Jakub Godzic: Hoffman jak mechaniczna lalka

16 lutego 2015

O spektaklu Opowieści Hoffmanna Offenbacha w reżyserii Bartletta Shera w Metropolitan Opera w Nowym Jorku

Les Contes d'Hoffmann/materiały prasowe

Les Contes d’Hoffmann/materiały prasowe

Jacques Offenbach to kompozytor znany głownie jako twórca operetek. Uznawany jest wręcz za ojca tego gatunku. Niemal każdy słyszał o Orfeuszu w piekle, ale już na pewno każdy zna kankana z tej operetki. Pod koniec życia napisał również operę. Choć nie wiem, czy używanie czasu przeszłego w trybie dokonanym jest wskazane. Pisał ją, już prowadził próby, wprowadzał ostatnie zmiany, które wymuszał na nim dyrektor teatru i… umarł. Premiera Opowieści Hoffmanna odbyła się w cztery miesiące po śmierci kompozytora. I choć odniosła ogromny sukces, to dzieło, które wystawiono wówczas na scenie, było zgoła czym innym od tego, czego (zapewne) oczekiwałby kompozytor. A popularność tej opery i zawiła historia jej powstawania (i wystawiania) odbija się na niej po dziś dzień. Przez lata inscenizatorzy, ale i muzykolodzy, spierali się o prawidłową kolejność nie tylko trzech aktów, z których się składa, lecz poszczególnych numerów, które bohaterowie mają lub nie wykonywać w poszczególnych częściach.

 

Opowieściach Hoffmanna jedno jest pewne: ta opera to hołd dla niemieckiego pisarza, kompozytora, prawnika i rysownika doby romantyzmu E. T. A. Hoffmanna (autora m.in. baśni O dziadku do orzechów i królu myszy), który pojawia się na scenie jako główny bohater, zaś pomiędzy prologiem a epilogiem opowiada swe miłosne przygody kolegom z norymberskiej winiarni. Wspomina o swoim uczuciu do Olimpii – mechanicznej lalki, Antonii – młodej i schorowanej dziewczyny, której zabroniono śpiewać oraz Giulietty, weneckiej kurtyzany. W każdym akcie roi się od fantastycznych przygód, lecz za każdym razem przygody Hoffmanna niweczone są przez przeciwnika. I tak, aby uzyskać jedność i zrozumieć całą historię partie złoczyńców: Lindorfa, Coppeliusa, Departutta i dra Miracla powinny być wykonywane przez jednego śpiewaka, zaś cztery miłości Hoffmanna: Stellę (pojawiającą się jedynie w prologu i epilogu), Olimpię, Antonię i Giuliettę powinna śpiewać jedna artystka.

 

Bo historie opowiadane przez Hoffmanna można odczytywać na wielu różnych płaszczyznach. I w tym cała zabawa! Dopatrzeć się tu można trzech wieków opery: lekkiej opery buffo reprezentowanej niemal przez cały akt I z Olimpią na czele; Antonia to odniesienie do opery romantycznej, a Giulietta stanowi ucieleśnienie opery sentymentalno – mieszczańskiej. Ale te opowieści to także trzy różne oblicza miłości. Według takiego klucza można odczytać Olimpię jako uczucie, które nie potrzebuje nawet realnego partnera, by serce zabiło mocniej. Z kolei historia Antonii to opowieść o miłości dojrzałej i głębokiej. Nie może ono jednak znaleźć szczęśliwego zakończenia przez chorobę i śmierć. Wówczas to załamany i rozczarowany mężczyzna zwraca się ku miłości sprzedajnej, zobrazowanej w osobie Giulietty. Dlatego każdy reżyser zabierający się do wystawienia tej opery staje przez zasadniczym pytaniem, co właściwie chce powiedzieć i jaki morał z tej opowieści chce wyciągnąć? Pewne staje się tylko przekonanie, iż nie usłyszymy lub nie zobaczymy dwu identycznych wersji Opowieści Hoffmanna.

