Karolina Ćwiek-Rogalska: Bezkrwista zbrodnia

28 czerwca 2012

Zbrodni karze w Teatrze Powszechnym im. Z. Hübnera w Warszawie w reż. Waldemara Śmigasiewicza.

Zbrodnia i kara / materiały teatru

Raskolnikow Marcina Perchucia to osaczona ze wszystkich stron, popadająca coraz głębiej w szaleństwo ofiara losu. Lekko upośledzona Sonia w wykonaniu Pauliny Holtz nie przekonuje nie tylko widzów, ale nawet i Raskolnikowa. Tylko spokojny, wyważony Porfiry Kazimierza Kaczora zapada w pamięć po spektaklu w Powszechnym.

Problem z wystawianiem Dostojewskiego polega chyba głównie na tym, że wystawia się i wystawiało go często. Ciężko jest w związku z tym uczynić  ze spektaklu interesujące, nowatorskie przedstawienie. Niestety twórcom Zbrodni i kary w Teatrze Powszechnym nie do końca  się to udało. Na czym polega inność spektaklu Śmigasiewicza? Raskolnikow nie zostaje skazany na katorgę, Sonia nie podąża  za nim– on sam odrzuca ją bardzo jednoznacznie. Świat, który obserwujemy na scenie nie chce odkupienia, jest znudzony kolejną zbrodnią. Śmigasiewicz rozkłada akcenty inaczej niż Dostojewski. Bardzo dobrze w tak wykreowanym świecie wypada Raskolnikow Perchucia. Im bardziej ogarnia go przerażenie i pogłębia się jego mania prześladowcza, podszyta różnorakimi depresjami, tym bliżej mu do zrozpaczonego własną mizerną postawą anty-Napoleona z Dostojewskiego, a jednocześnie do znerwicowanego, rozstrojonego i nie rozumiejącego prawideł otaczającego go świata człowieka dzisiejszego w ogóle. Perchuć gra na krańcowych emocjach, ale nie przesadza, dzięki czemu unika karykatury. Jednocześnie reżyser wpycha postacie dramatu do uniwersum, któremu dziwnie blisko jest z carskiej Rosji, w której nie da się otworzyć okien w urzędzie, do dusznych biur położonych na strychu w Procesie Franza Kafki. Podania, jakie pisze Raskolnikow, są od razu darte, kiedy trafiają do rąk urzędników, czy raczej w tryby niezrozumiałej, potężnej biurokratycznej machiny.

Na uwagę zasługuje świetna kreacja Kazimierza Kaczora, który jako Porfiry jest znudzonym śledczym, od początku zdającym sobie sprawę z tego, kto jest winien zbrodni. Czy jednak faktycznie zależy mu na odkryciu mordercy, czy raczej jest to punkt do odhaczenia na liście rzeczy do zrobienia? Porfiry jest z lekka cyniczny, ale nie pozbawiony ironicznego humoru, kiedy poklepuje po plecach załamanego Raskolnikowa. Inaczej jest z Sonią. Paulina Holtz nadała jej rysy lekko upośledzonej dziewczyny, która z trudnością wyrzuca z siebie kolejne słowa. Daleko stąd do pierwowzoru literackiego, ale i w innym odeń spektaklu Śmigasiewicza też nie za bardzo wiadomo, co poza byciem odrzuconą przez Raskolnikowa ma ona do roboty.

Pojawia się tu też motyw sobowtóra – prześladuje on Raskolnikowa, pogłębiając jeszcze jego niezrozumienie i przygnębienie. Widuje go też Razumichin (Michał Sitarski), będący tak jak Sonia tylko głosem tła, które co prawda ubarwia, ale bez którego można by było się obejść. Śmigasiewicz kładzie duży nacisk na dwójkę  protagonistów, dodaje do tego ciężką atmosferę kafkowskich wyobrażeń, ale problem tego spektaklu polega w gruncie rzeczy na tym, że nie ma on żadnego środka ciężkości. Bez wyznania winy, bez pokuty Raskolnikowa, studium zbrodni nie-doskonałej staje się tylko historią na jeden wieczór.

Karolina Ćwiek-Rogalska

Fiodor Dostojewski, Zbrodnia i kara

reżyseria: Waldemar Śmigasiewicz

scenografia: Maciej Preyer

muzyka: Mateusz Śmigasiewicz

obsada: Paulina Holtz, Anna Moskal, Jarosław Gruda, Kazimierz Kaczor, Michał Napiątek, Marcin Perchuć, Michał Sitarski, Maciej Więckowski

premiera: 22.04.2012

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

four + 8 =