Julia Ostrowska: Znacząca pustka

26 marca 2016

O spektaklu Wiosna w reżyserii Leonarda Moreiry w Teatrze Studio w Warszawie

Wiosna/mat. prasowe

Wiosna/mat. prasowe

Po wyjściu z Wiosny Leonarda Moreiry miałam w głowie pustkę. Mam wrażenie, że autor chciał w dwugodzinnym przedstawieniu ukazać stosunek pomiędzy chwilowością codziennego ludzkiego życia i jego metafizyczną głębią, a być może pustką. Bohaterowie zdają się unosić nad przepaścią, do której usilnie starają się nie wpaść. Świadomość śmierci sprawia, że wszystko wydaje się absurdem. Jednym z celów spektaklu było ukazanie rozdźwięku pomiędzy prozaicznością a egzystencjalnym ciężarem codziennej ludzkiej egzystencji.

Na scenę wchodzi dwóch aktorów – Marcin Bosak i Łukasz Simlat. Jeden stoi do mnie przodem, drugi tyłem, obaj jednak znajdują się twarzą do widowni. Widzowie są  bowiem podzieleni na dwie siedzące naprzeciwko siebie grupy. Podzielona zostaje również przestrzeń, na której rozgrywają się sceniczne wydarzenia. Aktorzy byli blisko, ponieważ usunięto klasyczną pudełkową scenę, zdawali się być wręcz na wyciągnięcie ręki. o krótkich, wygłoszonych jednocześnie monologach Bosaka i Simlata scena została podzielona drewnianą przesłoną na dwie części. Od bohaterów dowiadujemy się, że są braćmi – mówią jednocześnie o tym, że brat umarł/stał się rośliną. W pewnym momencie kotara  przesuwa się, odsłaniając część tego, co dzieje się po jej drugiej stronie. Nie wiemy, czy widzimy równoległą przestrzeń czasową, może przeszłość, może przyszłość, a może alternatywny scenariusz, który nigdy się nie wydarzył? Bohaterowie obu stron komunikują się ze sobą, więc prawdopodobnie jest to połączenie dwóch przestrzeni – czasowych lub alternatywnych. Tego się nie dowiemy, choć chcielibyśmy.  W końcu taka jest nasza egzystencja – pełna niedających się rozwiązać zagadek. Trzeba przyznać, że ten zabieg teatralny jest interesujący. Moreira w niezwykły sposób eksperymentuje z przestrzenią sceniczną, próbując oddać złożoność czasoprzestrzeni, w której żyjemy.

 Może obaj bracia to jedna osoba, tylko przedstawia nam dwie alternatywne historie? Tego nie możemy być pewni ponieważ nie widzimy, co dzieje się po drugiej stronie dzielących scenę na dwie części drewnianych przesłon. Chyba, że wybierzemy się na spektakl dwukrotnie, co wydaje się niezłym rozwiązaniem. Wciąż czuję bowiem jakiś niedosyt, mam poczucie, że nie obejrzałam Wiosny w całości. Być może o to chodziło – aby pokazać nam, że nasza percepcja jest ograniczona, że nie możemy widzieć wszystkiego, a nasz obraz rzeczywistości budujemy jedynie na podstawie tego, co jest dostępne naszym zmysłom. Może wydarzenia z drugiej strony przesłony kompletnie zmieniłyby to, co wyniosłam z opowiedzianej historii. A może tam działo się to samo, tylko w innej kolejności? Mam takie podejrzenia, ale domyślać tego mogę się jedynie po dochodzących zza przesłony urywków dialogów. Skąd więc ta pustka w głowie? Reżyser przyznaje, że inspirował się Czechowem. I rzeczywiście, mamy tutaj trochę klimatu od Czechowa, trochę tej pustki schowanej pod osłoną codziennych oznaczających, ale niewiele znaczących czynności. Spektakl jest o śmierci i o codziennej wegetacji. Nic nie rośnie, nie zmienia się, lecz wegetuje, jedyny ruch prowadzi w stronę śmierci. Może więc faktycznie nic nie powinno się dziać? Może momentami trywialne, uderzająco banalne dialogi to momenty, które spotykają nas w naszym życiu? Może śmierć jest jednocześnie grozą i banałem? Może o to właśnie chodziło reżyserowi, żeby widz odczuł tę pustkę, która tkwi pod wszystkimi naszymi gestami? Może wiosna to wieczna niedojrzałość, niby ruch, a jednak marazm? Szereg pytań jest dobrym rozwiązaniem w sytuacji, kiedy nie widziało się połowy spektaklu, bo odbywała się ona za drewnianym parawanem. Może pustka, o której pisałam, była to jednak pustka znacząca, może spektakl zadziałał na mnie właśnie w taki sposób, wywołując poczucie próżni?

Aktorzy grali tak, jakby po prostu ze sobą rozmawiali. To wszystko było mało teatralne, bardziej filmowe – miało się wrażenie wniknięcia w przedstawioną historię, momentami zapominając o tym, że jest się w teatrze. W sztuce Leonarda Moreiry rzeczywistość przeplata się z fikcją, bohaterowie noszą imiona grających ich aktorów i czasem łączą się z aktorami w jedną osobę. Na płaszczyźnie fabularnej nie dzieje się nic specjalnego – po prostu życie. Ale mam wrażenie, że coś tam zaszło – jakaś metafizyka.

Julia Ostrowska

Teatr Studio, Wiosna

TEKST I REŻYSERIA
Leonardo Moreira

ASYSTENTKA REŻYSERA
Aura Cunha

MUZYKA
Marcelo Pellegrini

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

thirteen − 6 =