Dorota Patrycja Sech: „Trzeba pić wino na przemian z wodą i patrzeć”

11 lutego 2011

o „Dzienniku pisanym później” Andrzeja Stasiuka

fot. Dariusz Pawelec / materiały wydawnictwa

Ach, ten Stasiuk… Drażni, irytuje, na każdym kroku przypominając, że Europa to nie tylko Berlin i Paryż. Drażni i irytuje, bo teraz każdy tak bardzo chce być „z zachodu”, z tego upragnionego świata, który jeszcze dwadzieścia lat temu nie był człowiekowi dany. Tymczasem Europa utkana jest z najróżniejszych krajobrazów. Jednym z nich są Bałkany, dalekie i bliskie zarazem, powojenne, marzące o tym, by być jak wszyscy, a jednak otoczone specyficzną lokalną powłoką stanowiącą o istnieniu tamtego świata. „Dziennik pisany później” to propozycja, by odrzucić „cywilizację”, rozumianą dziś jako dorobek państw zachodnich, i zanurzyć się w smaku i zapachu unoszącym się nad Albanią, Bośnią i Hercegowiną, Serbią, Macedonią. Nie zawsze przyjemnym, nie zawsze łatwym. Jest bowiem w tych krajach coś, co szarpie sumienie, przypomina o kompleksach i pragnieniach własnego narodu. Stasiuk zagłębiając się w mentalność mieszkańców Półwyspu Bałkańskiego, pośrednio bada współczesne polskie „ja”. Można się z nim zgadzać lub nie, ale trudno odrzucić wyzwanie do tego, by spojrzeć głębiej.

Nie wiadomo do końca co to jest – reportaż, forma dziennika, a raczej pamiętnika, z podróży, esej? Trzeba szczerze przyznać, że tak samo trudno jest zaklasyfikować Bałkany, ten dziwny twór, w którym większość krajów uzyskała niepodległość dopiero w 1991 roku, po upadku Jugosławii. Ich pojawienie się na mapie Europy wprowadziło swego rodzaju nieporządek do ładu ustanowionego przez kraje zachodnie. Stasiuk nie przedstawia konkretnych problemów, nie zagłębia się w specyfikę każdego z bałkańskich państw, nie tłumaczy historii i nie tworzy ciągów przyczynowo-skutkowych. Już na wstępie porzuca linearną narrację, tak że człowiek nie obeznany z tematem może się łatwo zgubić na mapie kreślonej przez autora. Zamiast uładzonego materiału „Dziennik…” daje coś o wiele bardziej wartościowego, a mianowicie obraz mentalności, charakterystykę dnia codziennego.

Sięgając po książkę Stasiuka, jest się tak samo jako on, tylko przejazdem przez kolejne miasta. Będąc w drodze wszystko co można dostrzec to urywki pewnej całości, impresje rejestrowane w świadomości niczym za pomocą fotograficznej migawki. Opowieścią rządzi porządek pamięci, odtworzenie szczegółu, który najmocniej utkwił w podświadomości i najlepiej obrazuje to, co ukryte pod powłoką lokalnych zwyczajów. Leniwe opisy krajobrazu współgrają z atmosferą albańskich ulic, na których nie dzieje się nic i chyba nic się w najbliższym czasie nie wydarzy. Z ciężkim powojennym powietrzem unoszącym się nad Sarajewem, z nieprzyjemnym zapachem ludzkiego potu przypominającym o tym, że przez lata nad tą częścią kontynentu dominowało to, co prymitywne i pierwotne.

Obok toczą się inne historie, rodzą się kolejne herezje, pojawia się synkretyzm religii i kultur. Bałkany mają swoją odrębność i niepowtarzalne piękno. Nie stapiają się w całość z zachodnią cywilizacją. To niesamowity świat mężczyzn, połączonych wyjątkową więzią opartą na naśladownictwie i wzajemnej czułości. Kobiety od chwili swojego narodzenia mają już przypisane miejsce w społecznej hierarchii, jednak te, które decydują się wejść do świata mężczyzn także mogą się tu odnaleźć. Bałkany – miejsce, gdzie ludzie nie umieją żyć osobno, boją się samotności, a jednocześnie duszą się w tym skupisku bliskich twarzy. Nie znoszą obcych, a zarazem nie potrafią się bez nich obejść. To świat sprzeczności, maleńkich absurdów, które prowadzą wciąż do tego samego – do zamanifestowania swojej obecności i wartości. Cytując Stasiuka, według nich „prawdziwa Chorwacja miała tradycję sięgającą czterech tysięcy lat wstecz, a prawdziwi Serbowie byli narodem wybranym, tylko świat nie chciał się z tym pogodzić. ”

Współczesnemu Polakowi nie są obce mesjanistyczne teorie, wspomnienie wojny kładące się cieniem na teraźniejszość. Polacy też już to kiedyś przerabiali i także czuli, a może i wciąż w podświadomości czują, dziejową niesprawiedliwość, pewne pominięcie w historycznym rozliczeniu ostatnich kilkudziesięciu lat. Dlatego dla Stasiuka podróż po Bałkanach jest też pretekstem do rozmyślań o własnej ojczyźnie.

