Ewa Uniejewska: Poezja impotentów

16 kwietnia 2011

Próba dialogu z toposem „Exegi monumentum…” w Duszyczce w reż. Jerzego Grzegorzewskiego.

Duszyczka / materiały teatru

Pragnienie zdobycia wielkiej, nieśmiertelnej sławy towarzyszyło artystom od zarania dziejów. Właściwe było im przekonanie, że twórczość może stać się zaprzeczeniem śmierci i przemijania, może przybrać formę pomnika, którego nie naruszy upływający czas. Horacy ujął to w genialny sposób w swoim utworze rozpoczynającym się incipitem [Wybudowałem pomnik trwalszy niż ze spiżu…]. Potraktował poezję jako środek do osiągnięcia wiecznej sławy, wywyższając tym samym poetę ponad innych ludzi i niejako kodyfikując obecny w literaturze i sztuce motyw exegi monumentum.

Jerzy Grzegorzewski wchodzi w dyskusję z tym toposem, korzystając z poetyckich, pełnych niedopowiedzeń tekstów Tadeusza Różewicza. Poeta dostrzega fundamentalną różnicę pomiędzy antycznym podejściem do sztuki a jej obecną kondycją. Nie tylko stawia pytanie o możliwość istnienia poezji po Oświęcimiu, ale również podaje w wątpliwość jakość tej potencjalnej poezji. Grzegorzewski bazuje na tych przemyśleniach. W jego interpretacji nieśmiertelność towarzysząca twórczości artystycznej przegrywa w konfrontacji z próbami odnalezienia „biednej, krótkiej, ludzkiej nieśmiertelności”[1] poprzez relację z drugim człowiekiem.

Grzegorzewski korzysta z utworów zachwycających poetycką doskonałością: Duszyczki oraz Et in arcadia ego. Z obu poematów wyrywa strzępy, fragmenty wypowiedzi, stawia znaki interpunkcyjne i wielkie litery. Z potoku słów wyodrębnia postać R., graną w spektaklu przez Jana Englerta. Jego życie, traumatycznie skazane na niespełnienie, staje się główną opowieścią snutą w Teatrze Narodowym. R. stara się przezwyciężyć śmierć, stwarza pozory witalności i twórczego życia. „Taki znany, taki sławny”, zwycięża jako artysta, ale przegrywa jako człowiek. Jest pisarzem – z jednej strony marzącym o osiągnięciu antycznego ideału wiecznej sławy, którą ma mu zapewnić poetycka twórczość, a z drugiej – mającym świadomość swojej ludzkiej niedoskonałości i przemijania[2]. Co więcej, nie może utworzyć żadnej trwałej relacji  międzyludzkiej. Niemoc tę sublimuje, podejmując próby spełniania się w poezji. Będąc życiowym impotentem, zanurza się w twórczości poetyckiej.

R. towarzyszy postać ujęta w programie jako Świadek (Waldemar Kownacki). Między mężczyznami nawiązuje się biologiczna, samcza nić porozumienia. Łączy ich rytm scenicznego pożądania, jednak Świadek nie musi sublimować swoich popędów. Zwierzęco snuje się po scenie podążając za ich głosem, wiedziony przez kobiety życia R.

W spektaklu pojawia się pięć kobiet, zbiorczo określonych jako Aktorki. To z nimi R. szukał bliskości w nędznych hotelowych pokojach, ich ciała podziwiał w poszukiwaniu nieśmiertelności. „Aktorki uśmiechają się, aktorki płaczą, aktorki rozbierają się, aktorki całują, aktorki umierają.” Kobiety te różnią się między sobą, ale łączy je umiejętność grania uczuciami R. Odmienne wiekiem, temperamentem, tłoczą się wokół głównego bohatera. Niejednokrotnie pozwalają mu się zdominować, aczkolwiek dominacja ta jest tyleż krótkotrwała, co pozorna. W rezultacie wszystkie deprecjonują tworzoną przez niego poezję, ośmieszają ją.

