Jakub Godzic: Szukajcie, a znajdziecie

23 kwietnia 2017

O spektaklu Turek we Włoszech Gioachina Rossiniego w reżyserii Christophera Aldena z Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie

Turek we Włoszech/fot. Krzysztof Bieliński

Turek we Włoszech/fot. Krzysztof Bieliński

Kiedy myślimy o twórczości Rossiniego, od razu przychodzą nam do głowy takie tytuły, jak Cyrulik sewilski, Włoszka w Algierze czy Wilhelm Tell. Opera Turek we Włoszech należy do tych znanych ludziom uznającym się za koneserów dzieł kompozytora z Pesaro. Tę ekskluzywność zaczyna się rozumieć już przy zawiłym libretto. Młoda i uwodzicielska Fiorilla ma starego męża i zmaga się z problemem dochowania mu wierności. Wprawdzie ma kochanka, ale i ten już ją nudzi. Gdy tylko przybywa bogaty Turek, Selim, kochanek też popada w niełaskę. Obydwoje okazują sobie wzajemne zainteresowanie. W efekcie następuje cały ciąg rozmaitych perypetii, zwłaszcza że trzej rywale o serce pięknej Włoszki ciągle wchodzą sobie w drogę. Pikanterii sprawie dodaje pojawienie się dawnej ukochanej Turka, Zaidy, która staje się rywalką Fiorilli. Jest jeszcze obserwator tych zdarzeń, poeta Prosdocimo, który cieszy się z zaistniałej sytuacji, bo… znalazł temat do własnej sztuki.

Wystawiając Turka we Włoszech łatwo zboczyć na ścieżkę trywialności. Jakby nie patrzeć, w tej operze roi się od kiczu: Neapol, Turek pragnący znaleźć żonę, Cyganie, no i karnawał – feeria barw, dużo egzotyki, a do tego Rossini i Romani sprawili, ze niemal każda scena skrzy się dowcipem. Właśnie tak w ubiegłym sezonie wystawiono Turka we Włoszech w Krakowie, gdzie ani jedna zabawna scena nie mogła być pominięta. Jaki był efekt? Daleki od oczekiwanego.

W najnowszej, warszawskiej inscenizacji pomysł jest zupełnie inny. Nim kurtyna pójdzie w górę, widzimy jednego z bohaterów – autora, reżysera? Jak się rychło okazuje – w kryzysie. Po podniesieniu kurtyny obserwujemy już salę prób teatralnych, w której wszyscy bacznie przyglądają się reżyserowi. Ze sceny da się wyczuć nerwowe oczekiwanie, bo nikt nie wie, co robić, a akcja rozgrywa się w trakcie przygotowań do nowego spektaklu.

Turek we Włoszech/fot. Krzysztof Bieliński

Turek we Włoszech/fot. Krzysztof Bieliński

Można dopatrywać się wpływów Felliniego, szczególnie filmu Osiem i pół. Można pomyśleć, że reżyser Christopher Alden zwrócił uwagę na podobieństwo libretta opery do sztuki Pirandelli Sześć postaci scenicznych w poszukiwaniu autora. Można też zastanowić się, na ile opowiadana historia podobna jest do tej, która  towarzyszyła wystawieniu Turka we Włoszech w latach 50. XX wieku z udziałem Marii Callas. Można. Otrzymujemy jednak pewną ciekawą zabawę formą: oto teatr w teatrze, gdzie rzeczywistość przeplata się z fikcją. Nie wiadomo do końca, czy fabuła tworzy się na bieżąco, czy wszystko dzieje się po prostu samo z siebie, a autor jest jedynie obserwatorem, który przelewa przebieg wszystkich wydarzeń na papier. Pewne jest, że środek ciężkości został przeniesiony na poetę-reżysera Prosdocimo, który nieustannie teatralizuje rzeczywistość. Czy to poprzez przenoszenie obserwowanych wydarzeń do swojej sztuki, czy też podsuwanie uczestnikom intrygi korzystnych, z dramatycznego punktu widzenia, rozwiązań. Całość ma ostatecznie lekko absurdalny, choć nadal ciekawy charakter. Oglądając ten spektakl ma się wrażenie, że reżyser nie poszedł na łatwiznę, ale znalazł pewien nowy, oryginalny klucz do odczytania tej opery. A kostium, który jej wykreował, nie jest przypadkowy, ale rzetelnie przemyślany.

Na warszawskiej scenie solidne jest też przygotowanie Turka we Włoszech od strony muzycznej. Prawdą jest, że w tym spektaklu występowało wiele gwiazd. Sześciu solistów wypadło naprawdę dobrze, choć szczególnie jasno tego wieczoru błyszczała w piekielnie trudnej partii Fiorilli Edyta Piasecka. Intrygujący okazał się Łukasz Goliński w roli Selima, a najmilszym zaskoczeniem był młody adept Akademii Operowej przy Teatrze Wielkim – Przemysław Baiński. Tego wieczoru nie zawiodła również orkiestra pod batutą Andriya Yurkevycha, nadając muzyce Rossiniego ten szalony i radosny klimat.

Jakub Godzic

Gioachino Rossini

Turek we Włoszech

Premiera: 17 marca 2017 r. w Warszawie

Reżyseria: Christopher Alden

Scenografia: Andrew Lieberman

Dyrygent: Andriy Yurkevych

Kostiumy: Kaye Voyce

Ruch sceniczny: Anna Maria Bruzzese

Reżyseria światła: Adam Silverman

Przygotowanie chóru: Mirosław Janowski

 

Obsada:

Selim – Łukasz Goliński

Fiorilla – Edyta Piasecka

Don Geronio – Tiziano Bracci

Don Narcizo – Pavel Kolgatin

Prosdocimo – Gulio Mastrototaro

Zaida – Anna Bernacka

Albazar – Przemysław Baiński

Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 − 1 =