Julia Gładkowska: To się już nie powtórzy (?)

14 kwietnia 2017

O spektaklu Punkt Zero. Łaskawe w reżyserii Janusza Opryńskiego

z Teatru Provisorium w Lublinie pokazywanego w ramach

37. Warszawskich Spotkań Teatralnych

Punk zero. Łaskawe/materiały teatru

Punk zero. Łaskawe/materiały teatru

Wystawienie Łaskawych Jonathana Litella na scenie wydaje się zadaniem karkołomnym – jak w dwie i pół godziny przedstawić bardzo złożoną narrację, wielość miejsc i postaci, a przy tym nie zatracić emocjonalności przekazu, opisanego okrucieństwa i beznadziei wojny? Januszowi Opryńskiemu się to udaje – tworzy spektakl trudny, miejscami szokujący, pozostawiający widza bezradnego, miotającego się pośród pytań, na które nie ma odpowiedzi. Udowadnia, że wciąż jeszcze nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie skali brutalności II wojny światowej, że nie rozliczyliśmy jeszcze wszystkich win, że to wciąż świeża rana.

Punkt Zero. Łaskawe w dosadny sposób ukazuje z jednej strony historię konfliktu: wojenne zbrodnie, niewyobrażalnie chłodne kalkulacje nazistowskich działaczy, całe okrucieństwo eksterminacji, z drugiej zaś – historię jednostki, odrębnego elementu tej układanki, który wyzbywa się człowieczeństwa na rzecz okrucieństwa.

Spektakl jest nieustanną grą kontrastów, zaczynającą się już na poziomie scenografii. Jesteśmy w nieokreślonej surowej przestrzeni: stół, metalowe krzesła, barek. Z jaką łatwością krzesła przemieniają się w ściany wagonu pociągu do obozu, wejścia na scenę w drzwi do krematoriów, podłoga w mogiły; jak trudno odróżnić strzał z pistoletu od strzału tuby z konfetti. To samo dzieje się z opowiadaną historią: w jednej chwili jesteśmy na wesołym przyjęciu w biurze dowództwa SS, w następnej słuchamy wyznań ofiar, pijemy zdrowie wodza i oglądamy egzekucję, później z nadmorskiego kurortu przenosimy się do obozu, by wysłuchać szczegółowego raportu o żywieniu więźniów. Te ciągłe zmiany charakteru wypowiedzi scenicznej pozwoliły twórcom ukazać cały absurd i okrucieństwo wojny, wszechobecną hipokryzję, kompletne wyzbycie się ludzkich uczuć.

Punkt Zero. Łaskawe/materiały teatru

Punkt Zero. Łaskawe/materiały teatru

Główny bohater, Max, mistrzowsko zagrany przez Łukasza Lewandowskiego, początkowo nie wzbudza w nas żadnych uczuć. Wchodzi na scenę, grzecznie przeprasza za spóźnienie. Ubrany w garnitur, z gładko przylizanymi włosami, erudyta cytujący z pamięci starożytnych myślicieli. Potem, wraz z rozwojem akcji, zaczyna wzbudzać przerażenie i odrazę, trudno jednoznacznie powiedzieć, które z tych odczuć dominuje. Obserwujemy proces zwerbowania go do SS: Thomas (Sławomir Grzymkowski) szantażuje go ujawnieniem jego homoseksualnych praktyk, niedopuszczalnych w nazistowskich Niemczech. Śledzimy jego początkowe wątpliwości i zupełne pozbycie się ich, dowiadujemy się, że od dzieciństwa utrzymuje kazirodcze stosunki ze swoją siostrą Uną (Eliza Borowska), jest mordercą i matkobójcą. Lewandowski pozostaje w tym wszystkich demoniczny, nawet przez chwilę nie daje szansy, by jego bohater wzbudził choć odrobinę sympatii lub współczucia – jest uosobieniem wojny, zimnej i cynicznej, gdzie liczy się wygrana i nic poza tym.

Janusz Opryński niezwykle rozbudowaną powieść Jonathana Littella zawarł w skondensowanym, ale zaskakująco przejrzystym scenariuszu. Na scenie pojawia się zaledwie sześcioro aktorów – mogło by wydawać, że to bardzo mało, jednak reżyserowi udało się ich pokierować tak, by historia wybrzmiała ze sceny w pełni. Trudne zadanie aktorskie otrzymali Agata Góral i Artur Krajewski: grają ofiary, ich role to ilustracja zarówno nazistowskich zbrodni, jak i tych popełnionych przez Maxa bardziej personalnie, poza systemem – w pewnym momencie wcielają w role zamordowanych przez niego matki i ojczyma. Ten duet to symbol wszechobecnej w spektaklu przemocy, ciągłej ucieczki, niepewności i strachu o własne życie. Sławomir Grzymkowski wzbudza przestrach jako nazistowski agitator, demiurg systemu, ironiczny geniusz zła. Eliza Borkowska staje się upodloną ofiarą brata-oprawcy, Jacek Brzeziński to wojenny urzędnik, wykonawca rozkazów niedostrzegający w sobie winy. Wszyscy grają w sposób niezwykle przejmujący, wzbudzają emocje niezależnie od tego, czy stoją po stronie ofiar, czy też katów.

W końcowym monologu Max mówi, że wyciągnęliśmy wnioski i to się więcej nie powtórzy. Po chwili jednak zmienia to stwierdzenie na pytanie, z którym nas zostawia: czy wyciągnęliśmy wnioski i jesteśmy pewni, że to się nie powtórzy? Spektakl oglądałam kilka godzin po tym, jak świat obiegła wiadomość o kolejnym zamachu terrorystycznym w Europie i w tym kontekście pytanie zadane ze sceny wybrzmiało boleśnie aktualnie. Bo czy możemy mieć pewność, że TO się nie powtórzy?

Julia Gładkowska

 

Punkt Zero. Łaskawe

wg Jonathana Littela i Wasilija Grossmana

Premiera: 5 lutego 2016 w Teatrze Provisorium w Lublinie

Scenariusz i reżyseria: Janusz Opryński

Scenografia: Jerzy Rudzki

Muzyka: Rafał Rozmus

Kostiumy: Monika Nyckowska

Światło: Jan Piotr

Obsada: Eliza Borkowska, Agata Góral, Jacek Brzeziński, Sławomir Grzymkowski, Artur Krajewski, Łukasz Lewandowski

 

tagi: , , | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

three + four =