Śmieszność, pogarda, lekceważenie to podstawowe uczucia, jakie wywołuje w kobietach twórczość R. Kilkakrotnie pada raniąca fraza „Pan mnie rozśmiesza”. Aktorki po kolei wytykają R. słabość i przeciętność. Grana przez Beatę Fudalej piękna, słaba kobieta daje  bohaterowi w prezencie długopis. Lekceważąco trzymając go w ustach mówi: „wie Pan ja przywiozłam panu długopis czarny tak o proszę proszę nim pisać piękne wiersze na podłodze”, po czym upuszcza wspomniany przedmiot na ziemię. To również ona pod koniec spektaklu napisze na podłodze zdanie „ten wybitny to chuj”, wcześniej nazywając R. smutnym impotentem. Najstarsza z kobiet – wspaniała Anna Chodakowska – niechętnie i lekceważąco, stwierdza: „obrzydliwość jaka droga prowadzi do poezji nie ma drogi ziemia jałowa”. Pełna młodzieńczej naiwności Anna Gryszkówna wciela się w postać najmłodszej z kobiet. Zafascynowana Świadkiem, daje mu się uwieść. Wyjmuje schowany w pończochach cukierek, erotycznie rozwija go z opakowania. Niezwykle zmysłowo porusza się po scenie, jednocześnie przyglądając się bacznie R. Swoje obserwacje kończy drwiącym stwierdzeniem „owszem przystojny ale (…) wie pan przeciętność oczywiście to nie szkodzi”.

Poezja, której używa R., by zdobywać poszczególne kobiety, nie robi na Aktorkach żadnego wrażenia. Wiedzą, że zdolności poetyckie już dawno przestały funkcjonować jako dar od losu, wyróżnik, który świadczy o wyjątkowości twórcy. Sztuka rozumiana jest przez nie jako rezultat życiowego niespełnienia, rekompensata ludzkich ograniczeń[3]. Często łączy się ze skrajnymi emocjami oraz frustracją, która może doprowadzić twórcę do samobójstwa.[4] Niespełniony życiowo artysta marzy o wieczności i nieśmiertelności, a ponieważ nie może ich uzyskać w codzienności życiowych zmagań, zaczyna ich szukać w swoich dziełach. Kobieta grana w spektaklu przez Annę Ułas porównuje tę twórczość do bełkotu oraz zauważa wątpliwą wiarygodność autobiograficznych dzieł.[5] Dopiero w sfałszowanym pamiętniku lub dzienniku autor potrafi zaakceptować siebie – a właściwie samodzielnie wykreowaną wizję samego siebie. W Duszyczce pewne pojęcia zostały odwrócone oraz przewartościowane. W wierszu Horacego Exegi monumentum… poezja była czynnikiem zapewniającym nieśmiertelną sławę, była jej przyczyną. Obecnie przeważa chęć bycia nieśmiertelnym, zaprzeczenia śmierci oraz reguł rządzących przemijaniem – poezja staje się tej chęci pochodną. Nie jest jednak żadnym pewnikiem. R. widzi, że jest przede wszystkim człowiekiem, wraz ze swoimi biologicznymi potrzebami, lękami, chęcią zapewnienia sobie bliskości drugiego człowieka. Nie potrafi uwierzyć w siłę poezji, widząc, że życie samo w sobie jest bardzo kruche i podłe z natury.[6]

Poezja nie jest niczym ważnym. Nawet jeżeli R. osiąga zwycięstwo jako twórca, to jest świadomy jego chwilowości. Dziś jest popularny, jutro ta popularność przeminie. Kobiety, z którymi próbuje stworzyć relacje, widzą w nim jednak przede wszystkim mężczyznę i kpią z mitu wielkiego artysty. Uśmiech na twarzy budzi scena, w której Englert zapala papierosa i przy użyciu naukowej gestykulacji oraz poważnego tonu zaczyna rozprawiać o sztuce. „Trzeba przejść przez ten martwy punkt w którym twórczość artystyczna nie ma znaczenia” – mówi. Równocześnie z mową R. ukazuje się w przestrzeni scenicznej Świadek, prowadzący najmłodszą z kobiet. Uwodzi ją na oczach głównego bohatera, po czym Aktorka podsumowuje wypowiedzi R. wielokrotnie powtarzanym „pan mnie rozśmiesza”.

R. zdaje sobie sprawę z wpisanego w twórczość paradoksu. Pełen rozpaczy konstatuje: „Laury, laury, dookoła laurowe, nudne laury, a ja jestem śmiertelny!” Laur, będący symbolem potęgi poezji, poetyckiego zwycięstwa nad słabością człowieka, traci swoją wartość. To tylko przedmiot, a jego znaczenie jest umowne.

