Katarzyna Siekańska: sztuka na wynos, spotkania na miejscu

26 marca 2015

Tekst z okazji drugich urodzin teatru sztuka na wynos

sztuka na wynos/materiały teatru

sztuka na wynos/materiały teatru

Po raz pierwszy do drzwi sztuki na wynos zapukałam zeszłej zimy, podczas festiwalu Boska Komedia, do którego zakwalifikował się spektakl Postrzał. Pomysł napisania artykułu o tej szczególnej inicjatywie narodził się już wtedy, ale dopiero dziś pełny tekst trafia przed oczy Czytelników. Tym lepiej, bo publikacja zbiega się w czasie z drugimi urodzinami sztuki – jest zatem co świętować, co podsumowywać, co promować.

 

(1) słowo wstępne

Idąc na spektakl sztuki na wynos, trzeba odnaleźć w Krakowie na Starowiślnej kamienicę numer 55 i na domofonie wybrać przycisk opatrzony podpisem „Scena Pokój”. Drzwi otwierają się, można wejść na klatkę schodową. sztuka na wynos mieści się w dwupokojowym mieszkaniu na drugim piętrze. U progu przybywających widzów wita zawsze ktoś z teatralnej ekipy, kto tego wieczora akurat nie gra w spektaklu i pełni honory gospodarza. W przedpokoju stoi zwykła drewniana szafa z przesuwanymi drzwiami, tam można zostawić płaszcz. Na prawo od drzwi wejściowych mieści się mała przytulna kuchnia pełniąca rolę kawiarni, kasy, centrum dowodzenia. Tam, jak w teatralnym foyer, można kupić herbatę, kawę, wino. Z tą tylko różnicą, że gospodarze wyjmują z lodówki mleko i gotują wodę w czajniku na oczach widza, prowadząc z nim jednocześnie swobodną rozmowę. Przychodzą kolejni widzowie, siadają – jak to – na taborecie, przy stoliku, pod oknem, a atmosfera w pomieszczeniu przypomina nieco spotkanie dalekich znajomych. Złota zasada głosi, że na każdej domówce prędzej czy później ognisko imprezy przenosi się do kuchni. W sztuce na wynos jest podobnie, chociaż trzeba zaznaczyć, że w centrum zainteresowania pozostaje tam przede wszystkim sama sztuka. Na spektakl trzeba przejść w głąb mieszkania, na Scenę Pokój, gdzie czeka już trzynastoosobowa widownia.

 

Wszystko dzieje się w przestrzeni będącej formalnie zwykłym mieszkaniem, ale nie ma tu miejsca dla żadnej prowizorki czy amatorszczyzny. Pokój przeznaczony do grania spektakli został profesjonalnie przystosowany do teatralnych celów. Zamontowano oświetlenie, aparaturę dźwiękową, powłokę izolującą na okna i ściany. „Mamy najbardziej wystrzałową przestrzeń gry ze wszystkich teatrów, jeśli wziąć pod uwagę zakres możliwości inscenizacyjnych i technicznych na metr kwadratowy” – śmieją się szefowie sztuki: Anka Graczyk i Dariusz Starczewski. Walory przestrzenne i niecodzienne okoliczności gry zdecydowanie podnoszą atrakcyjność i wartość tego miejsca na teatralnej mapie Krakowa, nie to jest jednak najważniejsze. Tym, bez czego oryginalna inicjatywa nie miałaby szans się obronić, jest poziom artystyczny spektakli. Dotychczasowy repertuar sztuki pozostaje różnorodny i otwarty, środki inscenizacyjne zmienne a czasem eksperymentalne, ale w całym tym przekroju treści i form, da się już zauważyć kształtujący się, charakterystyczny styl „sztukonawynosowych” produkcji.

 

24 marca 2013 na Scenie Pokój odbył się pierwszy spektakl z udziałem widzów – ten dzień został uznany za oficjalną datę urodzin teatru. Dzisiaj sztuka na wynos ma stałą siedzibę, szerokie grono sprzymierzeńców, zainteresowanie widzów, przychylność krytyków, cztery udane spektakle w repertuarze i szerokie plany na przyszłość…  Ale od czego wszystko to się zaczęło?

