Jan Karow: Młodzi online

4 lutego 2015

O spektaklu Cyber Cyrano w reżyserii Uli Kijak w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu

 

Cyber Cyrano/ fot. Wojtek Szabelski

Cyber Cyrano/ fot. Wojtek Szabelski

Od 2004 roku Komisja Europejska ogłasza Dzień Bezpiecznego Internetu, który w tym roku obchodzony będzie 10. lutego.  „Ma [on] na celu inicjowanie i propagowanie działań na rzecz bezpiecznego dostępu dzieci i młodzieży do zasobów internetowych”. Wśród czyhających w sieci zagrożeń najczęściej wymienia się cyberprzemoc, łatwość tworzenia fałszywych profili i nadużywanie prowadzące do uzależnienia. Pisząc swój dramat pięć lat temu, István Tasnádi chciał pokazać pewne ekstremum jako przestrogę – okazuje się, że rzeczywistość błyskawicznie się do niego zbliżyła.

 

Ula Kijak twierdzi, że Internet jest obecnie czymś tak oczywistym, że praktycznie przezroczystym. Wchłania (właściwie już to zrobił) kolejne media; pod wieloma postaciami przenoszą się do niego także codzienne kontakty międzyludzkie. Mnie początki kontynuacji rozmów ze szkolnych korytarzy w sieci kojarzą się z czasami odchodzącego chyba w zapomnienie Gadu-Gadu, kiedy to siadało się wieczorem przy komputerze (oczywiście stacjonarnym), zaznaczało swoją „dostępność”, a każdą konieczność oddalenia się na chwilę od klawiatury sygnalizowało chmurką i odczytywanym przez wszystkich skrótem „zw”. Takie uwiązanie wydaje się dziś niewyobrażalne – teraz króluje nieskrępowana mobilność: niemal każdy ma przy sobie (często niejednego) smartphone’a i w dowolnej chwili może strzelić fotkę, sprawdzić maila czy najnowsze aktualności na Facebooku albo coś szybko wygooglować. Właśnie w tej wirtualnej przestrzeni rozgrywają się najbardziej intensywne relacje między Zsuzsi, Henri i Matim – trójką pełnych emocji gimnazjalistów. Jak pokazać na scenie ich cyfrowy świat? Dominika Skaza (scenografia) i Emanuela Osowska (przemyślane i konsekwentne w kształcie projekcje video) przygotowały biurowe krzesła i trzy duże ekrany, na których wyświetlały się okienka rozmów, rozmaitych aplikacji, filmików i przeglądanych na granicy percepcji stron www, wiernie oddając współczesne przyzwyczajenie do surfowania wśród mnogości zakładek i kart. Otaczały (przytłaczały?) one bohaterów, dla widzów zaś będąc medium, dzięki któremu mogli uczestniczyć w rozmowach na chacie pomiędzy postaciami, chwilami wręcz ignorując to, co się działo na scenie.

 

To z jednej strony znaczące, że istotna część relacji rozgrywała się w dużej mierze bezpośrednio w projekcjach (na przykład Henri poznaje Viktora w scenie, w której ona wdzięczy się przed ekranem, opowiadając o tym, jak jej się podoba, podczas gdy jego odpowiedzi są wyświetlane i dublowane przez głos z offu), ale równocześnie niebezpieczne. Dynamiczna cyberprzestrzeń uwodzi, okazując się atrakcyjniejsza nie tylko dla postaci, ale także dla widzów. Mimo wykreowania naprawdę wyrazistych postaci przez tercet Bednarz-Sobiesiak-Raniszewski, chwilami trudno było się przejąć rozterkami sercowymi nastolatków, które wypadały po prostu blado w zestawieniu z wartkością wydarzeń w – nazwijmy je na potrzebę chwili – scenach internetowych. Bezpośrednie rozmowy (które mogły sprawiać wrażenie kluczowych) między przyjaciółkami czy poszczególnymi dziewczynami a Matim, toczyły się przy cichej muzyce, na czarnym tle wyłączonych ekranów. Tylko tyle. To dość zastanawiające, gdyż manipulacje w świecie wirtualnym odciskają ostatecznie swoje piętno na bohaterach jednak w realu („Dręczenie też jest pewną formą zainteresowania”). Może wyjściem z sytuacji byłoby minimalne ujednolicenie rytmu całości, co zmniejszyłoby kontrast między równoległymi rzeczywistościami. Przecież jednym z celów było pokazanie zacierającej się granicy między tymi światami, nie zaś uwypuklenie jej.

