Jan Uniejewski: W pijanym widzie mary

15 lipca 2012

Brać studencka, co charakterystyczne zwłaszcza dla jej kulturalnie i intelektualnie aktywnej części, zawsze chętna jest to dobrej zabawy i śmiechu. Szydzi ze wszystkiego, z czego tylko może, nierzadko przekraczając granice drobnomieszczańskiej poprawności. Ze szczególnym zamiłowaniem korzysta z hiperboli, ironii, groteski i patosu. Dają one bowiem szczególnie dokuczliwe i dosadne odbicie rzeczywistości, wywołując wśród publiczności niekończące się wybuchy radości, a za gardła ściskając (ze złości – rzecz jasna) tych, którzy ich nadużywają w codziennym życiu.

 

Nie bez przyczyny Teatr Wolandejski wybrał niewinną (z pozoru) bajkę Jana Brzechwy, upstrzoną przeróżnymi środkami artystycznego wyrazu i uszczypliwościami. Piętnuje ona nasze wady i wytyka słabości; pokazuje, że chęć bycia kimś innym przysłania częstokroć rzeczywiste „ja”; że – tak naprawdę – odgrywanie przybranej roli w życiu prowadzi donikąd; że taka postać jest wyłącznie śmieszna.    

 

Szaławiła, co charakterystyczne, powołuje się na rozliczne znajomości. Pod kim on nie walczył? Z kim nie biesiadował? Napoleon, Fryderyk Wielki, Władysław, Bela Węgierski, Królowa Neapolu etc. A z kim to on nie wygrał? Iluż to janczarów, Szwedów, Hiszpanów, Prusaków i innych mężów (rodem z mniej czy bardziej walecznych narodowości) poległo od jego szabli? A jakiż to darów z wdzięczności doczekał się od możnych? Ach! Wsie, córy, tytuły, ordery. Któżby się nie skusił? Aż dziw niepojęty bierze, że samemu na lichej szkapie, z giermkiem-kacapem, przyszło mu się włóczyć po świecie.

 

Tak bajdurząc sobie niezobowiązująco, doszukać się możemy w bajce Brzechwy nie tylko naigrywania się z niedociągnięć w Polaków portrecie własnym, lecz również natknąć się na przyczajone odwołania do literatury. Przykładem ich są choćby postacie giermka – Rocha (zda się, że na chwilę wypożyczonego ze służby radziwiłłowskiej) czy samego Szaławiły, który choć niewielki fizycznie, to ze wszech miar bitny (ironiczny obraz sienkiewiczowskiego Małego Rycerza?) i nadto samochwalczo-gadatliwy (Zagłoba? Dobrze, że nie chce sprzedać trzem zuchom Niderlandów!).

 

Jak się okaże na końcu, postacie widziały Szaławiłę w pijanej marze, która rozpłynie się dopiero, gdy szynkarka zechce zamknąć gospodę, a służba biorąca się za sprzątanie zostanie niczym księżna mysia wzięta w jasyr. Tak to u Lachów bywa, że podchmieleni wracają w zakamarki pamięci i widzą w niej swą domniemaną wielkość. Czar pryska następnego dnia, gdy w głowie pozostaje już tylko dziwny szum fal. I nic się nie zmienia…

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fifteen + 19 =