Jan Karow: W odmętach pamięci

30 września 2015

O spektaklu Сварка (swarka) w reżyserii Katarzyny Szyngiery w Teatrze Polskim w Bydgoszczy

Swarka/fot. Bartosz Bajerski

Swarka/fot. Bartosz Bajerski

Naocznych świadków wydarzeń, które miały miejsce w 1943 roku na Wołyniu i w Galicji Południowo-Wschodniej, pozostało niewielu. Twórcy spektaklu Сварка (swarka) zdążyli być może w ostatniej chwili, by wziąć w nawias politykę historyczną uprawianą zarówno przez polską, jak i ukraińską stronę i oddać głos właśnie im. Wobec wielu prawd podstawowym pytaniem stało się nie tyle, co pamiętamy, ale jak działa pamięć.

 

Katarzyna Szyngiera i Mirosław Wlekły pewnie nie spotkaliby się na polu zawodowym. Jednak za sprawą Agaty Siwiak, kuratorki prowadzonego w bydgoskim teatrze projektu Interwencje, reżyserka i reporter wyruszyli na spotkania z ludźmi, którzy mogliby im opowiedzieć o tym, co zaszło między Polakami i Ukraińcami ponad siedemdziesiąt lat temu. Zebrane świadectwa najpierw złożyły się na reportaż (Rzeź wołyńska albo wołyńska tragedia. Dlaczego się zabijali?, „Duży Format”, 9. lipca 2015 r.), by później stać się bazą do powstania spektaklu. To teatr faktu, który nie tyle stara się przedstawić autentyczną historię, co podważyć sens poszukiwania jednej jedynej prawdy za wszelką cenę; w zamian proponuje szukać rozwiązania w dialogu, a nie w licytacji na argumenty.

 

Nietypowa forma tekstu prasowego – to pozbawiony odautorskich komentarzy zbiór wypowiedzi uczestników wołyńskich wydarzeń, które opatrzone są jedynie imieniem i nazwiskiem, wiekiem oraz miejscem pochodzenia ich autora – znalazła swoje odbicie w scenariuszu teatralnym. Realizatorzy Swarki postanowili w możliwie jak największym stopniu zdystansować się od wydawania ocen i sądów. Poprzez dramaturgiczny kolaż zestawili ze sobą zanotowane wypowiedzi ze zgromadzonymi w toku prac materiałami prasowymi, opracowaniami naukowymi i literacką fikcją. Rozbili je na sześcioro aktorów, których obecność na scenie była konsekwentnie stonowana, pozwalając wyjść na pierwszy plan tekstowi. Ich zadaniem nie było wcielenie się w konkretne postaci, a oddanie różnych postaw, jakie są przyjmowane wobec tego tematu. Znalazł się zarówno polski sceptyk, niewinnie naiwny młody Ukrainiec, jak i nadgorliwie dociekliwa dziennikarka. Nikt nie wcielał się w role ofiar czy oprawców, akcent został przeniesiony na aktualny stosunek do tragicznych wydarzeń. Dzięki temu udało się stworzyć ciekawy trójkąt pamięć-historia-teraźniejszość i pokazać funkcjonujące w nm prawa.

 

Relacja między tu i teraz a przeszłością została dodatkowo ukazana poprzez podział sceny na dwa plany. Po lewej stronie ustawiono sześć zbudowanych z jasnego drewna katedr/ambon, przy których działali aktorzy, natomiast po prawej znajdował się ekran, na którym wyświetlano głównie nagrania z przeprowadzonych przez Szyngierę i Wlekłego wywiadów. W chwilach projekcji aktorzy stawali się takimi samymi widzami jak zgromadzeni na widowni i z uwagą słuchali staruszków. Celowo używam tego zdrobnienia, ponieważ poza wyjątkową siłą, jaką posiada zebrany materiał dokumentalny, uderzała prostota i szczerość tych ludzi. Widać było, że nawet u kresu drogi emocje związane z rokiem ’43 są nadal mocne. Emocje, bo trudno mówić po tylu latach o żywych wspomnieniach. Wiele wypowiedzi cechował bowiem chaos – czasem nie było wiadomo, czy ktoś coś właściwie widział, czy tylko słyszał o tym, opowieści urywały się. Wśród nagrań zapadło mi szczególnie w pamięć spotkanie z weteranem Ukraińskiej Powstańczej Armii, który miał problem, aby nawet przypomnieć sobie nazwę tej zbrojnej formacji oraz rozmowa dwóch babinek, z których jedna przerywała co chwilę opowieść zadając jakże znamienne pytanie: „Ale jaka przyczyna?”

 

Swarką w pigułce była scena, w której Beata Bandurska opowiadała historię o udającym ukraiński oddziale Armii Krajowej. który wkroczył do pewnej wsi na Lubelszczyźnie. Jej polsko-ukraińscy mieszkańcy byli umówieni w ten sposób, że jeśli przyszliby Polacy, to wszyscy udają Polaków, natomiast jeśli Ukraińcy, to Ukraińców. Co natomiast zrobił oddział wojskowy? Dla pewności zabił wszystkich. Michał Wanio i Izabela Warykiewicz (oboje po raz pierwszy na bydgoskiej scenie) pytali, a Bandurska powtarzała ją słowo w słowo czterokrotnie, jednak za każdym razem inaczej, wyraźną kreską uderzała w odmienne tony – pojawił się gniew, smutek, ale też rezygnacja. Cały spektakl przekonująco pokazał, jak coś, co się wydarzyło, może bardzo łatwo zmienić swoje znaczenie w czasie. Fotografia przedstawiająca rzekomo przytwierdzone przez oddział UPA do drzewa polskie dzieci wcale nie musiała być tym, co każe się o niej myśleć. Ponieważ dojść do tego, jak było naprawdę, po prostu czasem nie sposób. I z tą niemożnością Swarka każe się pogodzić.

 

Najlepszą recenzją niech pozostanie wypowiedź pewnego szczególnego starszego pana na spotkaniu z aktorami. Podczas wołyńskich wydarzeń był on jeszcze nienarodzonym dzieckiem w brzuchu swojej matki. UPA wymordowało wtedy wielu członków jego rodziny. Obawiał się, że usłyszy ze sceny głos jednostronny, oskarżający Ukraińców. Jeśli jednak ktoś tak emocjonalnie związany ze sprawą stwierdził, że obie nacje nie są bez winy i teatr potrafił to oddać, trudno mieć więcej do dodania.

 

Jan Karow

 

Mirosław Wlekły, Katarzyna Szyngiera CBAPKA (swarka)

reżyseria: Katarzyna Szyngiera

scenografia: Agata Baumgart

muzyka: Wojtek Zrałek-Kossakowski

opracowanie muzyczne: Łukasz Maciej Szymborski

video: Mikołaj Walenczykowski

inspicjent: Hanna Gruszczyńska

koordynator projektu: Magda Igielska

występują: Grzegorz Artman, Beata Bandurska, Mirosław Guzowski, Martyna Peszko, Michał Wanio, Izabela Warykiewicz

Premiera: 05.09.2015 r.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eight + fifteen =