Jan Karow: Miłość nad mrowiskiem

10 marca 2015

O spektaklu Romeo i Mrówka w reżyserii Laury Słabińskiej w Teatrze Baj Pomorski w Toruniu

Romeo i Mrowka/fot.Piotr Frackiewicz

Romeo i Mrowka/fot.Piotr Frackiewicz

Powtarza się przy rozmaitych okazjach, że miłość jest ślepa. Coś musi być na rzeczy, szczególnie, jeśli uczucie to rodzi się między ogniwami jednego łańcucha pokarmowego. Tak właśnie dzieje się w napisanej na zamówienie Teatru Baj Pomorski sztuce Marty Guśniowskiej Romeo i Mrówka, której prapremierową inscenizację przygotowała Laura Słabińska.

 

To trzeci dramat tej autorki (po Pod-GrzybkuWężu) na toruńskiej scenie, choć Baśń o rycerzu bez konia, jeden z cieszących się największą popularnością jej tekstów, co bardziej dociekliwi widzowie mieli niedawno okazję zobaczyć w ramach sekcji teatralnej przeglądu twórczości amatorskiej „Katar”. Istotny fragment jej twórczości stanowią teksty inspirowane, jak na przykład O Pryszczycerzu i królewnie Pięknotce oraz adaptacje popularnych baśni, jak Calineczka, Królewna Śnieżka czy Czerwony Kapturek. W tym przypadku również nietrudno jest wskazać źródło, z którego korzystała. Jednakowoż tym razem, zamiast przetworzenia kolejnego motywu baśniowego, autorka postanowiła uszczknąć kawałek z wyjątkowej historii miłosnej, jaką są losy Romea i Julii. Tragiczne dzieje pary kochanków, którzy padają ofiarą zbudowanej na nienawiści bariery, dzielącej zwaśnione rody Capuletich i Monteccich, została tutaj w zabawny sposób przekuta na opowieść o miłości Mrówki (przez większość spektaklu obecna jedynie głosem Marta Parfieniuk-Białowicz) i Mrówkojada (Jacek Pysiak). Niemożność spełnienia, która u Shakespeare’a wynikała z ludzkiej niechęci, tutaj ma korzenie w prawach przyrody. Najprostsze rozwiązanie, jakim mogłoby być zjedzenie przy okazji pierwszego spotkania, nie dochodzi jednak do skutku, gdyż tytułowy bohater jest… niewidomy i nie jest w stanie rozpoznać, od kogo dobiega głos, którym się zauroczył. Można by całkiem słusznie pomyśleć: miłość od pierwszego usłyszenia. Szybka decyzja o przejściu na wegetarianizm okazuje się niestety krótkotrwałym rozwiązaniem, ponieważ trzeba przedstawić się nawzajem rodzicom… Okażą się oni wobec takiego związku konserwatystami – Mama Mrówkojada będzie chciała zjeść narzeczoną, zaś Królowa wraz z resztą mieszkańców mrowiska na widok potencjalnego zięcia rzuci się do ucieczki. Nie zrazi to jednak zakochanych – będą wytrwale szukać takiej ścieżki, która doprowadzi ich do szczęśliwego zakończenia. Nie liczy się mianowicie to, kto kogo powinien zjeść, lecz to, jak ważne jest bycie razem na przekór wszelkim przeciwnościom.

