Julia Ostrowska: Efekty uboczne

12 marca 2015

O spektaklu Efekt w reżyserii Agnieszki Glińskiej w Teatrze Studio

Efekt/fot. Krzysztof Bieliński

Efekt/fot. Krzysztof Bieliński

Podobno najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Jeżeli chodzi o teatr, zbyt dobre pierwsze wrażenie może zbudować zbyt duże wymagania i w rezultacie pozostawić nas z niedosytem. Takie odczucia towarzyszą mi odnośnie spektaklu Efekt w reżyserii Agnieszki Glińskiej w Teatrze Studio. Na początku wszystko mi się podobało. Scenografia, stylizowana na pokój badań, jest prosta, ale sugestywna. Postaci przedstawiły się w pierwszych minutach spektaklu jako realistycznie zbudowane typy ludzkie o składających się w zwartą całość cechach: wyglądzie, sposobie mówienia i wyrażanym w słowach sposobie widzenia świata. Poznajemy cztery osoby: w pierwszej kolejności prowadzącą badania panią doktor (Dominika Ostałowska) oraz studentkę psychologii Maję (Agnieszka Pawełkiewicz). Dziewczyna postanowiła wziąć jako ochotnik udział w testach nowego leku antydepresyjnego. Jest jedyną kobietą w badanej grupie i do końca nie wiadomo, czemu zgłosiła się na badania. Zadaje dużo pytań, zapewne kierowała więc nią dociekliwość odnośnie interesującej ją dziedziny. Na pytania zadawane jej przez panią doktor odpowiada niechętnie i wymijająco. Sprawia wrażenie tajemniczej, nieco dziwnej i zamkniętej w sobie, co podkreśla strojem (szara sukienka, czarne zakolanówki i lakierki na wysokiej podeszwie). W następnej kolejności poznajemy Tristana (Łukasz Simlat) – „typowego studenta” w trampkach, który regularnie zgłasza się na królika doświadczalnego w celu zarobkowym. Jest otwarty i luzacki, chodzi z podartą torbą i kilkudniowym zarostem. Swoje myśli wyraża otwarcie, często żartując i przeklinając soczyście. W odbiorze tej postaci przeszkadzać może jedynie wiek aktora, z którego zdajemy sobie sprawę, lecz który nie przeszkadza Similatowi w realistycznym budowaniu postaci. Rozmowy między bohaterami przez pierwsze kilkanaście minut spektaklu są swobodne, dowcipne i naturalne. Pojawia się również czwarta postać: właściciel firmy farmaceutycznej (Krzysztof Stroiński). Jego sylwetka zarysowana została najmniej dokładnie, wręcz szkicowo. Wiemy, że jest on człowiekiem sukcesu, podrywaczem, któremu pozornie zależy głównie na własnych zyskach, zimnym i opanowanym, co jednak pod koniec sztuki okazuje się nie być prawdą. Z pozoru niechlujny w swojej grze Stroiński zarysowuje portret osoby, która w czasie publicznych wystąpień, chcąc zareklamować swój produkt, jest otwarta na ludzi, a w kontaktach osobistych wydaje się skupiona na sobie, nielicząca się z rozmówcą, co wyraża swoją postawą i sposobem mówienia.

 

Jednak minuty mijają, a nic właściwie się nie dzieje. Słów jest w spektaklu za dużo, a konflikt, który miał być jego istotą, został ledwie zarysowany. Szkoda, bo jest ważny, ale sposób, w który został przedstawiony, nie zachęca do głębszej refleksji. Jest to konflikt pomiędzy naszym ciałem a duszą, pytanie o to, czy uczucia to kwestia jedynie ciała i biologii, czy może czegoś więcej. Czy tytułowym Efektem przyjmowania leków może być zmiana tego, co się czuje i jakie decyzje się podejmuje, czyli właściwie tego, kim się jest? To pytanie można sobie zadać również pod koniec spektaklu, kiedy Tristan traci pamięć i mówi, że „wszystko, co ma, jest w jego głowie”, ale przecież, pomimo panującej w niej pustki, on wciąż istnieje. I czuje…

 

Pierwsze wrażenie, które wywarł na mnie spektakl nie zostało do końca rozwiane. Jeżeli chodzi o portrety bohaterów, rozmył się nieco obraz Mai, która zaczęła prezentować się jako praktyczna i mocno stąpająca po ziemi osoba, a to zupełnie nie współgrało z początkowym wrażeniem. Można by przypuszczać, że praktyczność to maska, którą zakłada niepewna swojego „ja” dziewczyna, ale w takim wypadku maskę tę miałaby na sobie tym bardziej przy pierwszym spotkaniu z psychiatrą. Ta zaś, na początku postać lekarki w średnim wieku, o której wiemy niewiele ponad to, że jest kompetentna i stanowcza, lecz z drugiej strony ciepła, stopniowo coraz bardziej odsłania swoją ludzką stronę. Dominika Ostałowska staje się w swej roli jednak zbyt teatralna, przestaje być tak naturalna, jak w pierwszej połowie spektaklu, co kłóci się z grą reszty aktorów. To, co przeszkadza najbardziej, to uderzająca momentami banalność dialogów, nienaturalnych i ckliwych. Denerwują również niepotrzebne elementy – chłopak grający na mandolinie oraz tańce Mai i Tristana do przebojów muzyki pop, nienaturalne i niedopasowane do reszty spektaklu. Czasem mniej oznacza więcej –  trochę za dużo tu formy, a za mało treści.

 

                                                                                                                              Julia Ostrowska

Lucy Prebble, Efekt

Reżyseria – Agnieszka Glińska

Scenografia – Agnieszka Zawadowska

Występują:

Agata Góral
Dominika Ostałowska
Agnieszka Pawełkiewicz
Łukasz Simlat
Krzysztof Stroiński

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 × 4 =