Dawid Dudko: Lekcja – temat: niemodne słowo na „a”

20 stycznia 2017

O spektaklu Maria Callas. Master Class w reżyserii Andrzeja Domalika z Och-Teatru w Warszawie

Maria Callas. Master Class/fot. Joanna Maria Kuś

Maria Callas. Master Class/fot. Joanna Maria Kuś

Wiele osób twierdzi, że najlepsze opowieści na temat wielkich artystów powstają na kanwie jednego, dobrze uchwyconego momentu z ich życia. Podobną opinię zapewne podzielają Krystyna Janda i Andrzej Domalik, którzy w swoim przedstawieniu mierzą się z biografią słynnej greckiej śpiewaczki, Madame Marii Callas.  Twórcy, wracając do spektaklu sprzed przeszło dziesięciu lat (wystawianego na deskach Teatru Powszechnego), inscenizują znaną i lubianą na świecie sztukę autorstwa Terrence’a McNally’ego. W dramacie zostały opisane mistrzowskie lekcje udzielane przez artystkę w nowojorskiej Julliard School of Music. I tak Maria Callas (w tej roli niezastąpiona Krystyna Janda) będzie przyjmować kolejno mniej lub bardziej zaślepionych pragnieniem wielkiej sławy uczniów, a my, siedząca po dwóch stronach sceny publiczność, będziemy całe zajście obserwować niczym „wolni słuchacze”.

Przestrzeń sceny zdominowana jest przez dwa intensywne kolory – czerwień i czerń. Ta monochromatyczność w oczywisty sposób nawiązuje do uosabianego przez Jandę wizerunku Callas (czarny strój w parze z krwistoczerwonymi ustami), oblicza temperamentnej i emocjonalnej divy.  Na skromną scenografię składają się teatralna kotara i masywny, czarny fortepian. To przy nim akompaniować będzie oddany swej mistrzyni Emmanuel Weinstock (w tej roli pianista Mateusz Dębski), który sympatyczną uległością przekona do siebie początkowo zdystansowaną, nieufną względem otoczenia śpiewaczkę. Panujący tu inscenizacyjny minimalizm wydaje się spektaklowi absolutnie wystarczać. Prym wiedzie bowiem wypowiadane i wyśpiewywane słowo – wykłady bezkompromisowej, idealistycznie wierzącej w sens sztuki Callas oraz muzyczne partie jej młodych naśladowców.

Spektakl Jandy i Domalika ukazuje zetknięcie odmiennych idei, ścieranie się nowego i starego porządku. Dojrzała, mająca za sobą lata największej świetności Callas broni artystycznego rzemiosła – oczywistej dla artystki znajomości śpiewanej partytury i jej należytej, emocjonalnej interpretacji. Ta, zdaniem Callas, zdaje się być lekceważąco pomijana przez niedoświadczonych adeptów. Nieznajomość podstaw nie pozwala podziwianej mentorce na wysłuchanie choćby krótkiego fragmentu z przygotowanych przez jej uczniów solówek. Bohaterka bywa kąśliwa, boleśnie szczera w swoich sądach. Nieraz jej zaciekły upór wydaje się zbyt utopijny w stosunku do obliczonych na sukces arii leniwych studentów. Jednak kiedy  spodziewany efekt w końcu zostaje osiągnięty (uczniowie uważniej wykonują swoje teksty, zwracając uwagę na znaczenie słów i interpretacje), to różnica słyszalna jest choćby uchem przeciętnego laika. Na gruncie wskazanego konfliktu – doświadczenie versus młodzieńcza powierzchowność – rysuje się również farsowy charakter przedstawienia. Komizm, co ważne, nie bierze jednak góry nad podstawowym, dydaktycznym charakterem dramatu. Wypowiadany w monologach Callas-Jandy apel o pracowitość, szczerość i uczciwość artysty względem słuchającej i oglądającej go publiczności, jest ważnym, bardzo potrzebnym dziś głosem. W dobie coraz to nowych, promowanych przez masowe media „aktorskich objawień”, dobrze jest przypomnieć sobie, że pierwszeństwo nad ciągle zmieniającymi się gustami, powinna mieć merytoryczna ocena i warsztatowe umiejętności.

