Jakub Godzic: Dwa w jednym. Szczęśliwa miłość i cierpienie

2 marca 2015

O spektaklach Jolanta Piotra Czajkowskiego oraz Zamku Sinobrodego Beli Bartóka w reżyserii Mariusza Trelińskiego w Metropolitan Opera w Nowym Jorku

Jolanta/materiały prasowe

Jolanta/materiały prasowe

Każdy, kto choć raz był w operze, wie, że wieczór, który trwa krócej niż trzy godziny nie może zostać uznany za odbyty. Biedni ci twórcy, których opery były krótkie, za krótkie by wystawiać tylko jeden tytuł. Zatem mądrzy dyrektorzy, a czasem i sami kompozytorzy, wychodząc na przeciw łączyli opery w pary. I tak najsłynniejszą „operową parą” jest po dziś dzień Rycerskość wieśniacza i Pajace. Dwie krótkie opery werystyczne, czyli opisujące prawdziwe życie prostych ludzi i ich uczucia, wystawiane jednego wieczoru zrosły się tak mocno, że nie sposób wyobrazić sobie, by były nagrane osobno, a co dopiero wystawione!

 

Jednak praktyka ta jest dość powszechna. Tak właśnie postąpił Mariusz Treliński, który otrzymał propozycję wystawienia Jolanty Piotra Czajkowskiego na deskach nowojorskiej opery. I choć sam kompozytor przeznaczył tę operę do wystawiania jednego wieczoru z baletem Dziadek do orzechów, polski reżyser poszedł zupełnie innym tropem. Drugą odsłoną wieczoru został Zamek Sinobrodego Beli Bartóka.

 

Pierwsza myśl: są to opery zupełnie odmienne nie tylko treściowo, ale i stylistycznie. Jolanta to liryczna baśń muzyczna Czajkowskiego opowiadająca o niewidomej księżniczce, którą ojciec zamknął w zamku otoczonym pięknym ogrodem. W ten sposób ukrywa przed nią, że jest ślepa. Z kolei Zamek Sinobrodego opowiada o kobiecie, która porzuca rodzinę i swoje dotychczasowe życie, by związać się z tajemniczym księciem Sinobrodym, którego sekret ukryty jest za drzwiami jego zamczyska.

 

I choć każda z tych opowieści to baśń, to sprawiają one wrażenie, że nie mają ze sobą wiele wspólnego. Mimo to stają się elementami dyptyku, co ciekawsze opwiadającego interesującą historię. Połączenie tych dwu oper w jeden wieczór i spójną opowieść sprawia wrażenie zadania karkołomnego. Tym bardziej, że Amerykanin oczekuje raczej spektaklu przyjemnego, utrzymanego w baśniowym klimacie, a nawet musicalowej konwencji. Natomiast Mariusz Treliński przygotował wieczór odmienny estetycznie i intelektualnie wymagający. W jego wizji Jolanty nie ma żadnego zamku i bajkowego ogrodu, w którym niewidoma księżniczka jest chowana przed światem. Jej otoczenie stanowi mroczny las, bliższy temu z baśni braci Grimm, niż z bajek Disneya. Pośrodku tej przestrzeni stoi pokój: jasny, przytulny, jednocześnie sprawiający wrażenie klatki.

 

Druga część wieczoru przynosi jeszcze więcej zaskoczeń: nie zobaczmy gotyckiego zamczyska księcia Sinobrodego. Nie ma holu, ni siedmiu drzwi, które będą kolejno otwierane przez Judytę. Jest za to przestronna rezydencja nowego i eleganckiego Sinobrodego. Choć położona na skraju tego samego groźnego lasu, który widzieliśmy w Jolancie. Nie ma też żadnych drzwi, są za to przestrzenie willi, kreowane w sposób nie tylko klasyczny, ale i multimedialny.

 

Bo w koncepcji polskiego reżysera na pierwszy plan wysuwa się kobieta, która stanowi pomost łączący w całość te dwa odmienne światy. I dzięki temu wydaje nam się, że oglądamy różne etapy w życiu jednej bohaterki. Jolanta uwalnia się z ciemności: nie tylko tej fizycznej, którą jest ślepota, ale i niewinności. Musi skonfrontować swoje dotychczasowe wyobrażenia z nową dla niej rzeczywistością. Zaś Judyta porzuca wszystko co zna, by poddać się uczuciu, które ją zaślepia i każe jej dążyć za wszelką cenę do poznania tej drugiej osoby.

 

Wśród tej dobudowy ideologicznej można było też zobaczyć i usłyszeć genialnych śpiewaków: Anna Netrebko występowała już w tej inscenizacji Jolanty w 2009 roku. Partia niewidomej księżniczki jest jej doskonale znana, lecz dziś jej głos jest zdecydowanie silniejszy, przez co ciężko wyobrazić ją sobie w roli ślepej i wrażliwej kobiety. Efekt ten, zamierzony przez Czajkowskiego, osiąga dopiero, gdy na scenie pojawia się Piotra Beczała kreujący w tej inscenizacji rolę Vaudémonta, rycerza, który zakochuje się w Jolancie. I nie ma co ukrywać, że spektakl ten należał właśnie do niego, bo to głos polskiego barytona idealnie współgrał z liryzmem i romantyzmem muzyki Czajkowskiego. A jedna z najsłynniejszych stronic tej opery: słynny duet Jolanty i Vaudémonta dzięki tej scenicznej parze należy do najpiękniejszych tego wieczoru.

 

Równie mocną obsadę miała druga opera „Zamek Sinobrodego”. Bartók doskonale buduje w swym dziele atmosferę napięcia, wręcz klaustrofobicznego zagrożenia. Ten klimat precyzyjnie oddali Nadja Michael oraz Michaił Pietrenko. Jednak swoją osobą dominowała Niemka. Judyta w  jej wykonaniu była nie tylko hipnotyzująca, ale całą sobą zdawała się mówić o samotności, której zaczyna doświadczać jej bohaterka. Pomogły jej w tym nie tylko umiejętności aktorskie, ale i wokalne, bo jej mocny i wyraźny głos wyrażał te wszystkie różnorodne emocje.

 

 Cieszy więc sukces, jakim jest ta koprodukcja Teatru Wielkiego – Opery Narodowej i Metropolitan Opery w Nowym Jorku. Tym bardziej, że ten wieczór operowy spotkał się zarówno z uznaniem krytyków, jak i zachwycił publiczność. Efekt ten jest nie tylko wynikiem pracy polskiego reżysera, ale i doskonałych wykonawców. Oby następnym razem te dwa czynniki udało się również połączyć na warszawskiej scenie.

 

Jakub Godzic

 

 

Jolanta Piotr Czajkowski

Reżyseria: Mariusz Treliński

Dekoracje: Boris Kudlička

Kostiumy: Marek Adamski

Światło: Marc Heinz

Projekcje wideo: Bartek Macias

Obsada:

René: Ilja Bannik

Robert: Aleksiej Markow

Vaudémont: Piotr Beczała

Jolanta: Anna Netrebko

Ibn-Hakia: Elczin Azizow

Marta: Mzia Nioradze

Dyrygent: Walerij Gergijew

 

Zamek Sinobrodego Bela Bartók

Reżyseria: Mariusz Treliński

Dekoracje: Boris Kudlička

Kostiumy: Marek Adamski

Światło: Marc Heinz

Projekcje wideo: Bartek Macias

Obsada:

Judyta: Nadja Michael

Sinobrody: Michaił Pietrenko

Dyrygent: Walerij Giergijew

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eleven + eighteen =