Wielu z recenzentów, rozpisujących się na temat „Dziennika…”, podkreślając, że czytelnik otrzymuje fantastyczną opowieść o Polsce, o rozliczeniu z własnym krajem. A jakże, ostatnie stronice książki są swego rodzaju podsumowaniem i dotyczą ojczyzny. Jednak postawienie znaku równości pomiędzy Polską a Bałkanami, jak wielu to interpretuje, jest chyba zbytnim uproszczeniem. Nie można nie dostrzec jak świetnie została podana esencja bałkańskiego klimatu, bądź co bądź opisywana odrębnie („Dziennik pisany później” to przecież nie tylko trzecia część, chociaż ta zdaje się być najważniejsza, pełniąca rolę ukoronowania opowieści). Przesadzonym jest też stwierdzenie, że Stasiuk bałkanizuje Polskę. Raczej szuka tego, co wspólne i chociaż znajduje, to w swojej podróży, wielokrotnie przecież podkreśla, że czuje się obcy. Może właśnie ta niemożność pełnego wejścia w świat bałkańskiej społeczności przypomina o tym, skąd się jest, rodzi potrzebę przynależności „dokądś”.

Słowa poświęcone własnemu krajowi, owszem są powiązane z drogą przez południe Europy. Z daleka widać lepiej, wyraźniej. Wychodzą wówczas na wierzch uczucia, które na co dzień kryją się pod wszechogarniającą niezgodą na świat i irytacją. Automatycznie porównuje się – szuka cech wspólnych i przeciwieństw. Bałkany w wielu miejscach powielają Polski model, szczególnie ten z prowincji. Esej o Polsce jest bardzo ważny, bo Stasiuk dostrzega w swoim państwie związki z południowo-wschodnią częścią Europy, tkwiącą nie tyle w samej historii, ile w sposobie myślenia, zachowania, w pragnieniach ludzi. Można odnieść wrażenie, że Polska i Bałkany są połączone nicią porozumienia.

Jaki obraz własnego kraju kreśli Stasiuk? Polski rozdartej między wschodem a zachodem, pragnącej za wszelką cenę udowodnić swoją wielkość, gdyż wiarę we własną wartość już dawno zburzyła socjalistyczna rzeczywistość. Polski niepogodzonej ze swoim miejscem w historii, a zarazem marzącej o tym, żeby wreszcie był spokój. A przede wszystkim jest to wizerunek kraju, który ma swoją własną opowieść, pobudza wyobraźnię, wykorzystuje tradycję różnych kultur. Stasiuk udowadnia, że to właśnie Polska, z tym swoim funkcjonowaniem pomiędzy dwoma światami, jest niezwykle interesująca. Nie da się od niej uciec i każdego dnia trzeba się z nią znów i znów mierzyć. Z jej nieustanną, ciągnącą się od pokoleń, wiarą w to, że Polacy są wybrani i wywyższeni, z nieświadomą kontynuacją sarmackich tradycji, z dziwną wewnętrzną żądzą cierpienia. Stasiuk nie kpi, nie ośmiesza, a raczej próbuje w absurdach codzienności odnaleźć sens, zrozumieć motywacje Polaków i kieruje wzrok w stronę przeciętnego, prostego człowieka.

Całość dopełniona jest fotografiami Dariusza Pawelca. Słowo i obraz wzajemnie się przenikają, można odnieść wrażenie, że dopiero razem oddają całą atmosferę miejsc. Słowo nadaje charakter spojrzeniu uwiecznionemu na zdjęciu, podpowiada jak odczytać ukryte sensy.

Coraz częściej dochodzi do łączenia literatury i fotografii (np.: „Odsetek samobójstw wśród klaunów” Serhija Żadana z fotografiami Jacka Dziaczkowskiego). Zdjęcia zastępują tradycyjne ilustracje, tak jak i fotografia staje się sztuką dominującą we współczesnej kulturze. Pawelec ze zbioru zdjęć ze swojej podróży wybrał portrety. Historia kraju to przede wszystkim historia jego narodu, człowieka jako takiego. Tak jak Stasiuk porzuca analityczne rozważania na temat historii i polityki, a skupia się na tym, co zostało odciśnięte w duszy zwykłego obywatela, tak samo Pawelec pragnie oddać prawdę ukrytą w zmęczonym, a jednak pełnym ciepła, uśmiechu kobiet, w roziskrzonym spojrzeniu mężczyzn.

To, co oferują Stasiuk i Pawelec to wspaniała podróż po Bałkanach i po Polsce. Jednak przede wszystkim to opowieść o człowieku, który chcąc nie chcąc uwikłany jest w sprawy niezależne od niego, który przypisany jest do miejsca i do jego historii. Nieraz potrzeba całego życia, by odnaleźć się w tym bałaganie. Trudno jest się z nim pogodzić, czasem chce się od niego uciec. Stasiuk po raz kolejny udowadnia, że jest świetnym obserwatorem obdarzonym intuicją. Wie, gdzie skierować wzrok, aby zobaczyć to, co ukryte, potrafi ukazać analogie, wzajemne związki. Kolejne historie lgną do niego, tworząc bardzo ciekawe, warte zastanowienia obrazy.

Dorota Patrycja Sech

Dziennik pisany później, wyd. Czarne, Warszawa 2010.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

17 − 16 =