Grzegorzewski pozwala na zaistnienie w Duszyczce dyskursu o sztuce. Stawia pytanie o możliwość istnienia sztuki, jej rodowód oraz części składowe. Nawiązuje do wydarzeń, które zaowocowały napisem „smołą na przybytku sztuki sztuka to gówno”. Wnosi o nakreślenie granic między życiem a twórczością. Z jednej strony wprowadza do tej dyskusji kolejnego wybitnego artystę. Wkłada w usta R. cytat z wiersza Zakatrupiony, poświęconego pamięci Piera Paolo Pasoliniego. Kontrowersyjny twórca filmowy został brutalnie zabity w 1975 roku. Śmierć tę uznawano za dopełnienie jego twórczości, określając ją niejednokrotnie „ostatnim aktem wieńczącym spektakl życia artysty”. Pasolini często poruszał w swoich filmach wątek umierania, niejednokrotnie pisał o własnym końcu, jednak to życie dopisało resztę. Z drugiej strony Grzegorzewski opowiada się za miłością głęboko przeżywaną w nędznych hotelowych pokojach, dostrzegając w niej więcej prawdy i poezji niż w liryce, wypełnionej „dekoracjami raju, dekoracjami piekła”[7] R. to komediant, krętacki kabotyn tworzący puste frazy ujęte w poetycki ton. Stwarzane przez niego uwznioślenia to nic innego jak fałsz, obcy życiu, którego domagają się Aktorki.

Wątek nieśmiertelności wdarł się do Duszyczki również na zupełnie innym polu. W nagraniu DVD, jakie Teatr Narodowy postanowił zrealizować wkrótce po premierze spektaklu w 2004 roku, bierze udział Jerzy Grzegorzewski. Reżyser przygląda się poszczególnym Aktorkom i kreśli na murze ich portrety, estetyką przypominające rysunki Nowosielskiego. Tym sposobem kobiety zostały przeniesione do innego medium i uwiecznione w przestrzeni scenicznej. Podobnie „pośmiertne życie” otrzymał Grzegorzewski, zmarły rok po premierze spektaklu.

Twórczość rozumiana przez Różewicza/Grzegorzewskiego nie jest „pośmiertnym przedłużeniem życia”, nie może stanąć do walki z przemijaniem i słabością ludzkiej egzystencji.  Twórca w Duszyczce to człowiek niespełniony, borykający się z życiem – w niczym nie przypomina poety, któremu Horacy przypisuje szczególną rolę, bliską boskiej. Jego poezja nie ma mocy sprawczej („co było w oczach nie spełniało się w ustach słowo nie stało się ciałem”), nie zapewnia poecie ani młodości, ani nieśmiertelności. Grzegorzewski traktuje stwierdzenie „Non omnis moriar” jako wytarty frazes i raczej poddaje w wątpliwość trwałość twórczych osiągnięć, niż nadaje im uświęconą rangę. Nie wierzy w spiżowe pomniki poezji.

Ewa Uniejewska

DUSZYCZKA

Premiera: 30/01/2004
Autor: Tadeusz Różewicz
Podtytuł: na podstawie poematów „Duszyczka” i „Et in Arcadia Ego”

adaptacja sceniczna, 

reżyseria i scenografia

 

Jerzy Grzegorzewski

kostiumyBarbara Hanicka 

 

muzykaStanisław Radwan
światłoMirosław Poznański
realizacja freskówRobert Sarle 

 

RJan Englert 

 

ŚwiadekWaldemar Kownacki 

 

AktorkiAnna Chodakowska  

Beata Fudalej
Anna Gryszkówna
Anna Ułas

Magdalena Warzecha

 

kontrabasRoman Ziobro 

 


[1] Wszystkie cytaty pochodzą z nagrania spektaklu z 2004 roku.

[2] „(…) tak trudno mi się zgodzić ze zmianami jakie zaszły zachodzą w moim organizmie …”

[3] „(…) pogardzałam jak on przemieniał tamto w poezję zadziwiająca przemiana najwyższą rozkosz w najniższą
i odwrotnie…”

[4] „(…) nigdy nie zrozumiesz tej rozpaczy nienawiść do poezji właśnie ten młody wisielec w szafie ten drugi nadmierna ilość proszków nasennych …”

[5] „(…) niecierpliwość tak im się spieszy do nieśmiertelności do wieczności bali się przedwczesnej impotencji wszyscy lądują wreszcie w bełkocie odzyskują się dopiero w dziennikach i pamiętnikach jakże często fałszowanych…”

[6] „(…) nie ja nie umarłem to tylko ja więc wreszcie padło to słowo zrozumiałem słowo ulotny…”

[7] „(…) jeszcze pod ręką twoje włosy wilgoć rozchylających się warg wejście gdzie ciało spotyka się z tajemnicą życia i nieśmiertelności tej naszej biednej krótkiej ludzkiej nieśmiertelności…”

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nineteen − 2 =