 

(2) pierwsza iskra

W 2010 roku studenci PWST Wrocław zwrócili się do Dariusza Starczewskiego (ich dawnego pedagoga z LartStudio w Krakowie) z propozycją wyreżyserowania przez niego ich spektaklu dyplomowego. Szybko pojawiła się decyzja o wyborze dramatu Bliżej Patricka Marbera jako tekstu do realizacji. Podczas późniejszych rozmów wokół planowanego projektu narodził się pomysł wyprodukowania spektaklu niezależnego, poza jakąkolwiek konkretną instytucją, przeznaczonego do grania „na wynos”, gościnnie, na różnych scenach. Próby ruszyły, ale po niedługim czasie projekt  ten został zawieszony. Mimo wszystko, niezrealizowany spektakl Bliżej odegrał w historii założycielskiej sztuki na wynos rolę impulsu sprawczego, zaszczepiającego w artystycznej wyobraźni Anki Graczyk i Dariusza Starczewskiego marzenie o tworzeniu niezależnych produkcji, a docelowo – „teatru bez domu”.

 

(3) pierwsza produkcja

Wiosną 2011 Dariusz Starczewski spotkał przypadkiem dawną znajomą z wydziału prawa – Magdalenę Chaszczyńską, prezeskę Stowarzyszenia GRAAL na Rzecz Rozwoju Osobowości Dzieci. Ich spotkanie zaowocowało połączeniem sił w inicjatywie artystycznej, której wynikiem była premiera spektaklu d o w n_u s Bogdana T. Graczyka, w reżyserii Starczewskiego. d o w n_u s to opowieść o inności, jej rozmaitych przejawach, odcieniach i interpretacjach. W obsadzie znaleźli się m.in.: Zuzanna Grabowska, Anka Graczyk, Magdalena Walach, Sławomir Rokita, Marcin Sianko. Powstający w pewnym sensie na zamówienie Chaszczyńskiej spektakl miał być produkcją instytucjonalnie niezależną. Podczas przygotowań do realizacji tego pomysłu w naturalny sposób powróciła zasiana rok wcześniej myśl o zawiązaniu teatru bez siedziby, tym razem przekuta już w działanie pod nowoutworzonym szyldem: „sztuka na wynos”. Charakterystyczne logo teatru pojawiło się po raz pierwszy właśnie na plakatach promujących spektakl d o w n_u s, w którym sztuka na wynos debiutowała jako koproducent.

 

Poza pomysłem, nazwą i logotypem, do pełnego sukcesu założycielskiego brakowało jeszcze tylko miejsca prób. Spektakle zgodnie z ideą miały się odbywać „w gościach”, ale przestrzeń do pracy musiała być stała. W niecałe dwa dni po wszczęciu poszukiwań Anka Graczyk i Dariusz Starczewski trafili na Starowiślną 55. Największy pokój w jednym z oglądanych mieszkań odpowiadał potrzebom spektaklu, decyzja o wyborze miejsca prób zapadła szybko. Warto zaznaczyć, że sztuka na wynos nie miała u swych założycielskich podstaw idei teatru domowego (jak chcieliby niektórzy dopatrujący się w tej inicjatywie świadomych nawiązań do tradycji choćby teatru Mirona Białoszewskiego). Przede wszystkim, nie miał to być początkowo nawet teatr stacjonarny. O wyborze miejsca, jak się potem okazało: na stałe, zadecydował częściowo przypadek. Aktorzy poszukiwali lokalu o powierzchni minimum trzydziestu metrów kwadratowych, odpowiadającego rozmiarem scenie Teatru STU, na której miała się odbyć premiera d o w n_u s-a. Tak się złożyło, że lokal spełniający metrażowe potrzeby okazał się zwykłym mieszkaniem z jednym dużym pokojem, klimatyczną kuchnią i kuszącym balkonem z widokiem na Kraków. „To miejsce nas wybrało” – mówi Dariusz Starczewski.

