Julia Ostrowska: Lekcje z empatii

26 kwietnia 2017

O spektaklu Witzelsucht w reżyserii Liwii Bargieł z Teatru Collegium Nobilium w Warszawie

Witzelsucht/mat. teatru

Witzelsucht/mat. teatru

Określenie „witzelsucht” odnosi się do podwyższonego nastroju, wesołkowatości i beztroski, które często towarzyszą osobom dotkniętym zaburzeniami podstawy płata czołowego. W języku polskim mówi się o moirze, nastroju moriatycznym. Pacjenci w takim stanie silnie reagują na wszystkie rodzaje bodźców, jest to jednak wrażliwość bierna i nieselektywna, beztroska. Mamy więc do czynienia z pewnym paradoksem – przeczulenie pacjentów z zaburzeniami podstawy płata czołowego jest tak silne, że aż oddala ich od brania życia na poważnie, co być może umożliwia im przetrwanie w przeładowanym bodźcami świecie.

W jaki sposób można pokazać na scenie takie stany, aby chociaż trochę przybliżyć widzom to, jak mogą się czuć osoby dotknięte podobnymi zaburzeniami? Twórcy projektu zero: Witzelsucht postanowili zbliżyć się do tych stanów bezpośrednio. Nie ma tu słów – jedynie dźwięki i język symboli, bez których nie byłoby próby zrozumienia, a jedynie przedstawienie tego, co widać z zewnątrz. W spektaklu wkraczamy w świat bohaterów, widzimy rzeczywistość po części z ich perspektywy. Dzięki choreografii Liwii Bargieł, oprawie wizualnej Marty Mielcarek i muzyce na żywo (ogromny plus) Aleksandra Kaźmierczaka, możemy na moment zbliżyć się do takiego sposobu odbioru, jaki bliski jest osobom w stanach moriatycznych.

Autorzy spektaklu opierają się na przypadkach konkretnych pacjentów opisanych przez Olivera Sacksa. Ich zaburzenia są różnorodne: działania Anny Fazji porządkuje melodia, Eta Tura męczą tiki głosowe i ruchowe – w spektaklu układają się one w męczący i jednocześnie fascynujący układ melodyczny. Agnoz Aj nie widzi całości, a jedynie fragmenty – jego świat jest rozczłonkowany, poszczególne elementy mogą nachodzić na siebie, zamieniać się miejscami. Każdy z jego gestów kończy się w sposób, którego się nie spodziewamy. Rozczłonkowanie jego rzeczywistości podkreślają również obrazy pojawiające się za jego plecami. Aleg Tostandon I i Aleg Tostandon II odczuwają swoje własne nogi jako obce, Aga Połowiczna utraciła zaś pojęcie lewej strony. Wo Korsak ma zaburzenia pamięci bieżącej, jej braki wypełnia konfabulacjami. Podobne ograniczenia okazują się mieć duży potencjał artystyczny. Narzucając je sobie, aktorzy odkrywają nowe sposoby poruszania się, współpracy ciała z przestrzenią.

Spektakl rozpoczyna następujący obraz – kilka humanoidalnych kształtów leży w różnych miejscach sceny, z początku ciężko jest rozróżnić poszczególne części ciał, maksymalnie powyginani aktorzy gubią się wśród ubrań i siebie samych. Twarze schowane są pod materiałem, ich forma się rozmywa, przywodząc na myśl Munchowski Krzyk. W pewnym momencie twarze odkrywają się i bohaterowie wkraczają w świat zewnętrzny, albo raczej próbują w niego wkroczyć.

Taka próba wyjścia naprzeciw rzeczywistości to walka. Z powodu różnych nietypowych schorzeń ich percepcja rzeczywistości jest zaburzona, ich sposób istnienia w świecie jest odrębny od tego, co normatywne. Nie wiadomo, czy jakikolwiek sposób odbioru rzeczywistości przybliża nas do jej istoty – jest to po prostu odbiór, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Kiedy percepcja się zmienia, tak jak w przypadku zaburzeń neurologicznych, zmienia się świat. Staje się on czymś płynnym i bardzo trudno jest przekazać jego obraz innym. Jeszcze bardziej uwydatnia się to, że nie ma jednego świata dla wszystkich – każdy ma swój własny. Nigdy nie jesteśmy w stanie go całkowicie wyrazić, ponieważ to, co chcemy przekazać, nie jest tym samym, co odbierze otoczenie, pojedyncze mikrokosmosy mogą się do siebie zbliżać, ale nie są w stanie zupełnie się połączyć. Pacjenci z zaburzeniami mózgu, których sposób istnienia w świecie silnie odbiega od tego, co uważane jest za normalne, jeszcze bardziej odczuwają tę samotność i niemożność stworzenia stałego, obiektywnego obrazu rzeczywistości i własnej tożsamości.

