Jakub Godzic: Polubić Wagnera

5 stycznia 2015

Śpiewakach norymberskich w reżyserii Otto Schenka z Metropolitan Opera w Nowym Jorku

Śpiewacy norymberscy/fot. Ken Howard

Śpiewacy norymberscy/fot. Ken Howard

Miłośników opery można podzielić na dwie kategorie: tych, którzy jeżdżą do Salzburga oraz tych jeżdżących do Bayreuth, czytaj: albo jesteś miłośnikiem opery, albo Wagnera. Bo to właśnie Richard Wagner należy do tych kompozytorów w dziejach muzyki, którzy nawet dziś wzbudzają sprzeczne uczucia. Należy mu jednak przyznać, że jako jedyny kompozytor w historii opery stworzył zwartą i spójną wizję własnych dzieł.

 

Jednak Śpiewacy norymberscy to nietypowa opera dla tego kompozytora. Dlaczego? Bo to komedia. Nie znajdziemy w niej mitycznych opowieści, bogów, herosów, ani świata nadprzyrodzonego. Akcja jest plastycznie realna. Zaś sama opera opowiada prostą historię śpiewaka, który pragnie zdobyć uczucie młodej kobiety. Aby osiągnąć cel musi wygrać konkurs wokalny. Mnóstwo w tym tytule typowych sytuacji operowych: scena w kościele, komedia pomyłek, serenada z przeszkodami, bijatyka, pochód, taniec i wiejska zabawa. Poza nielicznymi wyjątkami znajdziemy w niej wszystko, co typowe dla Wagnera, bo nie wraca on w tym tytule do dawnych „grzechów” opery, które tak pieczołowicie negował.

 

Z drugiej strony Śpiewaków norymberskich można też określić jako dzieło monumentalne, bo dokładnie taka jest inscenizacja z Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Otto Schenk przygotował ją dla sceny MET w 1993 roku. I od chwili, gdy kurtyna idzie w górę, naszym oczom ukazuje się XVI wieczna Norymberga, która została wykreowana dla nowojorskiego widza. Obraz jest niesamowicie prawdziwy, czasami wręcz cukierkowy. Mimo całego bogactwa, trochę w stylu Disneya, trochę w duchu Neuschwanstein, całość nie dominuje i nie zakłóca odbioru muzyki, bo reżyser z szacunkiem podszedł całego utworu.

 

Lecz Śpiewacy norymberscy z Met zaoferowali także doskonałą obsadę! Stojący za pulpitem dyrygenckim James Lewine wykreował spektakl, który w każdej minucie sześciogodzinnego widowiska muzycznie był głęboki i sensualny. Znajdujący się pod jego batutą soliści musieli być równie mistrzowscy.  Obdarzony wielkim głosem, tenor Johan Botha był wymarzonym Waltherem. Annette Dasch lśniła na scenie, a jej głos idealnie pasował do roli pięknej Ewy. Bas Hans-Peter König, jako jej ojciec, był bardzo dobry. Jednak w tej całej plejadzie gwiazd najmocniej jaśniał Michael Volle. Tego wieczoru zaprezentował widzom niebywale dramatyczną interpretację roli szewca Hansa Sachsa. Każda jego nuta była wręcz nieprzyzwoicie bogata w niuanse.

 

Zawsze uważałem, że klasyczna inscenizacja to dobry pomysł na rozpoczęcie przygody z operą. I choć odczułem ulgę, gdy po sześciu godzinach wyszedłem z widowni, to po obejrzeniu tego spektaklu naszła mnie ochota, by w nadchodzącym roku wybrać się do Bayeruth!

 

Jakub Godzic

 

Reżyseria: Otto Schenk
Dekoracje: Günther Schneider-Siemssen
Kostiumy: Rolf Langenfass
Światło: Gil Wechsler
Choreografia: Carmen de Lavallade

Przygotowanie chóru: Donald Palumbo

Obsada:

Hans Sach: Michael Volle

Veit Pogner: Hans-Peter König

Walter von Stolzing: Johan Botha

Sixtus Beckmesser: Johannes Martin Kränzle

Eva: Annette Dasch

Dyrygent: James Levine

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 − 8 =