Magdalena Konarska: Mamo tato, czy było warto?

12 sierpnia 2015

O spektaklu Ojciec matka tunel strachu w reżyserii Wojciecha Klemma w Narodowym Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

 

Matka ojciec tunel strachu/fot. Magda Hueckel

Matka ojciec tunel strachu/fot. Magda Hueckel

Syn to jestem ja, który jestem sobie obcy. Widzę siebie w stosunku do przyszłości, nad którą nie panuję. Rośnie, przerasta mnie o głowę, aż w końcu daję za wygraną. Najpierw go wychowuję, a potem szukam w nim oparcia – Ojciec w sztuce Heckmannsa.

 

Wyobraź sobie, że jesteś ojcem, ale jesteś też synem swojego ojca. Dosłownie i w sztuce, bo to właśnie takie zadanie aktorskie stanęło przed Błażejek Peszkiem, który zagrał ojca swojego ojca – Jana Peszka. Można rzec, że była to rodzinna sztuka, bo i teatralna żona – Katarzyna Krzanowska jest nią w rzeczywistości. Skomplikowane? Z całą pewnością nie aż tak, jak wychowywanie dziecka, bo to właśnie o trudach rodzicielstwa jest ta sztuka.

 

Teatralna scena zostaje przeobrażona w dość chłodny pokój z pufami. Pufy są trzy, każda innego koloru i dobrze nam znana – nieważne, jak się ułożymy, ona potrafi dopasować się do kształtu naszego ciała. Czy dziecko dopasowane jest do swoich rodziców?

 

Sztuka rozpoczyna się w momencie, w którym rodzinka siedzi na swych siedziskach. Nie jest to jednak wesoły obraz. Sami zresztą za kilka chwil zaprezentują nam cudowny pokaz, który opowiada o szczęśliwej rodzinie, jednak nie o nich samych. Ojciec jest niedoszłym reżyserem teatralnym, a obecnie daje upust swym kreatywnym zapędompracując w ksero. Matka studiowała niegdyś filozofię, ale musiała przerwaćgdy urodziło się dziecko. A dziecko? Dziecko przygląda się tylko swoim rodzicom, bowiem nierozłącznie, od chwili narodzinstało się częścią tej zaplątanej, trójosobowej wariacji.

 

Spektakl opowiada o rodzicielskich trudnościach, dziecięcych rozterkach i międzypokoleniowej dziurze. Można zauważyć w nim też bezsilność, żal utraconych okazji i możliwości. Skoro to sztuka o rodzinie, to i miłość powinna grać, przynajmniej, drugoplanową rolę. A miłości chyba nie ma.

Matka tak bardzo zmęczona jest swoimi obowiązkami względem dziecka, że od czasu do czasu musi wyjechać na krótkie wakacje. Ojciec jest zgorzkniały, bo jego marzenia o zawodowych sukcesach nie spełniły się. A dziecko nie rozumie, dlaczego mama go zostawiła i dlaczego ojciec jest taki sfrustrowany. Czy dwoje zagubionych, nawet nieco niedojrzałych ludzi może być dobrym wzorem dla swojego dziecka? Czy miłość zawsze objawiać się musi jedynie w gestach, choć to właśnie one „mówią same za siebie”? Czy rodzice kochają swoje dzieci bezwarunkowo?

 

Spektakl nie był parafrazą zdarzeń, które dzieją się w typowym, rodzinnym domu. On nawet nie próbował udawać rzeczywistości. Klemm stworzył obraz przestraszonej rodziny, gdzie ambicja i współzawodnictwo między partnerami po części rujnują ich relację, a dziecko myśli, że rodzice zostali stworzeni tylko dla niego. Sztuka ukazała słabość i bezradność ludzi, którzy wpadli w pułapkę rodzicielstwa. Z całą pewnością ten irracjonalny obraz nie jest pozbawiony sensu. Przedstawienie w nieco prześmiewczy sposób ukazuje bowiem drobne skrawki prawdziwego życia.

 

W końcu, sztuka ma skłonić nas do refleksji, by oglądając prezentowane zdarzenia i rodzinne obrazy możemy zastanowić się nad tym, czym rodzina w ogóle jest. Czy jest tylko najważniejszą, podstawową grupą społeczną, na której opiera się całe społeczeństwo. Czy może jest podporą, na której opieramy się MY?

 

                                                                                                          Magdalena Konarska

Martin Heckmanns

reżyseria: Wojtek Klemm

obsada: Katarzyna Krzanowska / Błażej Peszek / Jan Peszek

reżyseria i scenografia: Wojtek Klemm
kostiumy: Julia Kornacka
muzyka: Dominik Strycharski
przekład: Iwona Nowacka

 

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

one × 2 =