Julia Lizurek: Jaką postacią z „Mewy” jesteś?

12 sierpnia 2016

O spektaklu Mewa Sceny 21 QCK w Krakowie w reżyserii Sebastiana Myłka

Mewa/materiały archiwalne

Mewa/materiały archiwalne

Mewa zaczyna się już na podwórku kamienicy na ulicy Dietla 11 w Krakowie – w przestrzeni Otwartej Pracowni. Aktorzy snują się pomiędzy starymi elewacjami budynków, ktoś pali papierosa, ktoś wisi na trzepaku. Panuje atmosfera luzu, ale wymuszonego. Nikt ze sobą nie rozmawia, każdy skupia się, przygotowuje do przedstawienia. Ale czy na pewno? Podchodzi do mnie Wojciech Pęksa, grający w spektaklu rolę miejscowego lekarza i uwodziciela kobiet – Dorna. Rozmowa z nim okazuje się ciekawa, a tym co mnie w niej intryguje, jest jej funkcjonowanie pomiędzy tym, co uznaję za realne, a co za fikcyjne. Obserwuję Wojtka, jak przygotowuje się do roli, jednocześnie działając już przez nią. Jego znajomi, którzy przychodzą obejrzeć przedstawienie, robią wielkie oczy, gdy widzą w nim kogoś innego niż chłopaka, którego znają. A ja świadoma tego, że kokietuje mnie ktoś, kto istniał tylko w wyobraźni tych, którzy go stworzyli, wchodzę w tę grę pozorów. Sebastian Myłek w swoim spektaklu próbuje zaburzyć ten podział pomiędzy sztuką a życiem.

Przeniesienie dramatu Antoniego Czechowa we współczesne realia umożliwia reżyserowi opowiedzenie o współczesnym środowisku artystów, o konieczności komercjalizacji sztuki, pragnieniu autentyczności, prawdy, niezależności wśród twórców i w końcu o ich samotności i rozczarowaniu. Widz przygląda się grupie znajomych, która w dramacie Joanny Oparek (autorki adaptacji) przebywa w letniskowym domku nad jeziorem. Trieplew (Rafał Korzeniewski) próbuje pisać swoją sztukę, ale nikt nie traktuje jej poważnie, uznając ją za grafomański bełkot. Zakochana w nim Masza (Magdalena Walkiewicz) wdaje się w kompensujący romans z Miedwiedienko (Łukasz Sikora/Krzysztof Oleksyn). Arkadina (Aleksandra Filipowicz) wróciła z planu serialu, gdzie nawiązała miłosną relację z Trigorinem (Tomasz Stuleblak), popularnym, ale „nie najpopularniejszym” pisarzem. Ten z kolei uwodzi początkującą aktorkę Ninę (Paulina Nawrot), nową gwiazdę teatru Trieplewa, by w końcu zostawić ją dla Arkadiny. Miłosne relacje stanowią oś opowiadanej historii. Poza nimi nie dzieje się fabularnie raczej nic. Myłek przedstawia uczuciowe perypetie wprost, by pokazać, że miłość przestała być metafizyczną i duchową relacją, a stała się kwestią czysto językową. Wyobcowanie postaci i ich niezdolność do nazwania tego co czują, ujawnia ich poczucie oderwania od rzeczywistości i pragnienie zwrotu ku sztuce.

Myłek świadomie miesza konwencje teatralne łącząc realizm z symbolizmem. Poetyckiemu monologowi Niny w scenie próby przedstawienia Trieplewa towarzyszą dźwięki rozmów oraz produkowania scenicznych efektów. Masza daje się ponieść mistycznemu nastrojowi, Arkadina znudzona pali papierosa, a Dorn uwodzi kobiety. Chociaż pali się czerwone światło, widz nie może zaangażować się w wypowiadane przez aktorkę słowa. Widz pozostaje biernym obserwatorem, którego rola sprowadza się do odpowiedzi na pytanie: kto przypomina mi samego siebie? Dzięki psychologicznemu prawdopodobieństwu, które we współpracy z aktorami osiągnął Myłek, to utożsamienie jest możliwe. Największe wrażenie robi Piotr Starczak w roli Sorina, patrzący z lekkiego ukosa na artystyczne środowisko pseudoprzyjaciół . Przywiązany do inwalidzkiego wózka żartuje najbardziej ze wszystkich. On marzy o innym życiu niż oni – marzy o tym by chodzić, lecz jest to możliwe tylko w pijackich snach. To on na koniec przełamuje „czwartą ścianę”. Jego spojrzenie niepokoi i denerwuje, wyrywa z bezpiecznego miejsca obserwacji. Ten wzrok mówi: „to było o nas i o was, o tym, że tak niewiele rzeczy na nas czeka – sami musimy o nie zawalczyć, wziąć je siłą.” Co jeśli pragnienie to jedyne co posiadamy?