 

Próby trwały, a aktorzy coraz swobodniej czuli się w wynajętych na czas przygotowań wnętrzach. Próba generalna d o w n_u s-a odbyła się w mieszkaniu, w jego największym pokoju (później ochrzczonym mianem Sceny Pokój). Po spektaklu, gdy teatralna ekipa już się rozproszyła, Anka Graczyk i Dariusz Starczewski usiedli w pustym pokoju, i pomyśleli, dlaczego właściwie sztuka na wynos nie miałaby grać tam stacjonarnie…

 

(4) fotele z kina Wrzos

Gdy zapadła decyzja o udomowieniu nowopowstałego teatru, motywacja do tworzenia kolejnych produkcji pod szyldem sztuki znacznie się wzmocniła. Aby teatr istniał, musi grać, a aby grać – musi mieć odpowiednie warunki przestrzenne.  Wynajęte mieszkanie wymagało przystosowania do nowych wymagań. Na czas prób do d o w n_u s-a nie było potrzebne profesjonalne oświetlenie, szczególne warunki akustyczne ani nawet estetyczny, reprezentacyjny wystrój. Nagle trzeba było się tym wszystkim zająć. Prace ruszyły pełną parą. Należało też pomyśleć o widowni – ile osób i w jakim układzie przestrzeni powinno zmieścić się w pokoju?

 

Remont na Starowiślnej zbiegł się w czasie z zamknięciem części sal kina Ars. W związku z tym nowe fotele, stojące dotąd w zamykanych właśnie salach, zostały przekazane kinu Wrzos, a to z kolei ogłosiło na stronie internetowej, że swoich foteli się pozbywa, oddając je chętnym w prezencie. Ta wiadomość dotarła do Anki Graczyk, która następnego dnia zjawiła się z samego rana u drzwi kina Wrzos z łomem. Tym właśnie sposobem sztuka na wynos otrzymała na własny użytek jeden cały rząd foteli, na dodatek z barwną przeszłością. Okazało się, że – po odnowieniu i umocowaniu ich na stalowych listwach – na Scenie Pokój zmieściło się, przy najdłuższej ścianie, dokładnie trzynaście foteli. I tak już zostało. To kolejny charakterystyczny element tego teatru, który wcale nie został ustalony a priori. Po prostu, akurat tyle było miejsca. A to, że „trzynastka widzów” z czasem zaczęła być poczytywana za znak rozpoznawczy teatru, symbol a nawet prowokację – to już zupełnie inna historia…

 

(5) Postrzał

Postrzał/fot. Marta Ankiersztejn

Postrzał/fot. Marta Ankiersztejn

Remont dobiegał końca. Przyszedł czas na przygotowania do kolejnej premiery – pierwszej samodzielnej produkcji sztuki na wynos i pierwszego spektaklu przeznaczonego do grania na Scenie Pokój. Dariusz Starczewski od dłuższego czasu chciał zrealizować mało znany w Polsce, obecny dotąd jedynie w teatralnych czytaniach, dramat Ingrid Lausund, przetłumaczony przez Pawła Adamskiego jako Skrzywienie kręgosłupa. Skompletowano obsadę, rozpoczęto próby. „To miała być szybka komediowa praca, na początek” – wspominają dziś z uśmiechem twórcy. Już podczas prób czytanych okazało się jasne, że praca nie będzie przebiegała tak, jak myśleli.  Anka Graczyk (absolwentka Max Reinhardt Seminar, państwowej wyższej szkoły teatralnej w Wiedniu) zaczęła mieć wątpliwości co do jakości polskiej wersji tekstu. Sensy, które znała z oryginalnej sztuki, nie zgadzały się ze znaczeniami, jakie proponował Adamski. Po wnikliwej analizie, rozbieżności pomiędzy tekstami okazały się zbyt oczywiste, aby można było dalej pracować nad spektaklem z tą wersją tłumaczenia. Trzeba było skontaktować się z autorką sztuki, a następnie z nowym tłumaczem. To znacząco wydłużyło proces powstawania spektaklu.

 

Gdy tekst był gotowy, zaczęły pojawiać się kolejne komplikacje. Dzięki pracy translatorskiej Marii Fidali, dramat zaczął jawić się jako tekst wielowymiarowy, bardziej złożony  niż na początku. Teraz wyraźniej wybrzmiewało metaforyczne znaczenie absurdalnych sytuacji przedstawionych przez Lausund. Biurowa tragikomedia w scenicznej interpretacji nabierała znaczenia egzystencjalnego, uniwersalnego, w konkluzji zatrważającego. „Podczas prób zaczęła się między nami wytwarzać jakaś dziwna energia, niespodziewane pokłady agresji, jakie wywoływał ten tekst” – opowiadają aktorzy.

