Dawid Dudko: Żeby nie bolało, czyli estetyzacja współczesnych traum

22 grudnia 2015

O spektaklach Francuzi w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego z Nowego Teatru w Warszawie oraz Męczennicy w reżyserii Grzegorza Jarzyny z TR Warszawa podczas 8. Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Boska Komedia

Boska Komedia 2015

Teatr a kompozycja

O ile trudno wyznaczyć konkretną definicję Inferno – najważniejszej, konkursowej części Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Boska Komedia, prezentującej spektakle uznanych już twórców, o tyle w przypadku tegorocznej edycji wiele przedstawień wydaje się zaskakująco ze sobą korespondować. Podczas tych kilkunastu dni mamy niewątpliwie do czynienia z repertuarem eklektycznym – klasyczne przedstawienia tzw. teatrów środka (Słowacki, Ludowy, Bagatela) zostają zestawione ze dokonaniami instytucji, które uznane są za centrum poszukiwań twórczych (TR Warszawa, Teatr Polski w Bydgoszczy i we Wrocławiu, Nowy Teatr w Warszawie). Zamiast jednak wartościować poszczególne tytuły, należy zastanowić się czy ta dychotomia (chętnie akcentowana przez reżyserów, czy krytyków) najbardziej emocjonującej części krakowskiego festiwalu nie okazuje się być niekiedy wyłącznie pozorna. To bowiem nie kontrowersyjny (jakkolwiek względne nie byłoby dziś to określenie) temat, ale forma, w jakiej zostaje zaprezentowany, odgrywa w tym wypadku kluczową rolę. Czy pytania stawiane dziś przez doświadczonych reżyserów okazują się być w ogóle jeszcze dla widzów niewygodnymi, pobudzającymi ich do samodzielnego podjęcia dyskursu, w momencie, kiedy podyktowane zostają narzuconym zasadom estetyki? Jeśli istoty wspomnianego wcześniej podziału doszukiwać się w samym podejściu do publiczności to klasyczny teatr, szufladkowo określany mianem mieszczańskiego, pozostawia ją „artystycznie zaspokojoną”, a poszukujący – podzieloną, chcącą zabrać głos, a czasem wyrazić sprzeciw. Nowe spektakle Krzysztofa Warlikowskiego i Grzegorza Jarzyny, niegdysiejszych rewolucjonistów polskiego teatru po roku 1989, którzy jako jedni z pierwszych zaczęli mocno tematyzować kwestie płci, wiary, czy seksualności, zdają się być świetnym przykładem do tego typu rozważań. Czy społeczne bolączki – egoizm, wywyższenie, hermetyczność europejskich elit ukazane we Francuzach i opanowujący młode pokolenie fanatyzm religijny przedstawiony w Męczennikach włożone w ramy wizualnie dopracowanych kompozycji nie tracą na swojej ofensywności?

