Dorota Sech: A potem przychodzi życie

14 listopada 2011

O spektaklu dyplomowym Zabawa jak nigdy w reż. Wiesława Komasy w Teatrze Collegium Nobillium. Zabawa jak nigdy / materiały teatru

Studenci czwartego roku Wydziału Aktorskiego warszawskiej Akademii Teatralnej przygotowali kolejny spektakl dyplomowy. Zabawa jak nigdy w reżyserii Wiesława Komasy to opowieść o marzeniach, które nigdy nie opuszczają człowieka, choćby upadł na samo dno. To opowieść o ludziach, którzy w brutalnym świecie walczą o resztki poczucia godności, szukając schronienia w portowej knajpie.

„Wszystko jest piękne, nawet na pewno, jeśli się ma te dwadzieścia parę lat. Wtedy są złudzenia i miłość – i wszystko jest do zdobycia, bo właśnie te głupie dwadzieścia lat. A potem przychodzi życie twarde, bezlitosne, obedrze człowieka do naga z tych złudzeń – i wtedy już nic nie zostaje z tych dwudziestu lat i z tej wiosny, i z tej miłości…”. Kiedy dawno temu przeczytałam słowa Marka Hłaski, wydały mi się nad wyraz prawdziwe, nawet jeśli wizja trudnej i bolesnej przyszłości nie była niczym zachęcającym. Cytat ten powrócił podczas najnowszego spektaklu teatru Collegium Nobilium. Nie chodzi nawet o to, że studenci czwartego roku właśnie zaczynają „bawić się” w prawdziwe aktorstwo, wychodząc spod klosza Akademii. Jak będą wyglądały te zmagania i kto wyjdzie z nich zwycięsko, przekonamy się za kilka lat i mam nadzieję, że młodzi adepci sztuki w niczym nie będą przypominać postaci z dramatu Williama Sorayana. Słowa Hłaski krążyły mi po głowie, ponieważ bohaterowie Zabawy jak nigdy stoją po drugiej stronie barykady – ich wiosna minęła, a jedyne co pozostało to złudzenia.

Bar w San Francisco. „Ludzie przychodzą tu, piją i wychodzą.” Któż z nas nie zna takich miejsc? Spotykamy się aby w gwarze rozmów, wśród kłębów papierosowego dymu i oparów alkoholu rozmawiać, wspominać, szukać zapomnienia i udawać, że wszystko jest pod naszą kontrolą, że doskonale wiemy, dokąd zmierza nasze życie. Inni zgadzają się na podjęcie gry pt. „tu jestem tym, kim chcę być” i zaczyna się mały teatrzyk. Barman Nick (Wojciech Romańczyk) na swój sposób pilnuje stada stałych bywalców – zagubionych, nieszczęśliwych, pozbawionych nadziei na odmianę losu. Ci zaś przychodzą, piją, powoli odkrywając swoje tajemnice.

W barze Nicka pojawia się Mary (Angelika Kurowska) – szukająca chwil szczęścia i zapomnienia w alkoholu. Jest kobietą piękną i elegancką, ale w drżeniu głosu, w nerwowych ruchach dłoni widać doskonale, że na pozór poukładane życie nie przynosi jej satysfakcji. Rządzi nim bowiem nuda, rutyna, brak szczerego uczucia. Przy stoliku obok zasiądzie Harry (Adam Serowaniec), jak to określił Sorayan: „tancerz z bożej łaski, który chciałby bawić ludzi, ale mu to nie wychodzi”. Harry w wykonaniu Serowańca ma mnóstwo uroku i wdzięku, jednak poprzez nieudolne próby rozbawienia towarzystwa widz wyczuwa u niego strach. Komiczne sztuczki są tylko sposobem na obdarcie z wielkości tego, co przeraża młodego mężczyznę, są próbą wywrócenia na opak porządku, w którym Harry i jemu podobni faktycznie żyją. Celem komika jest obłaskawienie teraźniejszości, uczynienie jej chociaż odrobinę bardziej znośną. Podobnie zachowuje się Kit Carsson (Kacper Matula), tworząc niesamowite historie na temat swoich wypraw i przygód, chociaż on sam nie ma nic wspólnego z amerykańskim podróżnikiem i uczestnikiem wojny secesyjnej o tym samym nazwisku. Jednak tworzenie alternatywnego świata i kreowanie siebie na kogoś, kim nie jest, daje szansę ucieczki od codziennej szarości, nudy i beznadziei. Kitty Duval, zwykła ulicznica, marząca o karierze, bezpieczeństwie i domu pełnym ciepła (Aleksandra Domańska), również odnajduje się w zaciszu knajpy. Kitty codziennie walczy ze sobą, aby nie zatracić wiary w swoje człowieczeństwo. Traktowana przez innych jak przedmiot, zabaweczka w rękach mężczyzn, zapomina o prawie do szacunku i godności. Jednocześnie próba zmiany wcale nie jest taka łatwa. Odbicie się od dna przychodzi powoli i z trudem, będąc nierozerwalnie związane z kładącą się cieniem przeszłością. W tej walce towarzyszy Kitty zakochany w niej Tom (Otar Saralidze), ale czasem nawet i to wsparcie nie pomaga, skoro chłopak również musi sam stanąć na nogi. Uzależniony od pomocy Joe’go, musi zawalczyć o samodzielność.