Skłonienie się ku większemu dynamizmowi, czasem nawet kosztem jasności przekazu, nie przeszkadzałaby też na pewno młodszej części widowni, ponieważ, jak twierdzą realizatorzy, spektakl nie tylko opowiada inspirowaną autentycznymi wydarzeniami historię o nastolatkach, ale także do nich jest skierowany. Być może to właśnie oni są docelowymi odbiorcami krótkiego DJ set-u w wykonaniu Moiry (Matylda Podfilipska) i luzaka Viktora (Łukasz Ignasiński) – postaci, które do końca akcji będą pojawiać się na innych prawach od trójki głównych bohaterów, dopasowując się do ich marzeń. Aktorzy wkroczyli na scenę spowici w mroku, wyposażeni w konsolety, którymi gotowi byliby rozkręcić każdą imprezę. Niestety, początkowe wrażenie po chwili prysło i mimo szkoleniowego wsparcia ze strony DJ Funktiona (toruńskiego mistrza świata International DJ Association z 2013 roku), nie byłem w stanie docenić ich muzycznych wysiłków.

 

Jako ciekawostkę warto wspomnieć inicjatywę wyjścia ze sceny do Internetu, jaką są profile bohaterów spektaklu na Facebooku. Administrowanie ich jest zadaniem występujących w przedstawieniu aktorów – wszyscy zainteresowani mogą dodać ich do znajomych, „lajkować” ich posty, czy po prostu śledzić ich tablice. Jak się okazało, fikcyjne postaci pochodzące z węgierskiej sztuki, na podstawie której wystawiany jest w Toruniu spektakl potrzebowały zaledwie kilku dni, żeby każde z nich uzbierało po kilkudziesięciu znajomych. To dopiero skłania do refleksji.

 

Trendy w przestrzeni wirtualnej zmieniają się niezwykle szybko, wręcz błyskawicznie. Jednak István Tasnádi pokazał, że potrafi zbudować na tyle wyraziste postaci, które wytrzymują próbę pędzącej dookoła nich cyfrowej rzeczywistości, potwierdzając dobrą opinię na temat współczesnej dramaturgii węgierskiej. Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje natomiast, jak długo zmieniającym modom będzie w stanie się oprzeć kształt toruńskiego spektaklu. Niemniej, spotkanie z twórcami zakończyło się wspólnym zdjęciem młodych widzów i zespołu – zapewne trafiło ono po kilku sekundach na Instagrama, zostało udostępnione z kilkoma hasztagami na Facebooku (i może Tweeterze), gdzie po chwili doczekało się kilku polubień i komentarzy. A wszystko to pewnie nim zdążyłem odebrać kurtkę z szatni.

 

Jan Karow

 

István Tasnádi, Cyber Cyrano, przekład: Jolanta Jarmołowicz, Sylwia Bogdańska

 

Reżyseria: Ula Kijak

Scenografia: Dominika Skaza

Muzyka: Maria Rumińska

Projekcje video: Emanuela Osowska

Tekst slamu: Kora Gałązka

Konsultacje didżejskie: Juliusz Pacek (DJ Funktion)

 

Obsada:

Zsuzsi – Julia Sobiesiak

Mati – Maciej Raniszewski

Henri – Aleksandra Bednarz

Viktor – Łukasz Ignasiński

Moira – Matylda Podfilipska

 

Prapremiera polska na Scenie za Zapleczu: 17. stycznia 2015 r.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two + 9 =