Katarzyna Orlińska: Kac humor, czyli co z tą Warszawą?

3 grudnia 2013

O spektaklu Wodewil warszawski w teatrze Scena Hoża 51 (Teatr Pijana Sypialnia)

wodewil warszawski/fot. Ryszard Jakubisiak

wodewil warszawski/fot. Ryszard Jakubisiak

 

Jest scena. Raczej prowizoryczna – na poddaszu starej fabryki przy ulicy Hożej. Nie ma ciężkiej kurtyny, obitych pluszem foteli czy kryształowych żyrandoli. Nie ma wieczorowych kreacji czy nabożnej ciszy. Na scenie, tuż przed widzami, orkiestra stroi instrumenty. Aktorzy wchodzą bez żadnej zapowiedzi: między krzesłami, w efektownych kostiumach z lat trzydziestych. I może zacząć się wodewil – jako gatunek święcący triumfy w pierwszej połowie ubiegłego wieku. Młodzi twórcy najwyraźniej nie mieli zamiaru zabrania widzów w kolejną sceniczną podróż sentymentalną. I chwała im za to. Przedwojenna Warszawa, o jakiej pisał i śpiewał Grzesiuk, jest wprawdzie ostatnim krzykiem mody – wręcz wypada znać teksty popularnych wówczas piosenek, rzucić jakimś gwarowym określeniem, a na Facebooku polubić stronę „Warszawski modernizm”. Ale ileż można powtarzać? Koncepcją artystów Pijanej Sypialni nie było jednak dokładne odtworzenie atmosfery ze starych szlagierów, lecz zderzenie przeszłości z teraźniejszością, pokazanie Warszawy jako specyficznego miejsca „pomiędzy”: wciąż noszącego w sobie pamięć czasów przedwojennych i pełną parą ruszającego ku tak zwanej nowoczesności. Pomysł sam w sobie dobry, wychodzący poza prostą odtwórczość i odgrywanie wciąż tej samej melodii na nostalgicznej nucie, ale niestety – więcej tu silenia się na oryginalność niż rzeczywistego nowatorstwa. Sceny „przenoszenia w czasie” przy dźwiękach muzyki elektronicznej i migotaniu klubowych świateł nie zachwycają; w przeciwieństwie natomiast do poziomu umiejętności wokalnych i tanecznych młodych aktorów. Dobrze zaśpiewane piosenki wpadają w ucho, choreografia jest żywa i pomysłowa. Nie brak też nawiązania do klasyki gatunku: kiedy konferansjer w czarnym meloniku (w tej roli znakomity Denis Brzeziński) zwraca się do publiczności „meine Damen und Herren, mesdames et messieurs, ladies and gentlemen”, nie sposób nie uśmiechnąć się na myśl o Kabarecie Boba Fosse.

Spektakl, jaki serwuje nam Pijana Sypialnia, jest okraszony również dużą dozą humoru. Niestety, nie jest to humor wysokich lotów – mówiąc bardzo oględnie. W zamyśle dowcipne nawiązania do współczesnej „warszawki”, mimo całego rozmachu wykonania, wypadają raczej żenująco niż zabawnie. Fuzja cwaniaka w kaszkiecie ze „słoikiem” z korporacji jest przedsięwzięciem niewątpliwie interesującym, ale nieudanym. Trop fabularny gubi się już na początku spektaklu, czego nie są w stanie nadrobić żarty i piosenki. Przez większą część współczesnych scenu Wodewilu śledzimy chaotyczne rzucanie się po scenie postaci parodiujących celebrytów, na przykład znaną warszawską restauratorkę. Niezbyt to wysublimowane (chociaż nie tego ostatecznie spodziewamy się po wodewilu), a przede wszystkim nudne – w tych momentach miałam ochotę znacząco spojrzeć na zegarek. I mimo tego, że zatańczone i zaśpiewane porywająco, powiedzieć: Warszawa to nie tylko warszawka. Kończcie te wygłupy, „meine Damen und Herren, mesdames et messieurs, ladies and gentlemen“.

 

Katarzyna Orlińska 

Wodewil Warszawski

Premiera: 4 lipca 2013

Choreografia: Izabela Massalska
Szef muzyczny: Daniel Zieliński
Scenariusz: Karolina Lichocińska / Stanisław Dembski
Reżyseria: Stanisław Dembski

Występują: Marta Dziubińska, Karolina Kędzierska, Karolina Karolina, Ewa Kowalska, Katarzyna Lasota, Karolina Lichocińska, Dorota Ptaszek, Katarzyna Olczak, Jan Bogdaniuk, Denis Brzeziński, Wojciech Gawrych, Sławomir Narloch, Jakub Pawlak, Sebastian Słomiński, Wojciech Urbanowski, Łukasz Zgórka
oraz orkiestra Teatru Pijana Sypialnia

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two + seventeen =