Karolina Ćwiek-Rogalska: I tylko fortepianów żal

22 października 2012

O spektaklu Operetka w reż. Wojciecha Kościelniaka w Teatrze Dramatycznym.

plakat-operetka

Wystawić Gombrowicza na deskach Dramatycznego – idea szlachetna. Nawiązanie do tradycji repertuarowych teatru, który ostatnimi laty z owymi tradycjami zerwał to interesujący pomysł nowej dyrekcji i czytelna zapowiedź jej polityki artystycznej. Tylko co z tego, skoro Operetka Wojciecha Kościelniaka to wydmuszka?

Reżyser postanowił uwspółcześnić Gombrowicza – przenosi zatem spektakl w nowe tysiąclecie, do świata high fashion i sesji zdjęciowych, w którym Szarm i Firulet rywalizują o modelki, a mistrz Fior bardziej niż do Diora, podobny jest do Karla Lagerfelda, ale w wydaniu żeńskim. Problem polega jednak na tym, że o ile z konwencją przedstawienia można by się jeszcze zgodzić, o tyle wystawienie parodii teatru muzycznego, jaką jest Operetka, środkami teatru muzycznego, budzi wątpliwości. Budzi je także dlatego, że ze spójnej struktury sztuki zostają epizody, postaci nie wchodzą ze sobą w żadne relacje, każdy mówi sobie a Muzom, dodatkowo żadnemu z aktorów nie udało się w tym spektaklu stworzyć roli, a niektórych prawie nie było słychać. Zabrakło charyzmy?

Kłopotliwa głębia

Problem polega jednak nie tylko na tym, że aktorzy nie do końca wiedzą, jak i co tak naprawdę grają. W spektaklu zanika cała „gombrowiczowatość”. To prawda, jest rewolucja – może nie klasowa, a feministyczna (role lokajów grają kobiety), aktorzy wygłaszają kwestie napisane przez autora dramatu, tylko że ich ironiczny wydźwięk ginie, przykryty przez efekciarstwo muzyczno-choreograficzne. Nie można spektaklowi odmówić udanego ruchu scenicznego w scenach zbiorowych – wszystko ładnie się komponuje, obrazy są imponujące. Ale w momencie, gdy na scenie znajduje się mniej postaci, aktorzy zupełnie nad sceną nie panują. Jaki jest sens wystawiania Operetki na tak dużej scenie (jeśli nie największej w całej Warszawie), jeśli reżyser poza scenami zbiorowymi nie bardzo sobie z nią radzi? Co dziwi tym bardziej, że Wojciech Kościelniak ma pewne doświadczenia z tą sceną Teatru Dramatycznego – tutaj przecież wystawiano jego znakomitą „Lalkę” w ramach XXX/XXXI Warszawskich Spotkań Teatralnych.

Kogo ubrać, kogo rozebrać

Ale to nie jedyny zarzut pod adresem spektaklu. Koncepcja przedstawienia jest co najmniej dziwna i budzi poważne wątpliwości, czy aby na pewno mamy do czynienia z adaptacją Gombrowicza. Chodzi tu przede wszystkim o postać Albertynki, która od początku dość wulgarnie przeżywa własną seksualność, co więcej, już w pierwszym akcie  (sic!) zostaje rozebrana przez Szarma. A czy w dramacie nie chodzi właśnie o to, że nagą Albertynkę widzimy właśnie w finale, po rewolucji, kiedy dawny świat – pełen mufek z krecich ogonków, pantofelków i kamizelek – bezpowrotnie odszedł? Że to nagość i młodość triumfują? Ba, więcej – reżyser nie tylko rozbiera Albertynkę już na samym początku, ubierając to, paradoksalnie, w szaty męskiej przemocy na bezbronnym ciele kobiecym, rozbiera także Szarma i Firuleta, tę dwójkę, która nagości się boi i się przed nią wzdraga jako przed czymś, co nie przynależy ich światu i pozycji. U Kościelniaka sami ochoczo pokazują nam swoje, jak mawiał Edmund Talbot, niewymowne, a nawet i to, co pod nimi, wypinając się ochoczo w stronę widowni. Ta zresztą, zadowolona, chichocze. Nie wiadomo, co bardziej przeraża – akcja czy reakcja?

Niestety Operetka Wojciecha Kościelniaka nie przejdzie do historii najbardziej udanych i przełomowych adaptacji Gombrowicza ani na deskach Dramatycznego, ani w polskim teatrze w ogóle. Warto wybrać się do teatru jedynie ze względu na prezentacje we foyer, z archiwalnymi zdjęciami z poprzednich Operetek i innych realizacji sztuk Gombrowicza w Teatrze Dramatycznym. Trochę jak strzał stopę, bo porównanie wychodzi zdecydowanie na niekorzyść.

Karolina Ćwiek-Rogalska

Witold Gombrowicz, Operetka

Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy im. Gustawa Holoubka

data premiery: 12.10.2012

reżyseria: Wojciech Kościelniak

scenografia: Damian Styrna

choreografia: Ewelina Adamska-Porczyk

muzyka: Piotr Dziubek

Obsada: Anna Czartoryska / Ewa Lorska, Kinga Głogowska / Marta Walesiak, Paweł Tucholski, Modest Ruciński / Paweł Paprocki, Marcin Przybylski / Krzysztof Żabka, Piotr Kamiński, Paweł Kamiński, Karolina Kazoń / Ola Adamska, Krzysztof Krupiński, Ewa Prus, Karolina Adamska, Robert Majewski / Bartosz Mazur, Jakub Lasota, Anna Gigiel, Jagoda Stach, Paulina Kinaszewska, Karolina Michalik, Anna Szymańczyk, Anna Markowicz, Magda Piotrowska, Anna Gajewska

tagi: | Wersja do druku | |

Jeden komentarz do Karolina Ćwiek-Rogalska: I tylko fortepianów żal

  1. trochępokorywkrytyce, 28 października 2012 o 14:17

    jaka zgorzkniała recenzja. mało się niestety dowiadujemy o tym, jak cały spektakl wyglądał, pani recenzentka natomiast zarzuca nas swoją wielkopańską ach och opinią opinią oceną krytyką. zjechać łatwo, wiadomo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

7 + 17 =