Katarzyna Siekańska: I zachowaj nas ode złego

15 grudnia 2014

O polskiej prapremierze Męczenników Mariusa von Mayenburga w reżyserii Anny Augustynowicz

Męczennicy/materiały prasowe

Męczennicy/materiały prasowe

Przestrzeń gry jest tyleż abstrakcyjna co wielofunkcyjna. Całość dekoracji utrzymano w ciemnej, czarno-metalicznej tonacji. Fundament scenografii to małe rusztowanie z podestów o różnych wymiarach umocowane w centrum sceny. Na środku tego podwyższenia powieszono szkolną tablicę, na której Lydia (Barbara Lewandowska) będzie zapisywać i zmazywać tytuły poszczególnych epizodów. Ponad tablicą małe światełko – na początku błękitne, później, podczas scen z udziałem księdza, czerwone, przywodzące na myśl kościelną „wieczną lampkę”. Dookoła ustawiono czarne, błyszczące parawany z plexi odbijające i multiplikujące obrazy rozgrywanych sytuacji. Z przodu, tuż przy granicy pomiędzy sceną a widownią, widnieje pulpit do czytania. Tak zorganizowana przestrzeń jest zarazem domem, szkołą, kościołem i abstrakcyjnym torem przeszkód, po którym krążą postaci.

 

Polska prapremiera Męczenników jest przede wszystkim portretem destrukcyjnego społecznie mechanizmu. Iskrą, od której zapala się pożar, jest Benjamin (Konrad Beta) – dorastający chłopiec, któremu jakiś czas temu spodobała się Biblia. A spodobała mu się tak bardzo, że wchłonął bezkrytycznie całą ideologię chrześcijaństwa i zaczął mówić natchnionym tekstem jak własnymi słowami. Nie recytuje, nie podkreśla szczególnego charakteru tych słów, ale rzuca cytatami to tu, to tam – jakby były oczywistymi komentarzami do rozgrywających się sytuacji. Benjamin zaczyna domagać się przekształcenia zasad panujących w domu i w szkole podług dosłownej interpretacji chrześcijańskich nakazów i zakazów, terroryzując i zatruwając stopniowo całą lokalną społeczność.

 

Spektakl Anny Augustynowicz to istna maszyna. Aktorzy pojawiają się, mówią i znów znikają błyskawicznie. Ich ruchy są ostre, zdecydowane, bezosobowe, jakby zaprogramowane – przypominają bohaterów kreskówki albo gry komputerowej. Postaci to jedynie figury i role społeczne, tryby mechanizmu, niebudujące egzystencjalnego ani psychologicznego tła dramatu. Sceny dialogowe rozgrywane są najczęściej twarzą do publiczności. Od początku widzom udziela się niepokój wywołany szaleńczym tempem przebiegu spektaklu. Jesteśmy naocznymi świadkami mechanizmu katastrofy, lawiny sytuacji, z których każda kolejna ma coraz większą siłę oddziaływania – w obrębie zdarzeń spektaklu oraz w skali intensywności doświadczeń widzów. Zarówno tekst Mayenburga, jak i spektakl Anny Augustynowicz to dzieła o wyraźnie geometrycznej konstrukcji. W centrum jest Benjamin, którego działania, słowa i destrukcyjne emocje promieniują na wszystkich dookoła, zataczając coraz szersze koło, aby na końcu wymknąć się spod kontroli samozwańczego kawalera chrześcijańskiego oręża i wysadzić cały ten koszmar w powietrze.

 

Jedna tylko scena wyłamuje się z opisanej „komputerowej” i automatycznej konwencji – scena modlitwy Benjamina. Przestrzeń jest pusta, został tylko on. Klęka, składa ręce przed twarzą, próbuje własnymi słowami modlić się do swojego Boga. I nie potrafi. Wstaje zrezygnowany, zaczyna jeszcze raz, jest coraz bardziej zdenerwowany, zniecierpliwiony. Pojedyncza sekwencja, zagrana jakby na marginesie całości, kontrastuje ze zwartym i dynamicznym przebiegiem spektaklu-mechanizmu. Jest jak niedokręcona śrubka ogromnej maszyny, która staje się przyczyną katastrofy. Czujemy bezradność Benjamina, widzimy jego niepewność, dramatyczne zwątpienie i zawahanie. Mechanizm wprawiony przez niego w ruch przerósł jego siły, teraz trzeba się jakoś ratować. Wykręcić. Zrzucić winę na kogoś innego?

 

Męczennicy w szczecińskim teatrze to nie tylko spektakl, ale również projekt edukacyjny, do którego Teatr Współczesny zaprosił lokalne szkoły. Twórcom wyraźnie zależy na wpisaniu produkcji we współczesną debatę społeczno-polityczną w kontekście aktualnych niebezpiecznych przejawów fanatyzmu religijnego w Europie oraz zagadnienia dzisiejszej „religijności” europejskiego kręgu w ogóle. Wybór tekstów teoretycznych zamieszczony w programie spektaklu sugeruje linię interpretacji oraz szerszej dyskusji, do której zaproszeniem może stać się teatralna propozycja.

 

W marcu 2014 Anna Augustynowicz odebrała prestiżową nagrodę im. Zygmunta Hübnera za tworzenie teatru artystycznego w duchu myśli obywatelskiej. Ostatnie prace reżyserki stanowią szczególne potwierdzenie zasadności owego wyróżnienia. Artystyczny zwrot od głęboko egzystencjalnych i osobistych treści w stronę problemów dotyczących współistnienia ludzi jako zorganizowanej zbiorowości mógłby stać się pretekstem do indywidualnych refleksji również poza teatralnym kontekstem. Po krakowskim Edwardzie II, gdzie pod lupę wzięto zakłamanie i hipokryzję współczesnego świata, Męczennicy zdają się być kolejnym ostrzeżeniem ze strony twórców, że coś w stosunkach społecznych jest stanowczo nie tak – coraz głośniejszym wołaniem, że ziemia drży nam pod stopami. Czujecie?!

 

Katarzyna Siekańska

 

Męczennicy [Märtyrer]

Marius von Mayenburg

Przekład Elżbieta Ogrodowska-Jesionek

 

Reżyseria Anna Augustynowicz

Scenografia Marek Braun

Kostiumy Wanda Kowalska

Muzyka Jacek Wierzchowski

Reżyseria światła Krzysztof Sendke

 

Obsada:

Rafał Kosowski – Willy Batzler

Sara Celler-Jezierska – Erika Roth

Filip Perkowski – Markus Dörflinger

Czesław Skwarek – Ksiądz Dieter Menrath

Konrad Beta – Benjamin Südel

Maria Dąbrowska – Inge Südel

Maciej Litkowski – Georg Hansen

Barbara Lewandowska – Lydia Weber

 

Spektakl jest koprodukcją Teatru Współczesnego w Szczecinie oraz Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu

Prapremiera polska w Teatrze Współczesnym w Szczecinie: 11 października 2014, Duża Scena

Premiera w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu: 24 października 2014, Duża Scena

Recenzowany spektakl odbył się 21 listopada 2014 w Teatrze Współczesnym w Szczecinie

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten + fourteen =