FRANCUZI: Znana elita

Francuzi/fot. Denis Guéguin

Francuzi/fot. Denis Guéguin

Adaptacja wielotomowego dzieła Marcela Prousta autorstwa Warlikowskiego w znacznej części rozgrywa się w przeszklonym prostopadłościanie, czyli salonowej przestrzeni, gdzie banalne dyskusje na temat ulubionych alkoholi mieszają się z antysemickimi uwagami kierowanymi pod adresem sympatyków przywołanego tu Alfreda Dreyfusa. Panie, przyodziane w drogie kostiumy i panowie z garniturami szytymi na miarę, mówiąc z pozycji wyższych sfer rzucają pogardliwymi stereotypami o tych, którzy ich zdaniem pochodzą z niższych („ten dom zawsze słynął ze styp dla wyższych sfer”). Wykluczenie poza arystokratyczne środowisko (dziś powiedzielibyśmy establishment) odbywa się jednak nie tylko na podstawie stanu urodzenia, posiadania, ale przede wszystkim na gruncie religijnym i rasowym. Symbolem instynktów, tłumionych przez proustowskich bohaterów jest z kolei ustawione w bocznej stronie jak zwykle szeroko zaaranżowanej przestrzeni (bardzo dobra, zaskakująco surowa scenografia Małgorzaty Szczęśniak) masywne łóżko, ukazujące tę niewypowiedzianą, wstydliwą stronę towarzyskiej enklawy. Warlikowski wraca do wielokrotnie podejmowanych przez siebie wątków: tłumionego homoseksualizmu (Albertyna utrzymująca kontakty z innymi kobietami), toksycznej miłości (zawód Oriany – Magdalena Cielecka, odrzuconej przez Morela – Piotr Polak, czy oczywiście skrywanej ksenofobii i antysemityzmu (niema postać czarnoskórego – Claude Bardouil/Łukasz Przytarski, pojawiająca się co jakiś czas niczym trup z szafy). Ukazujące się na tylnym ekranie tytuły poszczególnych tomów dzieła Prousta stanowią jedynie pewien zarys dla toczącej się na scenie akcji, mając prawdopodobnie za zadanie pomóc widzowi sprawniej poruszać się we fragmentarycznej narracji spektaklu. Wiele z elementów Francuzów jak chociażby niezawodne aktorstwo całego zespołu (obok Aniołów w Ameryce jedna z najlepszych w karierze ról Mai Ostaszewskiej, ironicznie, ale nie karykaturalnie portretująca rozwiązłą Odettę) zasługuje na uznanie. Sprawna adaptacja autorstwa Warlikowskiego i Gruszczyńskiego wybiera najważniejsze dla utworu wątki czyniąc spektakl spójnym, a jednocześnie nie rezygnując całkowicie z charakterystycznie spowolnionego tempa utworu (skojarzenia ze spektaklami Lupy). Biorąc jednak wzgląd na wagę tematów przywoływanych przez zespół Nowego Teatru, a także ich aktualność wobec sytuacji panującej w Europie nie można oprzeć się wrażeniu, iż brakuje Francuzom mocnego zahaczenia o teraźniejszość. Dziś bohaterowie Prousta bez wątpienia byliby przecież tymi, którzy najgłośniej krzyczą przeciwko chcącym schronić się w ich kraju uchodźcom, dumnie strzegąc tym samym swojego dobrobytu. Nie o publicystkę tutaj chodzi (która z resztą i tak pojawia się w przedstawieniu), ale o ironiczne zaznaczenie, że alienująca się enklawa to także my, że środowiskowy podział jest i jak widać trzyma się całkiem dobrze. W uniwersalnej, dopracowanej wizualnie interpretacji Francuzów (projekcje multimedialne afirmujące naturę, ) wydaje się brakować czegoś, co mogłoby odeprzeć zarzut przerostu formy nad treścią. Bo choć dramaturgicznie przedstawienie Warlikowskiego działa na wielu polach (czasem nawet na zasadzie jednoznacznej krytyki – znamienne „Europo, umyj ręce” wypowiadane w monologu ubranego w mundur wojskowy Macieja Stuhra), to wszystko sprawia wrażenie zbyt ładnego. Nieskazitelność urody bohaterów idąca w parze z bogatymi elementami scenograficznymi i efektownymi wstawkami muzycznymi (śpiewająca Rachela – Agata Buzek) prowadzi do momentu, w którym nasuwa się pytanie: czy spektakl podejmujący wątek elitarności nie atakuje nieświadomie samego siebie? Czy nie elitarna jest bowiem sztuka, tworzona przez rozchwytywany za granicą, bogaty zespół Nowego Teatru, stosunkowo rzadko pokazujący swoje przedstawienia w Polsce, który jednocześnie podejmuje drażliwe tematy w dość bezpieczny, chciałoby się nawet powiedzieć atrakcyjny sposób? Zamierzona estetyczność Francuzów nie pozwala żadnej z postaci na obrzydliwość (chociażby w zachowaniach seksualnych), pewną słabość w ich scenicznych działaniach – gdzieś pomiędzy rolą, a prywatnym ja aktora. Przez to jako widzowie doświadczamy aktorsko-reżyserskiej kalkulacji i precyzji, dowiedzenia wizualnej maestrii, a nie artystycznej radykalności. Może okazać się, że na kilka godzin po spektaklu w głowie zamiast rodzących się pytań, jakichś niedających się wyartykułować kwestii, pozostaną wyłącznie bezpieczne nam wszystkim kadry.

