matka-córka. Ta pierwsza kurczowo chce zatrzymać przy sobie młodszą, piękniejszą i bardziej utalentowaną od niej samej dziewczynę. Próbując za wszelką cenę zniechęcić ją do adorujących mężczyzn, tłumi w sobie pokłady gniewu (szklanka rozgnieciona na początku przedstawienia), jednocześnie fizycznie upodabniając do siebie latorośl (ten sam strój, fryzura, sposób poruszania). Tutaj należy wspomnieć o świetnych rolach, jakie stworzyły Skibińska i Gorol. Aktorki, ukazując mentalny upadek swoich postaci, unikają niebezpiecznej w tym wypadku skrótowości, zamknięcia ról w obrębie wizerunków dobrze znanych z literatury czy filmu. Bohaterka Skibińskiej raz sprawia wrażenie nieobecnej, wyrzuca z siebie potok słów, by innym razem odznaczyć się zdecydowaniem, a nawet pewnym wyrachowaniem w kontakcie z córką. Zachowanie Matki to strach przed upływem czasu, czy wreszcie złowrogą samotnością. Ta finalnie okazuje się nieuchronna. W jednej z ostatnich scen przedstawienia nadgryziona zębem czasu kobieta, której do kontaktu pozostał już tylko telewizor, przypomina owładniętą obsesją Ellen Burstyn z filmu Requiem dla snu. Małgorzata Gorol rolą Nauczycielki udowadnia, że nie jest tylko jedną z najbardziej utalentowanych aktorek Teatru Polskiego, ale też niezwykle mocno wyróżniającą się spośród osobowością sceniczną – tzw. silna obecność w duchu Roberta Wilsona. Jej bezkompromisowa Nauczycielka/Śnieżka nie boi się ośmieszenia wynikającego z ułomności jej ciała. Ono, jak sama podkreśla, choć ciągle hartowane, może okazać się zbyt słabe („nie przestawaj uderzać, nawet kiedy zobaczysz, że powoli tracę oddech…”). Gorol prowadzi swoją bohaterkę obnażając jej wewnętrzne sprzeczności, jak chociażby wyuzdanie idące w parze z dziecięcą nieporadnością (szukanie schronienia w ramionach matki).

POWOLNY RYTM PIANINA

Poetyka Eweliny Marciniak jest poetyką przeżywania tu i teraz, celebracji czasu. To daje nam możliwość dokładnego wniknięcia w świat bohaterów dramatu – uważnie pokazane zostają frustracje każdej z postaci. Poza tym, długo trwające sceny, wypełnione beznamiętnymi dźwiękami pianina (bardzo dobra muzyka Piotra Kubiaka) wyostrzają wewnętrzną pustkę całej zbiorowości (wyjątek stanowi może jedynie zdolny do miłości Uczeń). Pozostaje jednak wrażenie, że wiele z przemyślanych, zgranych aktorsko sekwencji można by bardziej skondensować, co umocniłoby ich zróżnicowany charakter. Tutaj mam na myśli grupowy układ, prezentujący mechaniczność ciał bohaterów, którym rytm nadają poszczególne członki, lub też świetną część owładniętego dokuczającymi drgawkami Ojca/Krasnoludka (Paweł Smagała). Dla przedstawienia krócej mogłoby oznaczać bardziej intensywnie.

NA STYKU WŁADZY

Trudno rozmawiać o przedstawieniu Eweliny Marciniak bez używania – krzywdzącej w tym przypadku – spłycającej je terminologii. Próba zdefiniowania subtelnych, wręcz organicznych scen, skrupulatnie budowanych w oparciu o różne techniki inscenizacyjne (ruch, muzyka, przestrzeń) okazuje się na tyle trudna, że często wręcz niemożliwa. Poszczególne części spektaklu operują bardziej językiem metateatralnym, niż radykalną dosłownością Elfriede Jelinek. Generalnie, odnosząc gęstą od metafor inscenizację Teatru Polskiego do jej literackiego pierwowzoru, można zauważyć, że Marciniak tworzy (po raz kolejny zresztą) dokładnie taki teatr, jaki zdaje się postulować część przeciwników jej najnowszej premiery – umowny, symboliczny, a w swojej ogólnej wymowie nawet stający po stronie moralności. Tezy Jelinek zostają w jej interpretacji złagodzone, czasem wręcz spoetyzowane. Młoda reżyserka, wpisując upokorzone ciało w kontekst rodziny czy sztuki, nie idzie w swoich rozważaniach tak daleko, jak robi to austriacka pisarka, nie uderza w politykę. Ewelinę Marciniak zamiast radykalnej publicystki interesuje metafizyka, stąd jeszcze bardziej paradoksalna wydaje się sytuacja zaistniała na przestrzeni ostatnich tygodni. Wrocławski spektakl, owszem, konsekwentnie dotyka tematu seksualności, ale robi to między innymi zadając pytania o język, jakim posługujemy się w dyskusji o niej. Twórcy jednocześnie zabierają głos w sprawie marginalizacji cielesności. Niezwykle celnie korespondują z powyższą kwestią głosy oburzonych, u których na sam dźwięk słów „seks”, „porno” czy „nagość” budzi się niezrozumiała agresja. Jak się niestety okazuje, namiętności wciąż muszą pozostać w sferze tabu, a ciało – dostosować się do sterującej nim politycznej władzy.

Dawid Dudko

Śmierć i dziewczyna

Elfriede Jelinek

Na podstawie trzech pierwszych utworów ze zbioru Śmierć i dziewczyna I–V. Dramaty księżniczek (Der Tod und das Mädchen I–V. Prinzessinnendramen): Królewna Śnieżka (Schneewittchen), Śpiąca Królewna (DornröschenRosamunde)

Przekład: Mateusz Borowski i Małgorzata Sugiera

Reżyseria: Ewelina Marciniak

Opracowanie tekstu i dramaturgia: Łukasz Wojtysko

Scenografia, kostiumy i reżyseria światła: Katarzyna Borkowska

Muzyka: Piotr Kubiak

Choreografia: Dominika Knapik

Obsada:

Matka/Macocha: Ewa Skibińska

Ojciec/Krasnoludek: Paweł Smagała

Córka/Nauczycielka/Królewna Śnieżka: Małgorzata Gorol

Nauczyciel/Myśliwy: Michał Opaliński

Uczeń/Śmierć: Andrzej Kłak

Uczennica/Śpiąca Królewna: Katarzyna Strączek

Krytyk: Piotr Nerlewski

Pianista I: Krzysztof Dudek (agencja castingowa Studio ABM)

Pianista II: Mikołaj Ferenc (gościnnie)

Pianista III: Grzegorz Rdzak (gościnnie)

Dyszkant: Rossy (gościnnie)

Baryton: Tim (gościnnie)

 

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

11 − 5 =