Dorota Sech: Nie ma jednego klucza do sztuki

23 czerwca 2011

Z Andrzejem Strzeleckim, rektorem Akademii Teatralnej, rozmawia Dorota Sech.

Andrzej Strzelecki

– Rok akademicki 2010/2011 był dla Akademii Teatralnej rokiem bardzo owocnym. Studenci IV roku pojechali ze spektaklem MAPA do Stanów Zjednoczonych. Spektakle Bracia Karamazow, Stracone Zachody Miłości, Panny z Wilka otrzymały wiele nagród na Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi, jeszcze chwilę temu Akademia obchodziła hucznie 200-lecie powstania Szkoły Dramatycznej, a już przed nami Międzynarodowy Festiwal Szkół Teatralnych… Czy było ciężko?

– Jednym z istotnych zadań prowadzącego Akademię Teatralną jest animowanie rozmaitych działań artystycznych oraz sprzyjanie i pomaganie najróżniejszym inicjatywom studentów i pedagogów. Ich ilość i jakość jest przedmiotem szczególnej troski kierownictwa Uczelni. Byłbym przeto nierozsądny, gdybym narzekał na mnogość zdarzeń, które w mijającym roku akademickim miały miejsce. Wspomniana MAPA na przykład reprezentowała Akademię na Festiwalu w Peru. Laureatką Głównej Nagrody Belgradzkiego FIST-u została nasza studentka wydziału reżyserii Kamila Michalak. Ola Domańska z wydziału aktorskiego przywiozła z St. Petersburga nagrodę za drugie miejsce w tamtejszym Festiwalu. To tylko niektóre przykłady interesującej i licznej studenckiej aktywności w ramach międzynarodowych kontaktów. Ale należy pamiętać, że są one tylko dodatkiem do działań obligatoryjnych, programowych oraz uzupełnieniem niezwykle bogatej oferty zajęć ponadprogramowych, choćby takich jak świetny warsztat taneczny prowadzony przez artystów Dance Theater Piny Bausch. Pogodzenie wszystkiego, co się w Akademii dzieje nigdy nie jest łatwe z powodu braku przestrzeni i rzeczy tak prozaicznej, jak fakt, że doba nie chce mieć więcej niż 24 godziny. Teraz np. mamy do czynienia z wyjątkową kumulacją. W ciągu miesiąca uporać musimy się z sesją egzaminacyjną (na samym wydziale aktorskim jest to ponad 40 pokazów egzaminacyjnych), z obchodami 200-lecia szkolnictwa teatralnego w Polsce (cały dzień sesji naukowej z udziałem najwybitniejszych ludzi teatru w Polsce oraz cały dzień wielkiego festynu teatralnego), z Międzynarodowym Festiwalem Szkół Teatralnych i z egzaminami wstępnymi, gdzie na wydział aktorski zdaje prawie 1500 kandydatów na 24 miejsca. To poważne wyzwanie, ale poważna Uczelnia, jaką niewątpliwie jest nasza Akademia, da sobie z tym radę.

– Podczas obchodów 200-lecia istnienia Szkoły Dramatycznej, dużo miejsca zajęła dyskusja nad warsztatem artysty dramatycznego. Jak Pan sądzi, a jako rektor Akademii Teatralnej wie Pan to zapewne najlepiej, w jakim kierunku zmierza edukacja aktora? Na co profesorowie kładą największy nacisk? Jakie metody kształcenia są stosowane?

