Karolina Ćwiek-Rogalska, Michał Rogalski: Miłośnictwo stosowane

7 września 2012

 

O festiwalu Zderzenia Teatralne w warszawskiej Dorożkarni.

zderzenia_teatralne_2012_plakat

Jeżeli teatr amatorski kojarzy się komuś z napuszoną recytacją hiperskupionego młodzieńca, farsowym dowcipem i dekoracją z kartonu oklejanego bibułą (oczywiście nie chcemy tu deprecjonować bibuły), stanowczo powinien więcej czasu poświęcić na oglądanie teatru amatorskiego.

 Zacznijmy od tego, że amatorski to nie jest dobre słowo. Tak przynajmniej twierdzi Staszek Dembski – organizator festiwalu Zderzenia Teatralne, odbywającego się w Ośrodku Działań Artystycznych dla Dzieci i Młodzieży Dorożkarnia w Warszawie. Jednym z głównych celów istniejącego od 2005 roku przeglądu jest odczarowanie teatru amatorskiego, który Staszek Dembski proponuje nazywać „miłośniczym” (co swoją drogą jest dobrym synonimem przymiotnika „amatorski”). Ma tu oczywiście słuszność, bo przyjeżdżającym na przegląd teatrom ani miłości, ani teatralnego ducha nie brakuje.

Nie są to też bowiem teatry byle jakie. Organizatorzy rokrocznie zapraszają starannie wybrane zespoły młodzieżowe (choć nie brak i „rozmiłowanych” w teatrze dorosłych), które prezentują jedne z najciekawszych spektakli amatorskich jakie można w Polsce zobaczyć. Inspirującym doświadczeniem byłoby już zobaczenie każdego z nich z osobna. Oglądane po kolei w ramach festiwalowego przeglądu układają się w wachlarz najróżniejszych teatralnych technik i filozofii (recenzje sztuk z tegorocznego Przeglądu przeczytacie tutaj: http://teatrakcje.pl/?p=2351). Ideę przewodnią festiwalu stanowi bowiem zderzanie ze sobą ludzi, pomysłów, inspiracji, aby dla każdego miało to pożytek.

Należy zwrócić uwagę przede wszystkim na formułę przeglądu. Trwa on trzy dni, a rozpoczyna się od wieczoru zaproszonych gości. W tym roku uczestnikom dane było zobaczyć zespół teatru ruchu  PLESNI STUDIO z Sisaku w Chorwacji w spektaklu INSIDE (który nas, recenzentów, pozostawił obojętnymi i nieco nawet rozczarowanymi, ale wśród uczestników wzbudził spory entuzjazm) oraz monodram Ziuty Zającówny Manifest, oparty na tekstach Witkacego.

Nie pierwszy dzień jest jednak najważniejszy, lecz drugi, kiedy to odbywa się przegląd wszystkich zespołów zaproszonych do udziału w festiwalu. Organizatorzy zdecydowali się na interesujące i cenne rozwiązanie, każdy spektakl kończąc dyskusją. Zderzenia Teatralne nie mają jednak charakteru konkursowego, więc zaproszona Rada Artystyczna (w tym roku w jej skład weszli Janusz Majcherek, Krzysztof Wilkowski i Ziuta Zającówna) nie tyle oceniała spektakle, co przy żywym udziale wszystkich uczestników przeglądu rozmawiała o mocnych i słabych stronach każdego spektaklu.

Prowadzenie wartościowej rozmowy o sztuce jest oczywiście sprawą trudną, bo wymaga nie tylko wiedzy i doświadczenia, ale przede wszystkim przełożenia na język mówiony emocji i odczuć, które w czasie oglądania spektakli są często pozawerbalne (bardzo cenna okazała się więc obecność w Radzie Janusza Majcherka). Nie wszystkie rozmowy więc były równie inspirujące i jeśli można by tu pozwolić sobie na odrobinę recenzenckiego krytycyzmu, to często głównym minusem była przyjęta przez członków Rady Artystycznej taktyka pozytywnego motywowania uczestników. Taktyka ta, oparta na skądinąd słusznym założeniu, że przegląd ma stanowić przede wszystkim zastrzyk pozytywnej energii i spełniać rolę integracyjną w stosunku do członków nieformalnego amatorskiego ruchu artystycznego, spowodowała, że wątpliwości i  wrażenia mniej optymistyczne były niekiedy w wyraźny sposób powściągane.

Niżej podpisani recenzenci muszą się też przyznać do rzeczy wstydliwej. Mianowicie do tego, że wzięli na siebie rolę „złych wujków i ciotek”, którzy nie omieszkali dopytywać i kwestionować tego, co im się nie podobało (jednocześnie mając nadzieję, że twórczy ferment krytyczny wszystkim wyjdzie na dobre).

Wieczór drugiego dnia festiwalu to wyjście do jednego z warszawskich teatrów. Na dzień trzeci i ostatni składały się, oprócz plebiscytu publiczności, warsztaty teatralne z Ziutą Zającówną. Jeśli zaś idzie o sam plebiscyt, to pierwsze miejsce zajął – przygotowywany przez wspomnianą Ziutę Zającównę – zespół Teatru Rapsodyczni z Nowego Sącza i Krakowa ze spektaklem Polska kaszkę warzyła. Miejsce drugie przypadło Młodzieżowemu Teatrowi TARA-BUM z Rybnika za spektakl Jedna szafa… wiele ubrań. Miejsce trzecie zajął zaś Teatr na Marginesie z Andrychowa ze spektaklem Monodram na trzy głosy.

Festiwal spełnił wyznaczone mu zadanie – zderzył rozmaitość propozycji teatralnych, dostarczając niewątpliwie wszystkim oglądającym wielu wrażeń. Dowiódł też jednej – nie dla wszystkich pewnie oczywistej – tezy, że teatr amatorski nie znaczy teatr gorszy. Może należałoby rozważyć, czy nie otworzyć festiwalu dla jeszcze szerszej publiczności?

Karolina Ćwiek-Rogalska

Michał Rogalski

 

tagi: , | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fourteen − 9 =