MĘCZENNICY: Obrazek święty

Męczennicy/fot. Albert Zawada/Agencja Prasa

Męczennicy/fot. Albert Zawada/Agencja Prasa

Najnowszy spektakl Grzegorza Jarzyny – Męczennicy – to adaptacja sztuki niemieckiego dramatopisarza Mariusa von Mayenburga, wystawiany z powodzeniem na różnych scenach świata. W inscenizacji Jarzyny, inaczej niż w dramatycznym pierwowzorze, główną postacią jest dziewczyna, młoda licealistka o imieniu Lidka. Poznajemy ją podczas kolejnego z prozaicznych dni, kiedy obwieszcza Ojcu (Cezary Kosiński) chęć „podążania za Chrystusem”. Jarzyna konstruuje swoje przedstawienie tak, abyśmy mogli szczegółowo przyjrzeć się zachowaniu nawróconej bohaterki w codziennych sytuacjach. Zamiast rozbudowanej scenografii (na scenie pojawiają się tylko pojedyncze elementy takie jak łóżko, stolik nocny, czy nakrywany do rodzinnego obiadu stół) reżyser we współpracy z Robertem Mleczko tworzy multimedialne obrazy, na których tle rozgrywane są poszczególne sceny. Punktami w wędrówce ku rodzącemu się fanatyzmowi głównej bohaterki będą między innymi szkolne pomieszczenia (korytarz, boisko, sala biologiczna), mieszkanie Ojca, czy wreszcie kościół. Reżyser skrupulatnie analizuje buntowniczą osobowość Lidki, która pojawia się w niemal każdej scenie przedstawienia. Ciekawe wydaje się początkowa niejednoznaczność w formułowaniu przez nią swoich poglądów, które stopniowo okazują się być coraz bardziej ekstremistyczne. Dziewczyna z jednej strony chce zmienić swoje otoczenie, ale z drugiej nie zamierza robić tego za wszelką cenę („dąży do tego, żeby być świadectwem wiary”). Właściwie próba z gruntu zostaje skazana na niepowodzenie, bowiem otoczenie Lidki składa się z tych, którzy w większości jej moralne tyrady traktują albo z przymrużeniem oka (Ojciec), albo jako nastoletnią zaczepkę (Nauczyciel WF – Piotr Głowacki), albo też jak objaw skrywanej homoseksualności (Nauczycielka biologii – Aleksandra Konieczna). Stronę bohaterki bierze tylko jej kulejąca koleżanka (Roma Gąsiorowska), podzielająca los ofiary szkolnych docinków. Do tego dochodzi jeszcze motyw budzącej się seksualności Lidki, czyli grzechu młodzieńczych popędów, które stara się zagłuszyć. Justyna Wasilewska kreuje swoją postać subtelnie, bez szarży, czy stereotypowych szufladek w stylu fanatyczka – wariatka (choć w końcu i element szaleństwa pojawia się w jej zachowaniu). Nominowana do tegorocznego Paszportu Polityki aktorka zdaje się stanowić najlepszy punkt warszawskiego przedstawienia, broniąc dość infantylnie brzmiący tekst i niezrozumiale sztampowo, a czasem wręcz karykaturalnie poprowadzone postaci drugoplanowe. Te przywodzą nieraz skojarzenia z moralitetem. Jednak powierzchowność większości bohaterów nie okazuje się wcale zasadna wobec interpretacji całości. Jak można przypuszczać, Jarzynie chodziło o otwartą formę, która pozwoliłaby laboratoryjnie obserwować kształtowanie się religijnej opresyjności. Tymczasem do dyskusji na ten ciągle gorący społecznie temat Męczennicy nie wnoszą niestety niczego nowego. Twórcy nie tylko zbytnio spłaszczają podejmowane wątki, ale też zbyt łatwo przychodzi im formułować przewidywalne dla widzów tezy (końcowy monolog Nauczycielki dopominającej się o rozwagę i szacunek dla odmienności każdego człowieka). Przedstawienie osłabia również nadmierna dbałość o estetyczność formy (co nie dziwi, biorąc pod uwagę filmowe zamiłowania Jarzyny) i jej dominacja w ogóle. Przykładowo – skąpana w dymie bohaterka Wasilewskiej niby pozwala sobie na szaleńczy wybuch, ale wciąż tworzy to raczej element atrakcyjnej projekcji, niż pobudzający widzów moment ujścia niekontrolowanej agresji religijnej maniaczki. To samo ma miejsce przy konstrukcji postaci Nauczycielki – zamierzona emanacja seksualną chucią (sadomasochistyczne fantazje) poprzez estetyczne złagodzenie, okazuje się być nie dość wyraźna, a przed to zwyczajnie niepotrzebna. Niby wszyscy zgadzamy się co do niebezpieczeństwa wizji ekstremizmu ukazanego w Męczennikach, ale jakoś kusi, żeby opowiedzieć się po drugiej, opozycyjnej stronie i zburzyć cały ten inscenizacyjny porządek.

