Maja Mroczkowska: Na początku była membrana i wszystko w niej się stało

14 marca 2015

O spektaklu Membrana w wykonaniu duetu Yaniv Shentser & Meirav Ben David na festiwalu Materia Prima. Bieguny Kultury w Teatrze Groteska w Krakowie

Membrana/©Roger Ichai

Membrana/©Roger Ichai

(1) „Drgający”, bez dzwoneczków

Teatr formy jako teatr totalny zdaje się być idealnym wyborem, jeśli chce się w czasie pięćdziesięciu minut opowiedzieć historię powstania świata w oparciu o tamburyn membranowy bez dzwoneczków. Izraelski duet Shentser i Ben David zaprezentował alternatywną opowieść. Jako kobieta i mężczyzna, żeński i męski operator membrany, żeński i męski wariant wokalny stworzyli niezwykle komplementarny rodzaj ekspresji. Poprzez naprzemienne wybijanie rytmów, bliźniaczą, a jednak różną w ładunku delikatności choreografię dłoni oraz dźwięczny dwugłos, nieodmiennie wieńczony kadencją doskonałą – aktorzy sami ulegali przeistoczeniu w rodzaj membrany opowiadającej świat.

 

Jeśli membrana jest układem rozchodzenia się fali, błoną-kluczem pomiędzy bodźcem i źródłem a dźwiękiem, „drgający” człowiek rzeczywiście staje się totalną formą wyrazu procesów życia w skali wszechświata. I tak też to oglądaliśmy w Sali Kopułowej Teatru Groteska dwudziestego siódmego lutego w piątek o godzinie osiemnastej.

 

(2) Izraelski profil

Gdy na sali jest zupełnie ciemno i tylko na tle oświetlonej membrany widać poruszające się kształty, to jest to teatr cieni – czy może światła? Od małego punktu świetlnego na błonie instrumentu wszystko się zaczyna. A przynajmniej część wizualna. Zmysły bowiem cieszy już od kilku minut dźwiękonaśladowcze intro w wykonaniu niewidzialnych jeszcze aktorów. Pobrzmiewają szumem, wiatrem i jakby świt odgłosami ptaków. Potem rozpoczyna się pokaz kształtów po obu stronach membrann, odpowiednio kobiety i mężczyzny. Aktorów nie widać. Ich twarze istnieją o tyle, o ile, nisko nachylając się nad tamburynem, pozwalają, by błona uchwyciła na moment zacieniony kontur ich profili. W ciemności tęsknota odbiorcy za osobowym obliczem artysty wzmaga się, dlatego z pietyzmem wyłapuje każdy jego najmniejszy przejaw, najpierw zadowalając się typowym kształtem samych dłoni, by później odkryć, jaką rewelacją jest zarys nosa i ust. Nie bez znaczenia okazuje się być nagle także pochodzenie artystów. Izraelski profil przekazuje coś jeszcze: ładunek czegoś pierwszego i jedynego, co sprawia, że ożywają naraz  biblijne historie o stworzeniu, prastare mitologie i archetypy. Wehikuł życia startuje, usadowieni w półkolistych rzędach startujemy wraz z nim.

 

(3) Kto się zmiłuje nad naszym eklektyzmem

Multiinstumentalność. Piszczałka w tajemniczy sposób połączona z balonem, nadmuchiwanym i „umierającym” w ramach frazy. Kołatka-zając na potrzeby muzyczne aranżująca jego brzuszek w formę harmonijki i goniąca ją kołatka-wilk o takiej samej zasadzie budowy tułowia. Także inne kołatki-zwierzątka, a następnie kontury ludzi, już bez kołatek, których ekwiwalentem są surogaty artystów niewidzialnie panujących nad ich ruchem. Pierwszym poruszeniom figurek towarzyszy pieśń w dwugłosie, wykonywana przez aktorów po łacinie. Nagle, w akcie wyłaniania i przejawiania się, słychać znaczące tony Kyrie elejson, początkowo śpiewane symultanicznie, a później naprzemiennie z celowym opóźnianiem, jak przy licytacji albo w walce na argumenty. Melodie łacińskie przechodzą z czasem w rytmy hiszpańskie, lżejsze i frywolne. Kukiełki bawią się, piją wino, on śpiewa o miłości i ciągle myli imię ukochanej, ona filuternie się obraża, a hiszpańska słodka tyrada muzyczna trwa dalej. Nie ma tu żadnego porządku chronologicznego, lecz też nie o to chodzi. Cząstki ładu zawierają się już w tym pierwotnym anachronizmie Izraelczyków śpiewających po łacinie Kyrie elejson albo w kulminacyjnym akcie stwórczym recytujących po hebrajsku wariację słowną na podstawie początkowych wersów z Prologu Ewangelii według Świętego Jana:

 בראשית היה הדבר והדבר היה את האלהים והדבר היה האלהים ועל-ידו נהיה הכל.

Na początku było Słowo i Słowo było u Boga i Słowo było Bogiem i wszystko przez Nie się stało. 

 

(4) Niech drga, póki

To, co określone i jednoznaczne nie musi nam przeszkadzać we wchodzeniu głębiej, zdają się sugerować artyści. Ani chronologia, ani tradycja, ani język, ani religia nie muszą nas oddzielać od życia, którym możemy rozkoszować się razem. Nie muszą nam przeszkadzać ustalone kanonicznie środki wyrazu ani decorum istniejących instrumentów. Jest tyle do wyrażenia, póki mamy ciało, póki jesteśmy membraną. Niech drga.

Maja Mroczkowska

 

 

Membrana

Materia Prima. Bieguny Kultury III Międzynarodowy Festiwal Teatru Formy 21-28 II 2015 w Teatrze Groteska Scena Dla Dorosłych w Krakowie

Yaniv Shentser & Meirav Ben David

 

 

 

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 + 7 =