 

Warto było jednak podjąć wszystkie te trudy przygotowań, bo jako owoc intensywnej pracy dramaturgicznej, reżyserskiej, aktorskiej i – co niebagatelne – organizacyjnej, narodził się pierwszy autonomiczny spektakl sztuki na wynos, wysoko podnoszący artystyczną poprzeczkę kolejnym produkcjom.

 

 (6) Nie budźcie mnie

Korzenie drugiej autonomicznej produkcji sztuki na wynos (premiera miała miejsce 20 grudnia 2013) sięgają jeszcze aktorskiego dyplomu Anki Graczyk w Wiedniu, w ramach którego przygotowała razem z koleżanką z roku własny spektakl. „To była opowieść o laleczkach z pozytywki, które chcą się uwolnić. Jednocześnie, to była nasza opowieść o aktorstwie i emancypacji.” – wspomina Anka Graczyk – „Później zależało mi na tym, żeby ten spektakl po wyjściu ze szkoły zyskał jeszcze jakieś drugie życie”. Anka zaproponowała napisanie nowej wersji tego tekstu Bogdanowi T. Graczykowi. Ostatecznie powstała współczesna i głęboko metaforyczna sztuka o spotkaniu dwojga ludzi i jej sceniczna realizacja w reżyserii autora, z udziałem Anki Graczyk i Dariusza Starczewskiego.

Nie budźcie mnie/fot.Marta Ankiersztejn

Nie budźcie mnie/fot.Marta Ankiersztejn

Tuż przed premierą zaczęły pojawiać się ze strony dziennikarzy i teatralnego środowiska pytania o nową produkcję sztuki na wynos. „My się codziennie mijamy z ludźmi dookoła nas, w domu, w sklepie, na ulicy. I bardzo często mijamy się brzydko, jesteśmy zajęci czymś innym, w pośpiechu. Ten spektakl jest historią o… ładnym minięciu się” – brzmiała odpowiedź autora i reżysera.

 

Aktorzy niechętnie opowiadają o tym spektaklu. Anka Graczyk nazywa go „kalejdoskopem”, Dariusz Starczewski „czarną dziurą”. Oboje podkreślają, że jak żaden inny „zbiera” wszystko, co wydarzyło się danego dnia i dla każdego, kto w nim uczestniczy (i aktora, i widza) jest o czymś innym.  „To jest jedyny spektakl, którego się boję. Dużo nas on aktorsko kosztuje. To jest prawdziwe teatralne ryzyko: dwoje aktorów na pustej scenie przez prawie dwie godziny. Nic nam w razie czego nie pomoże” – mówi Dariusz Starczewski.

 

(7)…i zawsze przy mnie stój

Trzecią premierę (14 czerwca 2014) wywołała swoim pojawieniem się pod dachem sztuki na wynos Ewa Błachnio. Aktorka, która po zakończeniu swojej kariery kabaretowej postanowiła w większym stopniu zaangażować się w działalność teatralną, zaproponowała Dariuszowi Starczewskiemu wyreżyserowanie z jej udziałem świeżej sztuki Tomasza Jachimka. W drugiej kobiecej roli obsadzona została Elżbieta Bielska. …i zawsze przy mnie stój to komedia ironicznie opowiadająca o kobiecej naturze. Z połączenia dowcipu autora, teatralnego smaku reżysera oraz energii obu aktorek, narodził się spektakl, który przypieczętował programową różnorodność i repertuarowo-formalną zasadę płodozmianu sztuki na wynos.