Spektakl, który zadowala

Męczennicy Jarzyny i Francuzi Warlikowskiego stanowią wypowiedzi twórców, kiedyś naczelnych buntowników polskiego teatru, którzy ponownie sięgają po tematy aktualne i społecznie drażliwe. Robią to jednak w nieco inny niż dawniej sposób. Owszem, zarówno Jarzyna jak i Warlikowski od lat poświęcają dużo uwagi formalnej stronie swoich inscenizacji (co spotkało się nawet z obśmianiem w Tęczowej trybunie 2012 Moniki Strzępki), jednak w ich przypadku dążenie ku formie i estetyce z czasem wydaje się pogłębiać. Powoduje to wrażenie pewnej powtarzalności i co ważne, bierności widza, który naturalnie zgodzi się z łagodnie brzmiącymi sądami, a co bardziej bolące kwestie schowa za efektownymi elementami scenografii, czy ładnie poruszającymi się ciałami aktorów. Niespełnienie witkacowskich bohaterów Bzika tropikalnego, czy małomiasteczkowa beznadzieja Kruma dziś zyskują swoje nowe, lżejsze oblicze. Czyżby więc twórcy chcieli mieć widza tylko po swojej stronie, a cierpienie musiało „się podobać”?

                                                                                                                                  Dawid Dudko

Francuzi

Marcel Proust

Na podstawie powieści W poszukiwaniu straconego czasu

Reżyseria: Krzysztof Warlikowski

Adaptacja: Krzysztof Warlikowski, Piotr Gruszczyński

Współpraca: Szczepan Orłowski

Obsada: Agata Buzek, Maja Ostaszewska, Jacek Poniedziałek, Magdalena Cielecka, Bartosz Gelner, Ewa Dałkowska, Mariusz Bonaszewski, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Marek Kalita, Maciej Stuhr, Zygmunt Malanowicz, Wojciech Kalarus, Claude Bardouil/Łukasz Przytarski

Scenografia i kostiumy: Małgorzata Szczęśniak

Kartka z albumu. Utwór na wiolonczelę i taśmę Pawła Mykietyna wykonywany na żywo przez Michała Pepola

Muzyka: Jan Duszyński

Reżyseria świateł: Felice Ross

Ruch: Claude Bardouil

Współpraca dramaturgiczna: Adam Radecki

Męczennicy

Marius Von Mayenburg

Na podstawie dramatu Märtyrer

Reżyseria, adaptacja oraz opracowanie muzyczne: Grzegorz Jarzyna

Obsada:

Lidka – Justyna Wasilewska

Ojciec – Cezary Kosiński

Nauczycielka Biologii – Aleksandra Konieczna

Nauczyciel WF – Piotr Głowacki

Franek – Dawid Ogrodnik

Ksiądz – Sebastian Pawlak

Zosia – Roma Gąsiorowska

Dyrektor szkoły – Tomasz Tyndyk

Przekład: Elżbieta Ogrodowska-Jesionek

Scenografia: Monika Pormale

Kostiumy: Anna Nykowska

Wideo: Robert Mleczko

Światła: Felice Ross

Muzyka: Michał Lis, Piotr Lis

Opracowanie muzyczne spektaklu: Piotr Domiński

Dramaturgia: Roman Pawłowski

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twenty + thirteen =