W dramacie Czechowa postaciom mieszała się rzeczywistość i fikcja. W spektaklu Myłka prawda rzeczywistości i charakterów nie istnieje w ogóle. Naiwność i egzaltacja Niny, uwodzicielskość Dorna, samobójcze nastroje Trieplewa, nieśmiałość Trigorina, zmysłowość Arkadiny, przebojowość Pauliny to maski nałożone na niewidzialną i niedostępną jaźń aktorów-amatorów. Światło więcej na ich twarzach ukrywa niż wydobywa. Rozmowy toczą się plecami do widowni, za płachtą materiału, gdzieś z boku sceny. One nie mają zaistnieć, nie mają nic ważnego do przekazania, rozbrzmiewają tylko, budują krajobrazy dźwiękowe. Przypominają trochę te ambientowe z Music For Airports Briana Eno – ciekawe przez to, że dające się zignorować.

Mewa/materiały archiwalne

Mewa/materiały archiwalne

Skonstruowanie świata w ten sposób umożliwia twórcom wielką swobodę artystyczną, której jednak łatwo ulec. Nieobecność sztywnych ram konwencji nie jest tożsama z eklektyzmem form, a symboliczne metafory, które stosuje reżyser, wydają mi się być naiwne i niespójne. To, co doskonale działało w dramacie Czechowa, w tej Mewie prowadzi widza w niekończące się zaułki. Trieplew do siebie strzela, a nie próbuje się powiesić na zwiniętych kablach przedłużacza, które przedstawia jako tytułową mewę. Głowa konia, którą wdziewa Dorn w czasie tańca i narkotycznych wizji, też nie zaskakuje – bardziej komunikuje obłęd wszystkich zgromadzonych na imprezie. Monochromatyczne kostiumy, które noszą postaci w drugiej części spektaklu, ulokowanej jakby w szpitalu psychiatrycznym, oznaczają jednakowość postaw, ale czy ktoś z widzów potrafi jeszcze w tę identyczność uwierzyć? Finałowa gra w scrabble to nic więcej niż tylko potwierdzenie językowej, pojęciowej natury rzeczywistości, w której żyją bohaterowie, ale to już dawno odkryliśmy.

Myłek portretuje środowisko jemu najlepiej znane – młodych aspirujących do bycia artystami. Nie rości sobie pretensji do mówienia o problemach generacyjnych, społecznych i politycznych. Nie stawia siebie na zewnątrz, nie podejmuje się diagnozy. Pyta tylko o to, kim jest i na jakich zasadach może funkcjonować w artystowskim światku. W spektaklu nie znajdziemy odpowiedzi na to dlaczego ludzie pragną tworzyć ani dlaczego im się nie udaje. Nie usłyszymy też walczącego manifestu w obronie autentycznej sztuki wzniesionej na zgliszczach romantycznego cierpienia. Twórcy szepczą o swoim rozczarowaniu, frustracji i samotności i dzięki temu cichemu wyznaniu jakaś zmiana jest możliwa. I oni, i ja, chyba wciąż w nią wierzymy. Nawet gdyby miała się ona wydarzyć tylko w naszych snach albo na Facebooku.

Julia Lizurek

Mewa

na podst. dramatu A. Czechowa

Spektakl powstał na Scenie 21 Queerowego Centrum Kultury w Krakowie.

reżyseria: Sebastian Myłek

dramaturgia: Joanna Oparek

muzyka: Paweł Harańczyk

charakteryzacja: Marcelina Kasperowicz

inspicjent: Ewelina Płonka

występują:

Arkadina: Aleksandra Filipowicz

Nina: Ewa Dobrucka

Trieplew: Rafał Korzeniewski

Masza: Magdalena Walkiewicz

Trigorin: Tomasz Stuleblak

Sorin: Piotr Starczak

Dorn: Wojciech Pęksa

Miedwiedienko: Łukasz Sikora / Krzysztof Oleksyn

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nineteen − ten =