Jan Karow: Cienie współczesnych kobiet

5 października 2014

O spektaklu Cienie. Eurydyka mówi: w reżyserii Mai Kleczewskiej, w koprodukcji Teatru Imka z Warszawy, Teatru Polskiego z Bydgoszczy i Teatru Muzycznego Capitol z Wrocławia podczas 13. Festiwalu Prapremier

Cienie. Eurydyka mówi: /fot. M. Hueckel

Cienie. Eurydyka mówi: /fot. M. Hueckel

 

„Nie! Nie! Nie!, Nie! to Nie! / Mówię Nie!, gdy myślę Nie!”. Tak śpiewa Katarzyna Nosowska w piosence zespołu Hey. Tyle negacji w zaledwie dwóch wersach. Zgody nie ma też w spektaklu Mai Kleczewskiej, w którym można usłyszeć dokładnie te słowa z utworu [sic!] w wykonaniu samej wokalistki. W jednym z wywiadów reżyserka stwierdza, że jej zdaniem Jelinek na stare lata traci pazur. Jeśli tak jest, to wszystko się zgadza – Eurydyka nie krzyczy, Eurydyka mówi. Przede wszystkim do kobiet.

 

Austriacka laureatka Nagrody Nobla jest kojarzona przede wszystkim z poglądami feministycznymi. Jeśli, idąc tropem reżyserki, traci ostatnio trochę ze swojego radykalizmu, to wydaje się, że w tym spektaklu widać, dlaczego tak się stało – kobiety zmarnowały większość możliwości, które wywalczyły przez ostatnich kilka dekad. Scenografia Katarzyny Borkowskiej jest odbiciem świata, który jest ich dziełem. Zamknięte w niedużym, wyłożonym lustrami pomieszczeniu mogą dzięki zdobyczom kilku pokoleń swoich poprzedniczek zajmować się tym, na co mają ochotę. Na przykład mogą się odchudzać. Oczywiście radykalnie – zamykając się w worku foliowym i nie jedząc nic przez trzynaście dni. Mogą być psychofanką gwiazdora (na zwykłe fanki już nikt nie zwraca uwagi), jego ukrywaną przed światem narzeczoną i rozmawiać z nim tylko poprzez SMS-y. Mogą być też blogerką modową. Radykalną, jakżeby inaczej, która z nieśmiałej dziewczyny, miłośniczki Gwiezdnych Wojen, tworzy kipiącego seksualnością wampa. Chwilę przed przemianą szepcze ona: „Bo ja chciałabym poczuć… moc”. To właśnie Eurydyka. Jest pełna pożądania, ale nie chce namiętności. Nie, ona żąda uwagi, oklasków, uwielbienia. W obcisłym złotym stroju porywa za sobą niewielki tłum. Nie potrzebuje do tego wielkich słów, nie byłaby do nich zdolna. Ale również jej wielbiciele nie są zbyt lotni. Niemal wszystkie postaci są po prostu błyszczące, głupie i puste, jak towary na wystawie sklepowej. Czy czekają na Orfeusza?

 

Nie, nie ma tutaj dla niego miejsca, poza tym jego współczesna wersja pewnie nawet by się nie obejrzała za taką „gwiazdką”. W tym miejscami bardzo głośnym festiwalu konsumpcji i zepsucia trafia się kilka chwil uspokojenia, kiedy gorzkie słowa mają szansę wybrzmieć z pełną mocą. To niewątpliwie piosenki Nosowskiej, która sama, ze swoją charakterystyczną sceniczną obecnością, niejako każe publiczności wsłuchać się w tekst. Jedną z nich także jest monolog tytułowej bohaterki w wykonaniu Karoliny Adamczyk. Po symbolicznej śmierci wychodzi ona z białego foliowego worka. Jest naga. Wszystko zostało jej odebrane. W tle słychać stonowany głos samej Jelinek, ich wypowiedzi zapewne się dublują. W tym przejmującym i celnie skonstruowanym wyznaniu mocno wybrzmiewa opozycja natura – kultura. Pozbawiona całej otoczki, nie potrafi już być z sobą samą. Ten najbardziej podstawowy kontakt ze światem został zerwany.

 

Najbardziej świadomy beznadziei okazuje się klaun (Michał Czachor), który jednak ze śmiechem nie ma wiele wspólnego. Nawet z zewnątrz jego kolory są przygaszone, wypowiedzi natomiast pełne melancholii. Nie potrafi porozumieć się z grupą dziewczynek, próba wspólnej zabawy kończy się fiaskiem. Nie ma posłuchu nawet wśród dzieci. W monologu, będącym jednym z ostatnich akcentów spektaklu, sam mówi, że nie przystaje do tego świata, więc i tak można go upchnąć byle gdzie.

 

Beztroska jazda na łyżwach wszystkich postaci przeistacza się w chocholi taniec. Istnieją jedynie jako cienie. Ta gorzka diagnoza zyskuje na sile, gdy światła powoli przygasają i, podobnie jak na początku, cała widownia widzi swoje odbicie. Być może w tej zamkniętej przestrzeni, z której chwilami nie wydobywał się żaden odgłos, ukazał się tylko jakiś zły zen. Albo to wcale nie postaci były przedmiotem tego przedstawienia…

 

Jan Karow

 

Elfriede Jelinek, Cienie. Eurydyka mówi: (Schatten [Eurydike Sagt], tłumaczenie: Karolina Bikont

reżyseria: Maja Kleczewska

scenografia: Katarzyna Borkowska

kostiumy: Konrad Parol

muzyka: Paweł Krawczyk

teksty piosenek: Katarzyna Nosowska / Elfriede Jelinek

dramaturgia: Łukasz Chotkowski

obsada: Katarzyna Nosowska, Karolina Adamczyk, Michał Czachor, Joanna Drozda, Aleksandra Pisula, Maciej Pesta, Piotr Stramowski, Małgorzata Witkowska, Julia Wyszyńska, głos Elfriede Jelinek

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eighteen + 15 =