Maria Callas. Master Class co prawda nie jest monodramem, ale nie ma wątpliwości, że to spektakl jednej, rewelacyjnej aktorki. Rola Krystyny Jandy nie jest, może wbrew założeniom niektórych, powtórzeniem rozchwianej, wykrzykującej swoje kwestie postaci (znanej choćby z komediowej Boskiej). Tytułowa bohaterka to osoba energiczna, ostra i nieraz irytująco apodyktyczna, a z czasem, co istotne, bardziej niejednoznaczna. Kiedy ją poznajemy, strofuje swoich podopiecznych, nazywa „ofiarami”. Raz doprowadza uczniów do płaczu (zabawna Sophie de Palma – Agnieszka Adamczak), innym razem pastwi się nad ich głosowymi warunkami (tenor Anthony’ego Candolino – Rafał Barmiński). Wszystko w myśl zasady „cel uświęca środki”. Jednak i w osobie samej Callas następuje wspomniane ścieranie się racji, poglądów. W spektaklu pokazane zostają wątpliwości towarzyszące charyzmatycznej gwieździe. Jej pewność siebie z czasem zaczyna ustępować rezygnacji, a w podtekście głoszonych przekonań rodzą się niewypowiedziane pytania: o sens całkowitego poświęcenia w imię sztuki, o wartość niewolniczego oddania swoich emocji widzom i wyzbycia się dla nich wszelkich słabości („publiczności nie obchodzi nasz gorszy dzień, mamy udowodnić, że zasługujemy na ich czas i uwagę…”). To przełamanie dumnej Callas, widoczne choćby w zmieniającym się głosie (charakterystyczne „aaa?”, wplatane w niektóre z wypowiadanych kwestii) wydaje się tym ciekawsze, że działa na zasadzie pewnej autotematyczności, dotyczy także pozycji Krystyny Jandy – aktorki. Zarządzająca dwoma warszawskimi scenami, uwielbiana przez publiczność legenda kina antykomunistycznego doświadcza na co dzień podobnej co Callas dychotomii – po jednej stronie stają ideały i ambicje, po drugiej biurokracja czy nieubłagane słupki frekwencji. Janda od dawna powtarza, że drugi raz nie podjęłaby tych samych decyzji, że marzenia o własnym teatrze minęły się ze zdrowym rozsądkiem. I choć podobne stwierdzenie z ust Callas nie pada, to po dwóch rozegranych niemal w całkowitej ciemności sekwencjach, rozliczeniowych dialogach z duchami byłych partnerów, nasuwa się pozostające bez odpowiedzi pytanie: czy było warto?

Przedstawienie Och-Teatru, mimo czasem zbyt dosłownych zabiegów inscenizacyjnych (jak potęgowany przez światło i muzykę patos, towarzyszący prywatnym wyznaniom Callas) staje się ciekawą lekcją pokory, uczciwości i szacunku wobec autorytetów. To ostatnie, archaiczne określenie zdaje się dziś zaskakująco niewiele znaczyć wobec powszechnego prawa do krytyki, które mylone jest nie tylko z falą wulgarnego hejtu, ale i bezpośrednimi groźbami. W momencie, gdy Krystynę Jandę za opowiadanie się przeciwko obecnej władzy spotyka „kara” w postaci oplucia jej samochodu przez jednego z przechodniów, łatwo zdać sobie sprawę, że taka lekcja poglądowa (nie mylić z propagandową) jest nam, współczesnemu społeczeństwu, bardzo potrzebna.

Dawid Dudko

 

Terence McNally

Maria Callas. Master Class

Tłumaczenie: Elżbieta Woźniak

Reżyseria: Andrzej Domalik

Konsultacja wokalna: Joanna Cortes

Scenografia i kostiumy: Krystyna Janda i Andrzej Domalik

Światło: Andrzej Domalik i Waldemar Zatorski

Projekcja multimedialna: Paweł Szymczyk

Asystent scenografa i kostiumologa: Małgorzata Domańska

Producent wykonawczy i asystent reżysera: Alicja Przerazińska

Obsada: Krystyna Janda, Agnieszka Adamczak/Marta Wągrocka, Anna Patrys/Jolanta Wagner, Rafał Bartmiński/Tadeusz Szlenkier/Mateusz Zajdel, Mateusz Dębski, Michał Zieliński

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 × four =