Bywalcy baru Nicka są społecznymi wyrzutkami, którzy mimo wrażliwości i energii wciąż pozostają gdzieś na marginesie. To oni, ich historie, pragnienia, złamane życiorysy tworzą trzon opowieści. Żyją pod czujnym okiem Nicka, który nie tylko podaje piwo, ale także uważnie słucha swoich gości, delikatnie im pomaga oraz broni ich przed okrutnym Blickiem (Kamil Siegmund). Blick, policjant krążący po mieście i strzegący moralności, chociaż na pozór występuje jako człowiek z zewnątrz, też w końcu trafia do baru Nicka jako klient. Krzywdzenie innych traktuje jako ujście swej agresji, bowiem on także należy do przegranych, cierpiących, skazanych na swój los. Został wrzucony w schemat, który nie daje mu satysfakcji, a jednocześnie nie może od niego uciec.

Osobą najbardziej zdystansowaną zdaje się być Joe (Kamil Pruban), „młody nierób z pieniędzmi i o dobrym sercu”. Joe spędza całe dnie siedząc w knajpie i przypatrując się innym. Traktuje ich jak swoje zabawki, wychodząc z założenia, że dzięki pieniądzom może wszystko załatwić i wszystkim pomóc. Daje nadzieję, o której klienci Nicka już dawno zapomnieli. I nagle świat zaczyna nabierać kolorów, Kitty może znów poczuć się piękną, wartościową kobietą, Harry nie boi się marzyć o występie w kabarecie, Tom dostaje szansę, by zbliżyć się do ukochanej. Joe tylko siedzi i patrzy, spokojny, stonowany, z lekkim uśmiechem. Skoro sam nie jest szczęśliwy, może dać namiastkę szczęścia innym. Pytanie tylko – na jak długo to wystarczy? I jak wiele zależy od nas samych?

Siłą spektaklu są młodzi aktorzy. Odpowiednio wykorzystana energia tworzy nastrój i napięcie między postaciami, czego raczej nie udało się osiągnąć dzięki scenografii, przypominającej bardziej bar na  plaży gdzieś na Hawajach niż duszną, portową knajpę. Scenografia daje aktorom wiele przestrzeni, nie sprzyja natomiast stworzeniu intymnej atmosfery. Podobną pomyłką zdaje się być rozpoczęcie II aktu sielankową wizją pobytu Joe’go, Kitty i Toma nad morzem. Film, w którym aktorzy ubrani w białe stroje bawią się na plaży ociera się o kicz, choć ładny, jest szalenie naiwny i niestety burzy to, co usiłowano zbudować przez cały akt I – obraz „marzeń mimo wszystko”, mimo biedy, cierpienia, braku perspektyw. Jednakże, jak już wielokrotnie wspomniałam, priorytetem są historie opowiadane przez aktorów. Czasem podkreślone światłem stop klatki skupiające uwagę na konkretnej osobie, innym razem umiejętnie wplecione w dialog słowa prowadzące do lirycznego monologu. Momentami postacie zdają się być prowadzone nierówno, co jednak w żaden sposób nie zmienia faktu, że kiedy myśli się o całości, widz ma przed oczami wyraźny obraz każdego charakteru, opartego na dualizmie, złożonego z tego „kim jestem” i z tego „kim chciałbym być”.

Spektakl Komasy można traktować jako opowieść o cierpieniu, jako przestrogę bądź nawoływanie do zrozumienia drugiego człowieka, pełnego wewnętrznych sprzeczności i niezwykle interesującego. Zakończenie nie daje ostatecznego rozwiązania, ani rady jak żyć. Jedno jednak jest pewne – warto wierzyć w marzenia, bowiem czasem tylko one potrafią ocalić nas od szaleństwa i nadać naszemu życiu sens. Mimo wszystko.

Dorota Patrycja Sech

Zabawa jak nigdy, Teatr Collegium Nobillium, Warszawa

William Saroyan
tłumaczenie Krystyna Tarnowska, Andrzej Nowicki

Obsada:
Aleksandra Domańska, Angelika Kurowska, Kacper Matula, Kamil Pruban, Wojciech Romańczyk, Otar Saralidze, Adam Serowaniec, Kamil Siegmund

Reżyseria: Wiesław Komasa
Asystent reż.: Anna Maria Buczek
Kostiumy, scenografia: Małgorzata Grabowska-Kozera
Praca nad słowem: Katarzyna Skarżanka
Asystent ds. oświetlenia: Monika Sidor
Asystenci: Paulina Góral (WOT AT), Karolina Rospondek (WOT AT)

 

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 × 5 =