Katarzyna Siekańska: Znowu sprzedany

18 listopada 2014

O spektaklu Wiśniowy sad w reżyserii Nikołaja Kolady prezentowanym w ramach Festiwalu Kolady w warszawskim Teatrze Studio

Wiśniowy sad/materiały prasowe

Wiśniowy sad/materiały prasowe

 

Majątek Raniewskiej to parodia Wersalu. Utapirowane brudne konstrukcje z włosów przywodzące na myśl skojarzenia z osiemnastowiecznymi fryzurami, wulgarne makijaże, sukienki jak z domku dla wystrojonych lalek, filcowe buty z cekinami, haftowane serwetki przyszyte do różnych fragmentów strojów. Wszystko skąpane w brokacie i jaskrawym świetle. Na scenie ustawiono kilkadziesiąt drewnianych pali wyglądających jak zdemontowana rzeźbiona balustrada. Bale stanowią oś scenografii, rozmieszczane w rozmaitych konfiguracjach będą podczas spektaklu definiować przestrzeń rozgrywanych sytuacji: dom, ogród, sad. Wkraczamy w ten świat przy dźwiękach rzewnej rosyjskiej pieśni, w której wobec powszechnego gwaru, krzyków i zabawy, najwyraźniej wybrzmiewa jedno słowo: lyubov’.

 

Lubow Raniewska jest nieszczęśliwą Marią Antoniną tego królestwa. Wpada na scenę centralnym wejściem, „prosto z Paryża”, ubrana w kilka warstw koców, kolorowych szali, falban, sztucznej biżuterii. Wygląda jak osobliwa mieszanka żony Ludwika XVI, rosyjskiej matrioszki i najbardziej charakterystycznych kreacji Heleny Bonham Carter. To jest jej świat, jej sad i to ona od początku kieruje uwagą widza. Historię ostatnich dni Wiśniowego Sadu śledzimy z jej perspektywy. Raniewska uosabia wszystko to, co skończy się symbolicznie wraz z wycięciem drzew: zamiłowanie do życia ponad stan, tańce i śpiewy aż po świt, kultywowanie wartości dumy, honoru i prawdziwego uczucia –  lyubov’. Ciałem obcym w majątku Raniewskiej jest Jermołaj Łopachin. Odznacza się surowym, urzędniczym i zapiętym na ostatni guzik kostiumem. Nie ma takiej fantazji, jak ludzie Raniewskiej, jest człowiekiem pracy, który stąpa po ziemi twardo, stabilnie i równomiernie.

 

Wiadomość o tym, że sad został sprzedany przychodzi w środku hucznej zabawy. Raniewska, która jeszcze przed chwilą zataczała się w tańcu z żarliwym śpiewem na ustach, zastyga. Dookoła stoją dzieci, goście i służba, wszyscy coś mamroczą. Pojawia się Łopachin; surowy oficjalny strój zamienił już na rozchełstaną bieliznę, jest u siebie. Oznajmia, że został nowym właścicielem majątku i na znak swojego panowania, na oczach wszystkich rąbie siekierą jeden z drewnianych bali. Raniewska w rogu sceny zwija się z bólu, jakby to ją cięło ostrze. Łopachin przerywa. Raniewska podnosi się z kolan, wstaje, kładzie dłonie na gorącej głowie Jermołaja w wzniosłym i pięknym geście błogosławieństwa. Powoli odwraca się, wychodzi dumnie przez środkowe drzwi prosto do stojącej tam szafy, w której wcześniej schowała ubranie zmarłego syna. Zatrzaskuje za sobą drzwi. Ania rozpaczliwie dobija się do matki, woła ją. Powoli gaśnie światło. Tak wygląda koniec świata.

 

A co po nim? Życie toczy się dalej. Scena znowu rozbłyska oświetlona niby roboczo, bardzo jasno i surowo. Jakieś rozmowy bez znaczenia, o kaloszach i interesach Łopachina. Ktoś się spieszy na pociąg, ktoś chce się czegoś napić. Raniewska też tutaj jest, ale to już inna Raniewska. Ubrana skromnie, w szarym swetrze, gładko uczesana, na twarzy nie ma już śladu rozpaczy czy nawet rozmazanego makijażu. Jest spokojna i łagodna. Właściwa Raniewska wyszła dostojnie w poprzedniej scenie, zatrzaskując w szafie wszystko, co ważne.  Zmiana napięcia w spektaklu, nowy układ przestrzeni dają widzowi szansę na spojrzenie ze świeżej perspektywy na sceniczny obraz świata. Dotąd spektakl rozgrywała Raniewska, uwaga widza była kierowana przez jej działania. Scena rozpaczy i odejścia była najbardziej jaskrawym, a zarazem ostatnim gestem w tę stronę. Gdy Raniewska przestaje być właścicielką sadu, przestaje być też główną bohaterką historii. Jej żal był szczery, rozpacz autentyczna, koniec świata rzeczywiście się wydarzył, ale nie ma już po nim śladu. To, na co teraz patrzymy, to już świat Łopachina.

 

W spektaklu Kolady te dwa porządki (Raniewskiej i Łopachina) nie zostają ze sobą zestawione jaskrawo, nie jest jasne, czy któryś z nich jest tutaj bardziej faworyzowany. Łopachin nie jest odrażający ani podły. Raniewska również raz wzbudza czułość, raz irytację. Paradoksalnie, jej dramat staje się jeszcze bardziej przejmujący, jeśli Łopachin nie jest chamem. Wtedy najwyraźniej widzimy, że osobiste końce świata nie znajdują odbicia w szerokiej rzeczywistości. Życie toczy się dalej. Oto z czym zostajemy: Raniewska straciła sad (trochę z własnej winy, trochę nie). Sad kupił Łopachin (człowiek trochę dobry, trochę zły, jak wszyscy). Ktoś coś stracił, ktoś coś zyskał.

 

I nic się właściwie nie stało. Wiśniowy sad znowu sprzedany. Tylko tych koni żal.

 

Katarzyna Siekańska

 

 

WIŚNIOWY SAD
Anton Czechow

reżyseria, opracowanie muzyczne, scenografia, światło, choreografia
Nikołaj Kolada

obsada: Julia Biespałowa/ Wiera Cwitkis/ Irina Jermołowa/ Alisa Krawcowa/ Wasilina Makowcewa/ Tamara Zimina/ Igor Aloszkin/ Jewgienij Czistiakow/ Maksim Czopczijan/ Siergiej Fiodorow/ Oleg Jagodin/ Siergiej Kolesow/ Aleksandr Kuczik/ Anton Makuszyn/ Taras Poddubnyj/ Maksim Tarasow/ Aleksandr Zamurajew

 

Spektakl prezentowany 14 listopada 2014 na Dużej Scenie warszawskiego Teatru Studio.

Premiera rosyjska odbyła się 4 września 2009 w Teatrze Kolady w Jekaterynburgu.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × five =