Interesującym pomysłem jest wykorzystanie materii ubrania – bohaterowie gubią się w materiałach, ściągają z siebie kolejne warstwy. Ubranie jest jednocześnie częścią nas (gdy patrzymy na inną osobę, traktujemy ją jako całość, w którą wlicza się również to, w co jest ubrana) i czymś zupełnie zewnętrznym, w co jesteśmy włożeni. Podobnie jest z całą naszą tożsamością – walczymy z nią, zdejmujemy poszczególne warstwy, plączemy się i cały czas nie możemy dojść do prawdy, która nie istnieje – tożsamość jest płynna. Płynność tożsamości, podobnie jak płynność rzeczywistości, jest jeszcze bardziej dotkliwa w niestałym świecie osób z zaburzeniami neurologicznymi, a konkretnie z zaburzeniami podstawy płata czołowego.

Najpierw poznajemy każdego z bohaterów po kolei, widzimy, jak poprzez ruch prowadzą walkę ze sobą i z rzeczywistością. Potem ich światy spotykają się – postaci trochę się przepychają, trochę łączą w symbiotyczne więzi, zderzają się ze sobą i odbiją od siebie. Może próbują jakoś połączyć swoje mikrokosmosy, konfrontując szaleństwo z szaleństwem, wesprzeć się na sobie nawzajem? Sposób ten nie zakończył się jednak sukcesem. Drogą do bezsłownego porozumienia osób w podwyższonym stanie świadomości okazuje się wejście w stan transowy, który to podwyższenie świadomości jeszcze wzmacnia. Dzięki powtarzaniu tych samych ruchów w rytm stopniowo narastających dźwięków muzyki, wszystkie osoby znajdujące się na scenie wydają się wchodzić ze sobą w połączenie, bez zawierania bezpośredniego kontaktu. W ten sposób ich odmienne stany świadomości, odmienne światy, mogą połączyć się w jedno. Stan transowy ma również właściwości znieczulające – dopiero teraz walka, którą wyczuwaliśmy przez cały czas trwania spektaklu, ustaje. Grana na żywo muzyka oraz gra świateł powodują, że widz po części również zaczyna się czuć tak, jak bohaterowie-aktorzy (rozróżnienie w tym momencie traci na znaczeniu – aktorzy zdają się znajdować w autentycznym transie) i może poczuć choć w niewielkim stopniu, jak to jest być w nastroju moriatycznym. Na końcu wszyscy – zarówno aktorzy, jak i widzowie – są zmęczeni współuczestniczeniem w stanie podwyższonej świadomości, który zużywa duże pokłady energii. Witzelsucht opada, następuje spokój.

Witzelsucht wszystkie elementy współgrają ze sobą, łącząc się we wspólnym celu. W swojej prostej, prawie minimalistycznej formie, opierając się głównie na ruchu i muzyce, artyści projektu zero przekazują wiele. Próbują nam pokazać nie tylko to, jak stany osób z poważnymi zaburzeniami neurologicznymi wyglądają z zewnątrz, lecz także pomagają nam wczuć się w nie. Dzięki temu możemy zobaczyć, że nasza rzeczywistość jest jedynie jedną z wielu możliwych i że nie warto zamykać się w niej bez próby zrozumienia innych światów. Wkroczenie w nie może być fascynująca, nawet jeżeli światy te wydają się nam początkowo przerażające, jak miało to miejsce w pierwszych minutach spektaklu.

Julia Ostrowska

Projekt zero: Witzelsucht

Premiera: 11 kwietnia 2017, Teatr Collegium Nobilium

Reżyseria i choreografia: Liwia Bargieł

Muzyka: Aleksander Kaźmierczak

Wideo i światło: Marta Mielcarek

Konsultacje dramaturgiczne: Paulina Ozga

 

Obsada:

Patrycja Grzywińska

Sonia Mietielica

Vova Makovskyi

Błażej Stencel

Piotr Janusz

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 − 4 =