Karolina Matuszewska: Natasze

28 czerwca 2012

O spektaklu Marzenie Nataszy w reż. Wojciecha Urbańskiego w Teatrze Powszechnym w Warszawie.

marzenie Nataszy / materiały teatru

Życie współczesnej nastolatki nie wydaje się specjalnie zajmujące. Jakie problemy może mieć dziewczyna, która nie zdążyła jeszcze wiele przeżyć, nabrać doświadczeń ani poznać ludzi? Jarosława Pulinowicz sądzi jednak inaczej. Wychowanka jekaterynburskiej szkoły teatralnej Nikołaja Kolasy napisała dwa monologi, które w swoim debiutanckim spektaklu Marzenie Nataszy zestawił Wojciech Urbański. Są to historie dziewcząt z niewielkich rosyjskich miasteczek, pozornie całkowicie od siebie odległych. Poza jednakowym imieniem, tak popularnym zresztą w rosyjskiej kulturze, dzieli je wszystko: pochodzenie, środowisko w jakim dorastały, towarzystwo i sposób życia. Pierwsza z nich jest sierotą wychowywaną w sierocińcu, druga należy do zamożnej klasy średniej. Pierwsza spędza całe dnie bezczynnie, paląc papierosy, druga – zapracowana i zorganizowana – robi karierę muzyczną i telewizyjną, nie ma nawet czasu na wyjście z koleżankami na dyskotekę. Obydwie mają jakieś marzenia, obydwie pragną tego samego. Chcą być doceniane i kochane, chcą czuć się potrzebne.

Pomysł inscenizacyjny Urbańskiego polega na równoległym skonfrontowaniu dwóch historii. Na kameralnej scenie Teatru Powszechnego dwie dziewczyny siedzą na taboretach frontem do widowni. Rozdziela je oprawiona w ramę wielka szyba – lustro weneckie. Nie widzą się nawzajem, każda pozostaje we własnej historii. Bohaterki opowiadają na zmianę, fragmentami, w różnych okolicznościach. Natasza z sierocińca (Joanna Osyda), ubrana w szary dres, z niedbale związanymi włosami, tłumaczy się przed sądem. Nie chciała zrobić nikomu nic złego, ale jej zauroczenie chłopakiem doprowadziło do tragedii. Z kolei druga Natasza (Anna Próchniak) to dziewczyna z klasą, kolorowo ubrana, umalowana, starannie uczesana i poważna, choć uśmiechnięta. Opowiada o swojej sąsiadce narkomance, z którą prowadziła nieformalną rywalizację. Choć obie Natasze nigdy się nie spotkały, ich losy są zadziwiająco zbieżne, a historie w pewnym sensie komplementarne. Natasza z sierocińca mogłaby być uporczywą sąsiadką telewizyjnej gwiazdy, zaś ta druga – konkurentką i ofiarą zazdrości sieroty.

Ich historie nie tylko się uzupełniają, ale są też z pewnego punku widzenia bardzo podobne. W niezmiennym porządku dni pojawia się pierwsza wielka miłość. Nagle całe ich życie przewraca się do góry nogami, dając tym samym szansę na zmiany. Obydwie próbują tę szansę wykorzystać, ale tylko dziewczynie, która odniosła sukces się to udaje. Zarówno reżyser spektaklu, jak i autorka tekstów, są jednak dalecy od przesądzania o zależności pomyślnego życia od pozycji społecznej. Natasza z sierocińca ponosi ciężkie konsekwencje, ponieważ w swoim rozpaczliwym pragnieniu spełnienia marzenia posuwa się za daleko. Gwiazda natomiast płaci za swój kolejny sukces wysoką cenę: stawką okazuje się jej wyrachowanie i obojętność na ludzkie cierpienie. Zyskuje co prawda ukochanego i dalej może cieszyć się swoim udanym i zorganizowanym życiem, ale traci coś bardzo ważnego: zdolność do współczucia. Nie orientuje się nawet, że jej życie to pasmo nieustannych wyścigów i rywalizacji. Ja wygrałam, znowu wygrałam – tymi słowami kończy swoją opowieść.

Aktorki potraktowały teksty Pulinowicz z dużą empatią dla swoich bohaterek. Każda z nich tworzy całkowicie inną postać, zarówno pod względem stylu życia, jak i sposobu przekazywania emocji. Natasza Osydy siedzi z szeroko rozłożonymi nogami i hardo podniesioną głową. Jest jednocześnie butna i wyzywająca. Czasem jednak spuszcza wzrok. Zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, w jakiej się znalazła, a jednocześnie w tej wulgarnej dziewczynie silna pozostała zdolność przeżywania. Nie mówi głośno, w trudniejszych momentach zacina się bądź przyspiesza. Próchniak siedzi natomiast wyprostowana, dumnie patrzy w oczy swoim słuchaczom. Jej postawa wydaje się jednak sztucznie usztywniona, jakby dziewczyna cały czas występowała przed kamerą. Stara się zachować spokój, ale głos jej się chwilami łamie. To zaś, co zdradza faktyczny stan obydwu dziewczyn, to nerwowe ręce. W podobny sposób zaciskają je lub ugniatają, nie potrafią utrzymać ich przy sobie bez ruchu. Te gesty pokazują nie tylko brak komfortu w sytuacji opowiadania, ale również podkreślają, że pewne stany emocjonalne są wspólne dla wszystkich ludzi, niezależnie od ich statusu materialnego czy społecznego. Patrząc na te dłonie i słuchając towarzyszących im słów czuje się, że na takim stołku mógłby siedzieć każdy z nas.

Marzenie Nataszy to piękny i przejmujący spektakl. Wyreżyserowany został z dużym szacunkiem dla słowa i przy oszczędnym, choć harmonijnym wykorzystaniu innych środków wyrazu. Jest przykładem teatru mądrego w swojej skromności i zrealizowanego z dużym wyczuciem rytmu i sposobów na budowanie sensów. Uważam ten debiut za naprawdę udany.

Karolina Matuszewska

Jarosława Pulinowicz

Marzenie Nataszy

Reżyseria
Wojciech Urbański

Scenografia
Anna Tomczyńska

Muzyka
Dominik Strycharski

Asystent reżysera
Michał Pabian

Obsada

Joanna Osyda

Anna Próchniak

Premiera
19 stycznia 2012

Scena Pracownia

tagi: | Wersja do druku | |

Jeden komentarz do Karolina Matuszewska: Natasze

  1. Kasia Kowalczyk, 6 lipca 2012 o 12:23

    Niestety nie udało mi się wybrać na spektakl, choć powyższa recenzja bardzo mnie zaciekawiła. Ponadto moi znajomi, którzy mieli szczęście kupić bilety również w pochlebny sposób wyrażali swoja opinię na temat przedstawienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nine + thirteen =