Magdalena Konarska: Szaleńczy dzwonek

17 maja 2015

O spektaklu Chłopiec z łabędziem w reżyserii Ingmara Villqista w Teatrze Śląskim w Katowicach

Chłopiec z łabędziem/fot. Krzysztof Lisiak

Chłopiec z łabędziem/fot. Krzysztof Lisiak

Chłopiec z łabędziem z całą pewnością nie jest głównym bohaterem tejże sztuki. Jest on jednak przyczynkiem następujących tu zdarzeń. To właśnie od Chłopca z łabędziem wywodzi się szaleństwo. Przeplatane jest ono z normalnością, która zmusza nas do zastanowienia się – czym w ogóle jest. Czy wszyscy po części jesteśmy szaleńcami? A może to normalność nie istnieje?

 

W szaleństwie jest metoda. Spektakl Chłopiec z łabędziem jest niezwykłą podróżą po zakamarkach ludzkiego umysłu. Głównymi bohaterkami są trzy niezwykłe kobiety, jednak to z dwójką z nich możemy poczuć pewną więź, bowiem obserwujemy je przez większość widowiska. Mowa tutaj o Hagen i Arn – siostrach. Musimy zastanowić się jednak, czy ta więź nie jest niebezpieczna dla naszego umysłu? Nawet jeśli wiemy, że ten uwielbia płatać nam figle.

 

Spektakl rozpoczyna spokojny spacer Hagen po przerażająco pustym – emocjonalnie – pokoju z drewnianymi klepkami. Po chwili pojawia się i Arn. Siada przed kredensem i szuka ciastek z marmoladą – skończyły się, a według planu czas na obiad. Ów plan opracowała Hagen – w całym mieszkaniu obserwować możemy dziecięce rysunki, namalowane jednak dorosłą dłonią, które stanowią o ustalonym porządku dnia. Dowiadujemy się, że nie każda z pań ma jednakowe uprawnienia. Arn może bowiem wychodzić na spacer. Spacer, który wraz z panem inżynierem i Chłopcem z łabędziem wyzwoli z czasem nieograniczone pokłady szaleństwa.
Spektakl Chłopiec z łabędziem nie jest widowiskiem, w którym dużą rolę odgrywają rekwizyty, scenografia, czy stroje. Bohaterkami są kobiety i to właśnie na nich mamy skoncentrować całą swoją uwagę. Od samego początku znajomości widza z postacią ma się wrażenie, że „coś tu nie gra”. Oczy są zwierciadłem duszy i to one bezwstydnie ukazują pierwsze zalążki szaleństwa. Ewa Kutynia, wcielająca się w rolę Arn, idealnie zobrazowała ten stan – jej oczy odzwierciedlały bowiem duszę szaleńca. Sztuka pozwoliła aktorkom na zaprezentowanie swych teatralnych umiejętności, a dodatkowe rekwizyty zakłócałyby tylko tenże odbiór.

 

Przedstawienie jest o słabości człowieka, o niewykorzystanych szansach, o szaleństwie, które zdecydowanie jest ciężkim tematem. Ciężkim, przede wszystkim dla społeczeństwa, któremu niełatwo przecież zaakceptować dewiacje. Trudno więc w pełni oddać się i wczuć we wszelkie niedorzeczności, jawiące nam się na scenie. Ciężko utożsamić się z bohaterkami, mimo że przecież każdy z nas ma swoje demony. Problem bowiem tkwi w tym, że w szaleństwie doszukujemy się prawdy i normalności. We wszystkich momentach, kiedy kobiety „schodziły na ziemię”, pojawiała się nadzieja, że odtąd nastanie spokój, a szaleństwo nie będzie już odgrywało głównej roli.

 

Kiedy już rozbawieni/zniechęcani/zmęczeni jesteśmy niepoczytalnością pań, rozbrzmiewa telefon. Dzwoni pani Laura – prawdopodobnie pracownica poprzedniego lokum sióstr. Wraz z telefonem pani Laury pojawia się i nadzieja na normalność. Kiedy kobieta pojawia się na scenie, bije z niej siła, ciepło, a przede wszystkim tak długo wyczekiwany przeze mnie – brak szaleństwa. Jej wywody są do bólu racjonalne, próbuje nawet przywołać do porządku Hagen i Arn. W jej torebce mieszka jednak dzwonek, a wraz z nim pojawia się drwiący uśmiech. Co stanie się, gdy w końcu zadzwoni?

 

Chłopiec z łabędziem to lekka sztuka dotykająca ciężkiego tematu. Przedstawienie jest także zabawne – nie wiem czy z szaleństwa można się śmiać, nie wiem też, czy tylko dwie rozbawione osoby przesądzają o jej humorystycznym obliczu. W zaprezentowanym szaleństwie mogliśmy odnaleźć bezsilność, wolę walki, a także determinację. Nie wiem także, czy sztuka jest jedną z tych, które zapadają w pamięć, w uszach pobrzmiewać mi jednak długo będzie: „Dzwonek jest mój!”.

 

Idealnym zwieńczeniem sztuki mogą być słowa Blaise’a Pascala: „Ludzie są tak nieodzownie szaleni, iż nie być szalonym znaczyłoby być szalonym innym rodzajem szaleństwa”.

Magdalena Konarska

Ingmar Villqist –  scenariusz, reżyseria, scenografia
Maria Machowska – koncepcja światła
Waldemar Janiszek – realizacja światła
Barbara Dudek – inspicjentka i suflerka
Aneta Oskard – garderobiana, rekwizyty

OBSADA:
Ewa Kutynia
Violetta Smolińska
Grażyna Bułka

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 × one =