Julia Gładkowska: Nudny horror

24 listopada 2016

O spektaklu Frankenstein w reżyserii Bogusława Lindy

Frankenstein/materiały archiwalne

Frankenstein/materiały archiwalne

Powieść Frankenstein Mary Shelley i napisana na jej podstawie sztuka Nicka Deara zrobiły ogromną karierę. Postaci naukowca i stworzonego przez niego potwora stały się punktem wyjścia do opowiedzenia historii o wykluczeniu, odrzuceniu, zabawie w Boga oraz o etyce nauki. Spektakl Frankenstein w reżyserii Bogusława Lindy jest niestety jedynie przykładem zmarnowania szansy na stworzenie ciekawego przedstawienia.

Tym, czego spektaklowi odmówić nie można, jest niezwykła atrakcyjność wizualna, osiągnięta przede wszystkim dzięki grze świateł Katarzyny Łuszczyk i scenografii Jagny Janickiej, które wraz ze świetną muzyką Michała Lorenca tworzą nastrój grozy, niepokoju i odrealnienia. Ten potencjał marnuje się jednak za sprawą pewnego zabiegu reżyserskiego sprawiającego, że oglądanie spektaklu jest dla widza po prostu męczące. Poszczególne sceny są bardzo krótkie, a po każdej następuje wygaszenie świateł i stosunkowo długa przerwa, co przywodzi na myśl filmowe stopklatki. Na teatralnej scenie ta technika nie sprawdza się w ogóle, nie pozwala wciągnąć się w akcję i wybija z rytmu oglądania.

Sama historia Potwora i doktora Frankensteina została opowiedziana niezwykle skrótowo, bardziej w formie kilkuminutowych migawek niż spójnej akcji zachowującej ciąg przyczynowo- skutkowy. Nie ma tu emocji, pokazania rozterek bohaterów, czy pogłębienia portretu psychologicznego. Brakuje czegoś, co pozwoliłoby się z postaciami utożsamić i dałoby impuls do przeanalizowania ich zachowań i motywacji. W tekście dokonano znaczących skrótów, co sprawia, że dialogi nie „kleją się”, sceny opierają się na wymianie pojedynczych zdań.

 

Frankenstein/materiały archiwalne

Frankenstein/materiały archiwalne

Słaby literacko tekst nie daje aktorom pola do popisu. Świetni skądinąd artyści nie są w stanie zbudować napięcia, zaciekawić widza akcją. Rozczarowująca jest rola Eryka Lubosa (Potwór), który, choć próbuje tchnąć w swojego bohatera życie i emocje, nie może przeskoczyć ograniczeń tekstu. Dla kogoś, kto pamięta tego aktora na przykład ze świetnego Idioty Igora Gorzkowskiego, może czuć po Frankensteinie ogromny niedosyt jego talentu. Wojciech Zieliński (Victor Frankenstein) tworzy postać tak bezbarwną i nijaką, że niemalże niezauważalną, co jest dość zaskakujące w przypadku bohatera tytułowego sztuki. Nawet Jerzemu Radziwiłowiczowi nie udaje się stworzyć ciekawej roli, co samo w sobie przemawia na niekorzyść spektaklu.

Ostatecznie Frankenstein w Syrenie zamiast być spektaklem opowiadającym fascynującą przecież historię o naukowcu przekraczającym ludzkie ograniczenia, stał się przedstawieniem o charakterze akademii szkolnej, mówiącym w prosty sposób o wykluczeniu i odrzuceniu, niezachęcającym do żadnej pogłębionej refleksji po obejrzeniu. Nie ma tu grozy horroru, namiętności, czy wspomnianych rozterek psychologicznych. Spektakl dąży do filmowego rozmachu, jednak ciekawa oprawa wizualna to nie wszystko, potrzebna jest jeszcze treść. A jej  brakuje.

Cenię talent reżyserski Bogusława Lindy (wspomnieć wystarczy choćby dwa świetne spektakle w Teatrze Ateneum – Merlin MongołTramwaj zwany pożądaniem). Jednak tym razem nie udało mu się stworzyć świata, do którego chciałoby się wejść, podpatrywać bohaterów i zastanawiać się nad ich zachowaniem. Frankenstein to przerost formy nad treścią, spektakl pełen efektów specjalnych, piękna zasłona, za którą nie kryje się nic.

Julia Gładkowska

 

Frankenstein

Na podstawie sztuki Nicka Deara, opartej na motywach powieści Mary Shelley

Reżyseria: Bogusław Linda

Scenografia: Jagna Janicka

Reżyseria świateł: Katarzyna Łuszczyk

Muzyka: Michał Lorenc

Choreografia: Jarosław Staniek

 

Obsada:

Potwór: Eryk Lubos

De Lacey: Jerzy Radziwiłowicz

Victor Frankenstein: Wojciech Zieliński

 

W pozostałych rolach:

Katarzyna Zawadzka, Katarzyna Zielonka, Tomasz Sapryk, Dorota Gorjainow, Katarzyna Bagniewska, Bartłomiej Nowosielski, Albert Osik, Jerzy Słonka, Aleksander Sosiński, Karolina Michalik, Iwo Kozłowski, Piotr Siejka, Patryk Pietrzak

 

 

tagi: | Wersja do druku | |

Jeden komentarz do Julia Gładkowska: Nudny horror

  1. Beata Kamińska, 24 listopada 2016 o 18:57

    Już wiem czego unikać :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eighteen − five =