 

Przed takim oto zadaniem stanął amerykański reżyser Bartlett Sher. Jego doświadczenie jest imponujące: współpraca m.in. z Seattle Opera, Cymbelina Szekspira w jego adaptacji była pierwszym amerykańskim spektaklem wystawianym w Royal Shakespeare Company, a i na nowojorskiej scenie przygotował już kilka realizacji, w tym dwie niezwykle udane inscenizacje Cyrulika sewilskiego oraz Hrabiego Ory. A sezon operowy 2015/2016 ma otwierać jego najnowsza inscenizacja Otella Verdiego.

 

Opowieści Hoffmanna przygotował w 2009 roku. I od tak doświadczonego w materii operowej reżysera można było wymagać czegoś błyskotliwego. Mimo iż od początku na scenie zaprezentowano czarowne obrazy: lekko oniryczne, zabarwione odrobiną grozy i niepokoju, mające w sobie coś z Kafki, Felliniego, a nawet malarstwa René Magritte’a, zagłębiając się w fabułę, coś zgrzytało. Wrażenia nie poprawił precyzyjnie poruszający się chór i liczni statyści, gdzie każdy nie tylko wie co ma robić, ale wywiązuje się z tego zadania doskonale. Irytacja narastała, i odczucie to było coraz mocniejsze, gdy z każdym kolejnym aktem uświadamiałem sobie, że poza zaprezentowaniem mi pięknych scen, reżyser nie ma mi nic więcej do powiedzenia. W odnalezieniu czegoś więcej nie pomogli również soliści: Erin Morley w partii Olimpii była wręcz drętwa, Christine Rice jako Giulietta była jedynie poprawna, zaś Hibla Gerzmawa w podwójnej roli Stelli i Antonii, choć doskonała technicznie, nieco zbyt egzaltowana w wyrazie. Można zapytać się, jak w takim towarzystwie odnalazł się Hoffmann? Vittorio Grigolo, jeden z najpopularniejszych obecnie włoskich tenorów, zaproponował dość męczącą interpretację tej partii, stawiając raczej na pokaz własnego kunsztu i wirtuozerii, sprawiając momentami wrażenie, jakby zapominał, że na scenie jest ktoś inny niż on. Ale wspomnieć należy jeszcze dwie ważne postaci dramatu: Kate Lindsey wcielająca się w tej inscenizacji zarówno w Nicklaussa, jak i w Muzę Hoffmanna zaprezentowała nie tylko swój elegancki głos, ale sprawiła, że błyszczał on przez cały wieczór. W czterech złoczyńców – przeciwników Hoffmanna wcielił się Thomas Hampson, niezwykle popularny i uznany baryton debiutujący w tej partii, który równie przekonywująco wypadł aktorsko jak wokalnie, nadając każdej ze swych postaci zindywidualizowany rys.

 

Jednak jest jedna rzecz, która udała się reżyserowi: tak skompilował epilog, by Muza ustami Kate Lindsey wyśpiewująca na końcu morał: Mężczyzna istnieć przestał, odrodzisz się poetą, sławiąc przy tym potęgę miłości, ale i przelanych łezórych powstają najpiękniejsze pieśni. I gdyby nie ten fragment, uznałbym ten wieczór za naprawdę zmarnowany.

 

Jakub Godzic

Reżyseria: Bartlett Sher
Dekoracje: Michael Yeargan
Kostiumy: Catherine Zuber
Światło: James F. Ingalls
Choreografia: Dou Dou Huang

 

Obsada

Hoffmann: Vitorio Grigolo

Nicklausse / Muza: Kate Lindsey

Lindorf / Coppelius / Dr Moracle / Dapertutto: Thomas Hampson

Olympia: Erin Morley

Antonia / Stella: Hibla Gerzmawa

Giulietta: Christin Rice

Dyrygent: Yves Abel

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 × five =