Katarzyna Orlińska: Chudy żołnierzyk, czyli porządek dziobania

1 lipca 2011

Chudym żołnierzyku w reż. Hannana Ishay’a z Seminarium im. Maxa Reinhardta w Wiedniu

„Wiesz, w zasadzie ja jestem bardziej tobą niż ty sam”. Trudno chyba o stwierdzenie bardziej wstrząsające podstawami samowiedzy – i to wypowiedziane całkiem serio. Tytułowy „chudy żołnierz” Zusja, dezerter, wraca z frontu do domu. Marząc o ciepłym przyjęciu przez żonę i syna, malując sobie samemu w jasnych barwach uroki domowego ogniska, nawet przez ułamek sekundy nie spodziewa się, że ktoś zajął jego miejsce. Za Zusję podaje się „gruby żołnierz”, który – nie przypominając go absolutnie w niczym – brutalnie zawłaszczył jego dom, rodzinę i tożsamość. Konflikt między Zusją „chudym” a „grubym” narasta, a i rozterki wewnętrzne dezertera przybierają na sile. Nieprzypadkowo główny bohater nosi, nieco wprawdzie zmienione, imię sługi z klasycznej komedii Amfitrion. Sztuka Hanocha Levina w realizacji Seminarium im. Maxa Reinhardta w Wiedniu stanowi współczesną wariację na temat sztuki Plauta. Wariację dość swobodną – plautyńska komedia intryg, pomyłek i rozpoznania u Levina staje się tragikomedią. Brak w niej charakterystycznych dla pierwowzoru elementów farsy (chociaż użyte zostały dowcipne gry słowne i spora dawka absurdu). Autor sztuki zrezygnował też z boskiej interwencji. Pozostał konflikt między dwiema osobami „ja” – konflikt, którego nie jest w stanie rozsądzić nawet instancja, zdaniem „chudego” Zusji, ostateczna: żona. Kobieta nie widzi najmniejszej różnicy między mężczyznami, przyjmuje postawę skrajnie pasywną, cicho przyznając prawo do dominacji „grubemu żołnierzowi”. Dominacja oznacza tu nieograniczoną władzę, która rozciąga się na los „chudego”, ciało żony i – już wkrótce – życie lub śmierć „zdychającego żołnierza”, trzeciego Zusji.

Chudy żołnierzyk gra przede wszystkim tragikomicznością typów. Pod tym samym imieniem kryją się trzy postaci. „Gruby żołnierz” (czy, jak każe się tytułować, „pan Zusja”) jest gburem i prostakiem, obżartuchem i okrutnikiem wykorzystującym swoją przewagę. Konający żołnierz chce natomiast tylko pożegnać żonę i dziecko – wie, że nie zostało mu wiele czasu. Pokonany przez grubego uzurpatora, wyrzeka się swojej tożsamości – nie widzi już sensu w walce o cokolwiek, także o własne „ja”. Poddaje się, umiera i zmartwychwstaje, paradoksalnie wygrywając przez swoją przegraną. Tytułowy bohater nie obiera stałego kierunku – uciekłszy z frontu, we własnym domu napotkał podszywających się pod niego zalotników. Zamiast jednak grać dzielnego Odyseusza, Zusja zachowuje się w sposób bliższy plautyńskiemu Sozji: daje się przekonać przemocą, budzi się w nim niechętny podziw dla władczego „grubego żołnierza”. W ten sposób spektakl podejmuje próbę dyskusji nad problemem nie tyle tożsamości, co identyfikacji ze wzorem. Zusja balansuje między chęcią przypodobania się „panu Zusji” dla własnych korzyści a współczuciem dla umierającego sobowtóra. Ten w porządku dziobania plasuje się na ostatnim szczeblu. O ile „gruby żołnierz” uosabia Zusję, jakim podświadomie chciałby być i jakim nie będzie, „zdychający żołnierz” to wyobrażenie Zusji, jakim być nie chce i jakim na pewno się stanie. Spektakl pozostawia ten problem otwarty. Nie odpowiada na pytania oscylujące niebezpiecznie blisko granicy patosu – i tych niedopowiedzeń czyni swoją niezaprzeczalną zaletę.

 

Katarzyna Orlińska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 − 4 =