 

Ta tylko pozornie błaha historia została w bardzo sprawny sposób „wyczarowana” na scenie, co w tym przypadku należy rozumieć dosłownie, gdyż budowa spektaklu jest szkatułkowa. Rozpoczyna się on trwającym kwadrans pokazem iluzjonistycznym, podczas którego Magik (Andrzej Korkuz) prezentuje rozmaite sztuczki, jak magiczne stwarzanie przedmiotów, przecinanie na pół zamkniętych w skrzyni ludzi czy znikanie widzów w szafie. To właśnie „przypadkowe” osoby z widowni (niech ten drobny sekret pozostanie tajemnicą realizatorów) w wyniku magicznych zabiegów prestidigitatora przeistaczają się w sceniczne postaci – świat zostaje stworzony przez czary, zaś Magik staje się od tej chwili Narratorem. Wraz ze swoim Asystentem K. (wyrazisty Krzysztof Grzęda), pozostanie on widoczny dla Mrówkojada Romea, Mrówki Mrówkojadki i innych bohaterów (bowiem niewielki zespół sprawnie stwarza całkiem pokaźną ilość postaci), będąc jednocześnie aktywnym uczestnikiem kolejnych perypetii. Nie zmieni to jednak faktu, że magia do końca pozostanie istotnym elementem, zarówno poprzez wprowadzenie postaci Wiedźmy i Czarodzieja, jak i kilkakrotnie uruchamianą teatralną maszynerię pojawiania się i znikania.

 

Poza szkatułkową konstrukcją fabuły, uwagę przykuwa także scenografia Anety Tulisz-Skórzyńskiej. Poza drobnym (przez dwa niewielkie kaktusy) zasugerowaniem miejsca wydarzeń w Meksyku (czego przyczyna pozostaje zagadką), składa się ona z elementów przywołujących na myśl gry losowe: drzwi to karta z talii, pudełka i skrzynki to klocki domina i kości do gry, zaś tło sceny, które jest rysunkowym przekrojem mrowiska, przypomina grę planszową. Czyżby w miłości, podobnie jak w hazardzie, poza pewną dozą magii, potrzebny jest też od czasu do czasu łut szczęścia (i może odrobina ryzyka)?

 

Romeo i Mrówka ukazuje zmysł teatralny Marty Guśniowskiej, która będąc dramaturżką Białostockiego Teatru Lalek, ma wprawę w przygotowywaniu tekstów pod możliwości konkretnego zespołu, co jasno widać również w tej realizacji. Obok Maliny Prześlugi to obecnie najbardziej rozchwytywana autorka sztuk dla młodszej widowni, tworząca wielopoziomowe teksty, w których coś ciekawego odnajdują również dorośli. Warto by jednak powtórzyć wątpliwości Haliny Waszkiel (Lekarstwo na zło, „Teatr” nr 11/2011) i zastanowić, czy nie można było się spotkać z jednym z napisanych już przez autorkę dramatów, spośród których wiele nie doczekało się jeszcze ani oficjalnej publikacji, ani scenicznej realizacji. Nie zmienia to jednak kwestii kluczowej, czyli jakości spektaklu. Laura Słabińska umiejętnie i twórczo zespoiła ze sobą teatr lalek, cieni (wykorzystany do świata mrówek) i żywego planu, co pozwoliło stworzyć momenty pełne teatralnej magii i przypomnieć o wielu rozwiązaniach, do których niepotrzebne są projekcje (choć i one pojawiły się w finale) i inne, niejednokrotnie nadużywane technologie.

 

Jan Karow

 

Marta Guśniowska, Romeo i Mrówka

 

Reżyseria: Laura Słabińska

Scenografia: Aneta Tulisz-Skórzyńska

Muzyka: Marek Papaj

Konsultacje iluzjonistyczne: Marcin Połoniewicz (Pan Ząbek)

 

Obsada:

Magik-Narrator, Czarodziej (a także: Koń, Świnia, Kura) – Andrzej Korkuz

Asystent K., Pani Mrówkojadowa – Krzysztof Grzęda

Sprzątaczka, Mrówka Królowa, Wiedźma, Mrówki (cieniowe), Mrówki (Sycylijki), Mrówkojadka – Barbara Rogalska

Mrówkojad – Jacek Pysiak

Mrówka, Mega Mrówka, Mrówki (cieniowe) – Marta Parfieniuk-Białowicz

3 przypadkowe osoby z widowni

 

Prapremiera: 1. marca 2015 r.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 × three =