– Po pierwsze – niczego nie wiem najlepiej. Ale wiem, że idea, której z całego serca sprzyjam – iżby w Akademii uczyli najlepsi, aktywni zawodowo artyści ma swój głęboki sens. Pedagodzy naszej Uczelni osiągają znakomite efekty swej pracy, dochodząc do nich bardzo różnymi drogami, których podstawową busolą bywa ich wielkie doświadczenie profesjonalne. Każdy z nich ma niejako autorski sposób prowadzenia zajęć. Nie ma jednego teatru i jednego sposobu dochodzenia do rezultatów. To uczelnia publiczna, państwowa a nie prywatne studio, które zgromadziwszy „wyznawców jednej wiary teatralnej” ma prawo nauczać jakiejś wybranej metody. Eklektyzm, różność jest niejako wpisana w formułę Akademii. Obdarzam profesorów pełnym zaufaniem. Wiem, że „kładą oni największy nacisk” na to, na co uważają, że kłaść trzeba i uczą młodych ludzi tych rzeczy, które uznają za najważniejsze i najbardziej przydatne w praktyce zawodowej. Nie oddalę się więc od prawdy mówiąc, że w naszej Akademii, w praktyce – studenci spotkają się z wszelkimi możliwymi sposobami myślenia o zawodzie. Kierownictwa wydziałów dbają o to, aby ten rodzaj wolności miał swoje precyzyjne odpowiedniki programowe i był zasadny i atrakcyjny od strony repertuarowej. Dodatkowo, rzeczą bardzo istotną jest dbałość o możliwie szerokie przygotowanie młodych studentów aktorstwa do umiejętności realizacji zadań w różnych formach i gatunkach. W teatrze, w filmie, w telewizji, w radio, w dubbingu czy w teatrze muzycznym.

– Spotkanie z Anną Strasberg będzie możliwością bliższego poznania metody Strasberga, z kolei prowadzone warsztaty przybliżą metodę Stanisławskiego. Ten sposób pracy wciąż jeszcze budzi pewne kontrowersje, wymaga od aktora niezwykle osobistego zaangażowania. Można odnieść wrażenie, że dzisiejsza publiczność żąda od aktora, aby jak najbardziej odkrył siebie, reżyserzy pozwalają sobie na akty psychologicznego ekshibicjonizmu. Gdzie jest granica, której nie powinno się przekroczyć?

– Ludzie na szczęście są różni. Nie ma jednego klucza do sztuki. Metody są od tego, aby je poznać. Sposób korzystania z nich jest całkowicie indywidualną sprawą konkretnego człowieka. Wedle mojej opinii, zawodowe uprawianie aktorstwa nie może być mylone z wizytą u lekarza. Profesjonalizm to świadomy wybór pożądanych środków artystycznych, służących wytyczonemu celowi. To umiejętność komponowania komunikatu artystycznego w obranej konwencji. Aktor niekiedy na próbach bywa „pacjentem” reżysera, ale to sytuacja tranzytowa, pomocnicza, służąca wyłącznie poszukiwaniu najlepszych i najskuteczniejszych artystycznie środków wyrazu. Później, w spektaklu mamy już tylko do czynienia z profesjonalną techniką przekazu. Tak jest u najlepszych aktorów. Ci nigdy nie przekroczą granicy rozsądku i tej drugiej, niekiedy równie ważnej – granicy gustu i smaku.

– W trakcie festiwalu zobaczymy spektakle szkół m.in. z Włoch, Iranu, Węgier. Nie sposób nie zwrócić uwagi na różnice kulturowe, symbole, które mogą być dla nas nieczytelne. Czy język teatru jest na tyle uniwersalny, aby pokonać te problemy?

– Język teatru to połączona suma rozmaitych języków przekazu. Potrafi działać ona na uczucia i emocje poza stroną czysto werbalną. Ale widzowie naszego Festiwalu i ze słownym przekazem nie powinni mieć problemów, gdyż wszystkie spektakle będą grane z tłumaczeniem.

– Czego spodziewa się Pan po festiwalu? Co może nas zaskoczyć?

– Festiwal jest spotkaniem. Teatr jest rozmową. Ja wciąż i nieustannie wierzę w siłę spotkania, w sens rozmowy. Chciałbym, żeby Festiwal był bardzo udany w indywidualnej ocenie każdego jej uczestnika i widza. I chciałbym, żeby nas wszystkich zaskoczył tą oceną.

Dorota Sech

 

polecamy stronę MFST ITSelF:

http://www.festival.at.edu.pl/

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

five × five =