 

(8) niezależne miejsce spotkań

Chociaż dwa lata działalności wydają się czasem na tyle długim, że poddającym się pierwszym podsumowaniom i omówieniom, sztuka na wynos wciąż wymyka się wszelkim próbom zaklasyfikowania tej sceny do jednego teatralnego nurtu. W pierwszej chwili, biorąc pod uwagę kameralny i niecodzienny charakter przestrzeni, w której prezentowane są spektakle, pojawia się pokusa włączenia tego teatru do szeregów artystycznego offu. Jednak wystarczy jedna wizyta na Scenie Pokój, aby przekonać się, że to nie jest właściwa kategoria. sztuka na wynos jest teatrem całkowicie profesjonalnym, pod względem warsztatu twórców, organizacji pracy, realizowanego repertuaru. Spektakle poziomem artystycznym nie ustępują dużym teatrom instytucjonalnym. Wydaje się, że najwłaściwszą kategorią klasyfikującą sztukę na wynos w tym momencie byłby po prostu teatr niezależny – pod każdym względem: budżetowym, repertuarowym, artystycznym, poglądowym, formalnym, przestrzennym…

...i zawsze przy mnie stój/fot.Marta Ankiersztejn

…i zawsze przy mnie stój/fot.Marta Ankiersztejn

Założyciele sztuki wskazująa dwa słowa najlepiej określające ich pracę od strony pozawarsztatowej: spotkanieszczerość. sztuka na wynos stwarza okazję do zaistnienia prawdziwych spotkań na rozmaitych płaszczyznach porozumienia. Wokół teatru zebrało się już spore grono zaprzyjaźnionych współpracowników, którzy tworzą pierwszą linię, tuż za Szefostwem. „Zależy nam na tym, żeby to nie było miejsce tylko dla nas, żeby z czasem zapraszać tutaj coraz więcej nowych artystów” – zaznacza Dariusz Starczewski.

 

Również temperatura interakcji pomiędzy artystami a widzami jest inna niż w większości teatrów, co wynika choćby z samego metrażu mieszkania. Ekipa sztuki na wynos podkreśla, że widz jest dla nich osobą, którą szanują i na której im zależy. „Ludzie do nas wracają, to jest świetne. Jest grupa widzów, którzy znają już wszystkie nasze spektakle i dopytują się, kiedy będą mogli zobaczyć coś nowego. Cieszymy się, bo ludzie się u nas dobrze czują. W normalnym teatrze widz jest tylko widzem, a u nas jest też trochę naszym gościem” – opowiada z radością Anka Graczyk – „Gdy przestrzeń spotkania jest tak kameralna, większa staje się też odpowiedzialność aktora, za widza i za własną pracę”.

 

 (9) co dalej? 

Już 27 kwietnia na Scenie Pokój odbędzie się kolejna premiera. Historia zatoczyła koło i po pięciu latach od narodzenia się pomysłu zrealizowania ze studentami PWST Wrocław dramatu Patricka Marbera, Dariusz Starczewski wyreżyseruje na Scenie Pokój spektakl Bliżej.

W rozmowach o przyszłych produkcjach, Anka Graczyk i Dariusz Starczewski zgodnie przyznają, że nie chcą z góry deklarować żadnej linii programowej ani estetycznej teatru. Niektóre z pomysłów, o jakich można usłyszeć od twórców, to realizacja przedstawienia dla dzieci, teatralna adaptacja Solaris w reżyserii Dariusza Starczewskiego i nowatorski spektakl z permanentnie wymienną obsadą…

 

Pytani o dalsze plany rozwoju teatru, artyści odpowiadają: „sztuka na wynos jako teatr stacjonarny już się trochę ustabilizowała. Zaczęliśmy jeździć z naszymi spektaklami – tak, jak to planowaliśmy na samym początku – i teraz chcielibyśmy poświęcić trochę uwagi temu pierwszemu marzeniu o teatrze wyjazdowym, bez jednego domu, nie zaniedbując przy tym Sceny Pokój.”

 

Katarzyna Siekańska

 

Więcej informacji o sztuce na wynos:

www.sztukanawynos.pl

https://pl-pl.facebook.com/sztukanawynos

tagi: | Wersja do druku | |

2 komentarzy do Katarzyna Siekańska: sztuka na wynos, spotkania na miejscu

  1. Andy Wagner, 29 marca 2015 o 22:24

    Doskonały opis teatru

  2. Szaraczek, 30 marca 2015 o 22:50

    Owszem, owszem. Znam i polecam.
    Pozdrawiam artystów. Gratuluję efektów. Czekam na kolejne premiery.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fourteen − thirteen =